Kursk (2018), reż. Thomas Vinterberg.
Kursk (2018), reż. Thomas Vinterberg.

Kursk. Recenzja filmu Thomasa Vinterberga

Thomas Vinterberg i katastroficzny blockbuster raczej nie chodzą w parze. Tym bardziej ciekaw byłem efektu końcowego tego projektu poświęconego jednej z największych tragedii morskich ostatnich lat. Recenzja filmu Kursk.

O czym jest film Kursk

Sierpień 2000 roku. Marynarze rosyjskiego okrętu podwodnego Kursk szykują się do kolejnego rejsu. Tym razem uczestniczyć będą w wielkich manewrach morskich na Morzu Barentsa. Ich zadaniem jest odpalenie dwóch torped ćwiczebnych. Zanim jednak do tego dojdzie, marynarze szykują się do wesela jednego z nich. Mieszkający razem z rodzinami w tym samym nadmorskim miasteczku są ze sobą bardzo związani, a trudne warunki, w jakich przyszło im żyć, tylko wzmaga ich przyjaźń. Następnego dnia są już na pokładzie Kurska i płyną ku swojemu przeznaczeniu. Pierwsze powody do niepokoju pojawiają się wraz z przegrzewaniem się jednej z wiezionych torped. Dowództwo Floty Północnej nie zgadza się na wcześniejsze odpalenie torpedy, co doprowadza do tragedii. Wybuch zabija większość z marynarzy. Dwudziestu trzem z nich udaje się cudem uratować. Kursk opada na dno, a do akcji ratunkowej ruszają inne rosyjskie jednostki. Jest jednak problem z uratowaniem marynarzy, którym kończy się tlen. Swoją pomoc oferuje m.in. brytyjska marynarka wojenna, ale propozycja zostaje odrzucona. Rosyjskie władze nie chcą, aby obcy poznali ich tajemnice.

Recenzja filmu Kursk

Kursk to bez wątpienia jeden z ciekawszych projektów ostatnich miesięcy. Połączenie talentu Thomasa Vinterberga, jednego z twórców Dogmy 95, z kręcącym najdroższe europejskie filmy w historii Lukiem Bessonem było na tyle intrygujące, że mogło z tego wyjść wszystko. W końcu to trochę tak jakby próbować łączyć filmową wodę z filmowym ogniem. Na szczęście udało się pogodzić interesy kina artystycznego z kinem rozrywkowym i efekt końcowy trzeba uznać za udany. Choć nie sposób nie zauważyć spierania się na ekranie dwóch filmowych wrażliwości. Kameralnego dramatu i widowiska na szeroką skalę.

Co w filmie Kursk widać również, to próby sprostania wymaganiom efektownego kina przez reżysera, któremu bliższy jest człowiek i to, co rozgrywa się w jego środku. Wygląda na to, że udało się Vinterbergowi i Besssonowi (producent filmu) spotkać w połowie drogi i wypracować konsensus. Pomógł w tym pewnie również scenariusz Roberta Rodata, twórcy, który do tej pory pisał bardziej dla Stevena Spielberga i Mela Gibsona. Choć miłośnicy Vinterberga i Bessona mogą powiedzieć, że Kursk jest za mało vinterbergowski albo za mało bessonowski. To na pewno. Na pewno też jednak powstał film nieco inny niż ten, którego można by się spodziewać po podobnym katastroficznym kinie za miliony dolarów (euro). Psychologiczno-obyczajowy blockbuster? Czemu nie. Znamienny dla całego filmu jest realizacyjny zabieg łączący filmową opowieść swoistą klamrą. Film rozpoczyna się i kończy w telewizyjnym formacie 4:3, by wraz z wypłynięciem Kurska na głębokie wody rozwinąć się do kinowej panoramy. Nie znam się na formatach, więc upraszczam dla dobra sprawy bez wdawania się w większe szczegóły.

Plusem filmu Kursk jest niewątpliwie to, że Vinterberg nie kombinuje, Opowiadana przez niego historia jest do tego stopnia dramatyczna, że wystarczy ją opowiedzieć. W centrum wydarzeń znajdują się dzielni marynarze Kurska na czele z Michaiłem Kalekowem (Matthias Schoenaerts), którzy ze wszelkich sił starają się przeżyć w oczekiwaniu na ratunek. Oraz ich pozostawione na lądzie rodziny, na czele z żoną Michaiła, Tanią (Lea Seydoux), które próbują dowiedzieć się czegokolwiek o losie ich najbliższych. Tutaj ścierają się ze sobą dwie sowieckie „szkoły”. Ta, która uważa, że wojsku i rządowi trzeba zaufać bez gadania, bo wiedzą, co robią oraz ta młodsza, dająca nadzieję na zmiany w przyszłości, która domaga się odpowiedzi tu i teraz. Po drugiej stronie barykady stoi diaboliczny Max von Sydow w roli wojskowego oficjela pozbawionego serca (na IMDb i FW stoi, że von Sydow zagrał Borysa Jelcyna i przyznaję, że teraz czuję się skołowany), który wychował się w czasach NKWD i dla niego najwyraźniej się one nie skończyły. Choć tutaj diaboliczność ciemnej strony mocy jest nieco przesadzona, żeby wspomnieć niepotrzebną, jak dla mnie, scenę z igłą.

Od czasu do czasu w filmie Kursk przebijają się elementy kina stawiającego na efekty, ale nie przysłaniają one tragedii bohaterów, która jest tym większa, że można jej było uniknąć. Całości przygrywają obowiązkowe w filmach o łodziach podwodnych chóry, które razem z muzyką dostarczają dodatkowego dramatyzmu. Finalnie Kursk okazuje się rzadkim okazem artystycznego blockbustera, który co prawda nie może się zdecydować, jakim filmem do końca chce być, ale, co dziwne w takiej sytuacji, jakoś to wszystko gra jak należy.

(2237)

Thomas Vinterberg i katastroficzny blockbuster raczej nie chodzą w parze. Tym bardziej ciekaw byłem efektu końcowego tego projektu poświęconego jednej z największych tragedii morskich ostatnich lat. Recenzja filmu Kursk. O czym jest film Kursk Sierpień 2000 roku. Marynarze rosyjskiego okrętu podwodnego Kursk szykują się do kolejnego rejsu. Tym razem uczestniczyć będą w wielkich manewrach morskich na Morzu Barentsa. Ich zadaniem jest odpalenie dwóch torped ćwiczebnych. Zanim jednak do tego dojdzie, marynarze szykują się do wesela jednego z nich. Mieszkający razem z rodzinami w tym samym nadmorskim miasteczku są ze sobą bardzo związani, a trudne warunki, w jakich przyszło im żyć,…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Oparta na faktach dramatyczna historia marynarzy uwięzionego na nie morza podwodnego okrętu atomowego Kursk. Oryginalne połączenie efektownego blockbustera z bardziej zaangażowanym kinem artystycznym. Wzruszające i dramatyczne.

Odpowiedź

  1. Jakoś nigdy nie potrafiłem zrozumieć przejmowania się losem ludzi, którzy przecież pływają tymi okrętami tylko w jednym celu – żeby wystrzelić atomówki i odparować całe miasta, razem z żyjącymi w nich dziećmi.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.