Najbardziej wyświechtane zwroty akcji
Skazani na Shawshank, The Shawshank Redemption (1994), reż. Frank Darabont.

Nie daj się nabrać, czyli krótki przewodnik po najbardziej wyświechtanych zwrotach akcji

No więc przychodzi scenarzysta do domu maklerskiego i od progu krzyczy: Poproszę o zwrot akcji!! #SamWymyśliłem… Twisty vel zwroty akcji. Kto ich nie lubi? Potrafią ożywić najbardziej nudny film i zaskoczyć widza w najmniej spodziewanym momencie. Kiedy myślisz, że wszystko już wiesz – ciach! Tego się nie spodziewałeś!

Są twisty lepsze i gorsze. O lepszych mówi się tygodniami, a wielu robi wszystko, żeby uniknąć spoilerów i nie dowiedzieć się, o co chodzi w Szóstym zmyśle. Gorsze… są gorsze. Wraz z coraz większą liczbą filmów produkowanych co roku, coraz trudniej o zaskoczenie widza porządnym twistem. Wiadomo, wszystko już było. Ba, niektóre ze zwrotów akcji przez lata wyblakły tak bardzo, że rozgryza się je w mgnieniu oka, na długo zanim scenarzysta postanowi je odkryć. To wpis o takich właśnie zwrotach akcji. Zwrotach akcji, które już nigdy, nikogo nie nabiorą.

Na co zwracać uwagę, żeby nie dać się nabrać i potem chwalić się w Internetach, że wiedziało się wcześniej? Oto krótki, pozbawiony konkretnych tytułów filmów – przewodnik. Zachęcam przy okazji do uzupełniania przewodnika o własne propozycje najbardziej wyświechtanych twistów.

Najbardziej wyświechtane zwroty akcji

Nie ma ciała, nie ma trupa

Tzw. Teoria Gietka-Quentina sięga swoimi korzeniami co najmniej telewizyjnych Zagubionych. Sprowadza się ona do prostego: nie ma ciała, nie ma trupa. Jeśli więc ktoś wspomina jedynie o tym, że ktoś inny nie żyje, można być z grubsza pewnym, że w którymś momencie filmu ów „martwy” wyskoczy zza winkla. „Słuchaj, co za historia, rzuciłem się na ratunek, ale Mary skoczyła w przepaść, niewiarygodna tragedia!”. Jeśli na własne oczy nie widzimy jak ktoś zostaje spalony, zdekapitowany czy podziurawiony kulami, nie wierzmy na słowo naocznym świadkom! Pokazują nam odciętą głowę, ale nie widzieliśmy jak ją odcinano? Dobra, dobra, nie ze mną te numery Brunner. Kamera się „odwraca” w momencie śmiertelnego strzału? Oj nie dlatego, że jest to film PG-13.

Ciało było tak spalone, że można je było zidentyfikować tylko po zębach

Zwęglone ciała to jedna z ulubionych podmurówek pod zwrot akcji, jakie można napotkać w filmach. Jego zastosowanie jest oczywiste. Jeśli chce się zaskoczyć widza niespodziewanym rozwiązaniem zagadki: kto zabijał?; gdzieś we wczesnym stadium filmu trzeba tego zabójcę zabić, aby został skreślony przez widza z listy podejrzanych. Nastręcza to dużych problemów, bo zabić na śmierć go nie można. Wtedy w sukurs przychodzi pożar, który strawił wszystko. Z grubsza jest to wariacja twista „Nie ma ciała, nie ma trupa”, bo zwykle nie widzimy jak ktoś się pali, a przez ułamek sekundy w szybkim montażu miga nam tylko zwęglone ciało. Jeśli więc gdzieś w trakcie filmu zaserwują nam spalonego trupa Johnny’ego, spokojnie, Johnny powróci. W najgorszym wypadku bez zębów, które zostawił do identyfikacji. Choć częściej okaże się, że podmienił karty dentystyczne.

Widziałem jak cię zabijali!

Wspominałem, że jeśli nie widzimy na własne oczy jak kogoś dziurawią kulami, to nie możemy mieć pewności, że ów ktoś nie żyje? Otóż pewności nie możemy mieć również wtedy, gdy widzimy na własne oczy jak kogoś dziurawią kulami! W co drugim filmie możemy zobaczyć jak ktoś zostaje postrzelony, ale wiemy, że to tylko magia kina i tak naprawdę nikomu nie stała się krzywda (Brandon Lee mógłby się z tym nie zgodzić). To tylko efekty specjalne wykonane przez zręcznych speców z Hollywood. Skoro więc można na potrzeby filmu, to czemu by nie wykorzystać odpalanych zdalnie ładuneczków i woreczków z krwią w fabule, po to, żeby przekonać kogoś o swojej śmierci? Bohaterowie filmów byliby głupcami, gdyby nie korzystali z takich możliwości.

Ona miała siostrę?

Brat bliźniak czy siostra bliźniaczka to znakomity sposób na sprzedanie widowni twista. Trzydzieści lat temu. Całość zwrotu akcji sprowadza się do tego, by przedstawić nam jakąś poukładaną postać, która nagle zaczyna zachowywać się jak nie ona. Ewentualnie, wbrew zdrowemu rozsądkowi, pojawia się w dwóch różnych miejscach w tym samym czasie. John był szanowanym prawnikiem i przewodniczącym samorządu szkolnego, a tu nagle zaczyna być widywany na mieście w skórzanej kurtce na Harleyu z małolatą? Skąd się wzięła ta nagła zmiana zachowania u Johna? Znikąd, to nie jest John tylko jego brat bliźniak, o którego istnieniu nikt nas łaskawie nie poinformował.

Widzę martwych ludzi

Kolejny ze zwrotów akcji, który mocno się zdewaluował. Wyśledzenie go jest bardzo proste, wystarczy pamiętać o jego istnieniu przed rozpoczęciem oglądania filmu,  o którym Internet wspomina, że jest zaskakujący i jednym z jego głównych zalet jest niespodziewany zwrot akcji. Wtedy należy już tylko przeanalizować najbliższych znajomych głównego bohatera i sprawdzić, z którym z nich komunikuje się jedynie on. I nie dać się zwieść scenarzystom, którzy oczywiście tak wszystko napisali, żeby ta intymna relacja główny bohater-przyjaciel była uzasadniona. Sprytnie rozpisali jakiś dialog, żeby odniosło się wrażenie, że martwy rozmawia z kimś jeszcze. Nad taką martwą od początku postacią zwykle wisi też cały czas jakaś tajemnicza aura, którą zwykle podskórnie się czuje. On jest jakiś taki dziwny… – myślimy w trakcie filmu. Zaufajcie przeczuciu, nie pojawiło się przypadkowo. I choć twist ów się wyświechtał, to scenarzyści cały czas kombinują jak by tu go jeszcze wykorzystać. Najnowszy trend? Martwy człowiek na początku filmu wcale nie jest martwy. Czujność widza została uśpiona, można go zabić w tajemnicy przed widzem.

To od początku byłeś ty?!

Ostatni z proponowanych twistów nie zdążył się jeszcze wyświechtać, choć na dużym ekranie korzysta się z niego co najmniej od 1957 roku. Wszystko dlatego, że to ryzykowny zwrot akcji wymagający zdolnego charakteryzatora. Rozchodzi się o to, że należy tak ucharakteryzować jakiegoś bohatera, żeby nie dało się rozpoznać, że to on. I wtedy uczynić tę jego alternatywną wersję ważną w trakcie opowiadanej historii. Twist to ryzykowny, bo łatwo za jego sprawą zniszczyć każdą intrygę. Wystarczy, że widz rozpozna, kto kryje się pod warstwą make-upu i cały film na nic. A rozpoznać to w zasadzie łatwo, bo ekstremalnie rzadko się zdarza, żeby postać po charakteryzacji wyglądała naturalnie. No ale kto wie, może przyszłość należy właśnie do tego twista? W sytuacji, kiedy technika filmowa idzie do przodu, a aktorzy po operacjach plastycznych już na starcie wyglądają nienaturalnie…

Epilog

Z dobrym zwrotem akcji jest jak z dobrą sztuczką iluzjonisty. Wszystko sprowadza się do skutecznego odwrócenia uwagi widza od sedna sztuczki. Im bardziej subtelnie się to rozegra, tym większy efekt. Miało nie być przykładów, ale gdybym miał szukać idealnego zwrotu akcji, zwróciłbym się w kierunku Skazanych na Shawshank. Wielką dziurę w ścianie może  i trudno nazwać subtelnym zwrotem akcji, ale jego subtelne sedno tkwi gdzie indziej. Wiele minut wcześniej Andy prosi Reda, żeby przeszmuglował mu młoteczek do skał. Red jest podejrzliwy, dopytuje, czy Andy czasem nie chce wykopać nim tunelu. Andy się śmieje i mówi, że Red zrozumie bezsens tego pytania, gdy zobaczy młotek skalny. I rzeczywiście. „W końcu pojąłem dowcip. Wykopanie czymś takim tunelu pod murem zajęłoby człowiekowi jakieś 600 lat”. Bach. Czujność widza została uśpiona, uwaga odwrócona. Nie będzie już nawet myślał o żadnej ucieczce przez wielką dziurę w ścianie.

4 odpowiedzi

  1. frank drebin

    O. w reszcie coś innego niż recka filmu/serialu :)
    Dobrze się czytało i ze wszystkim się zgadzam (chyba „świąteczny nastrój” mnie bierze). Będzie coś jeszcze z takich przemyśleń? Może coś na temat poprawności politycznej (już nie tylko netflixa) w kinie? Albo o zasadzie „strzelby Czechowa”?

  2. Quentin

    Rozważam tekst o tym, co najbardziej mnie wkurwia w kinie (budynku) :)

  3. polarbear_pl

    Fajny tekst. Dodałbym jeszcze twist pod tytułem zabójca z dupy tak jak na przykład w Kolekcjonerze kości… Nikt się zabójcy nie spodziewał bo się spodziewać nie mógł…
    A widzę martwych ludzi był dobry tylko w jednym filmie:)

  4. Quentin

    Si, Kolekcjoner kości to jeden z najgorszych twistów ever.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl