Nawiedzony dom na wzgórzu, The Haunting of Hill House (2018). Recenzja serialu Netfliksa.
Nawiedzony dom na wzgórzu, The Haunting of Hill House (2018). Recenzja serialu Netfliksa.

Nawiedzony dom na wzgórzu. Recenzja serialu The Haunting of Hill House

Choć jestem jednym z niewielu żyjących fanów filmu Nawiedzony w reżyserii Jana De Bonta, to jednak do netfliksowego projektu pt. Nawiedzony dom na wzgórzu podchodziłem sceptycznie (obydwie propozycje w mniejszym lub większym stopniu oparte są na książce Shirley Jackson: Nawiedzony dom na wzgórzu). Słusznie? Nie. Recenzja serialu Nawiedzony dom na wzgórzu. Netflix

O czym jest film Nawiedzony dom na wzgórzu

Rodzina Craigów utrzymuje się z renowacji i sprzedaży domów. Kolejnym projektem na ich liście jest tytułowy dom na wzgórzu: Hill House. Craigowie nie mają pojęcia, że jest nawiedzony, bo pewnie nigdy nie wzięliby się za niego. Staje się jednak inaczej. Hugh (Henry Thomas), Olivia (Carla Gugino) oraz ich dzieci: Shirley (Lulu Wilson), Theo (Mckenna Grace), Nell (Violet McGraw), Steven (Paxton Singelton) i Luke (Julian Hilliard) wprowadzają się do Hill House i szybko dowiadujemy się, że kończy się to tragicznie. Olivia nie żyje, a ojciec wynosi na rękach przerażone dzieci zwiewając gdzie pieprz rośnie przed duchami. A przynajmniej on tak uważa. Co dokładnie wydarzyło się w Hill House, tego dowiemy się z czasem, a póki co przenosimy się do czasów współczesnych. Żadne z dzieci nie utrzymuje kontaktów z ojcem (Timothy Hutton) obwiniając go o śmierć mamy. Każdy z nich zresztą ma swoje problemy, a wydarzenia, jakich byli świadkami w dzieciństwie wywarły na nich zbyt duży wpływ, aby tak po prostu się z niego otrząsnąć. Steven (Michael Huisman) jest pisarzem, który zarabia na historii rodziny oraz podobnych historiach o nawiedzonych domach. Shirley (Elizabeth Reaser) to twardo stąpająca po ziemi właścicielka domu pogrzebowego. Theo (Kate Siegel), medium, boi się bliskości, Luke (Oliver Jackson-Cohen) daje ostro w żyłę, by uciec od codzienności, a najmłodsza Nell (Victoria Pedretti) wciąż męczona jest przez powracające widmo Kobiety z Wygiętą Szyją. Śmierć jednego z dzieci Craigów zjednoczy rodzinę. A przynajmniej spróbuje.

Recenzja serialu Nawiedzony dom na wzgórzu

Bez dłuższych wstępów ( 😊 ) trzeba koniecznie napisać, że Nawiedzony dom na wzgórzu to jeden z najlepszych seriali roku, jeden z najlepszych seriali Netfliksa oraz najlepsza klasyczna opowieść o duchach, jaka powstała w ostatnich latach. Jeśli liczycie na zwyczajnego straszaka o duchach wyskakujących z pudełka, to nie ten adres. Jak przystało na klasyczną opowieść o duchach najważniejsza jest tutaj smutna historia o ludziach, ale i smutna historia o duchach. Każde z nich ma jakąś dręczącą przeszłość, która rzutuje na ich życie i (nie)życie i zamiast bezwstydnie straszyć, reżyser serialu – Mike Flanagan – bezbłędnie potrafi uchwycić dramatyzm i smutek całej sytuacji. Światy duchów skazanych na wieczne snucie się w ścianach przeklętego domu żyjącego własnym życiem oraz dorosłych, za którymi ciągnie się mroczny ogon dzieciństwa stale przenikają się tworząc klasyczną opowieść, o której filmowcy dawno już zapomnieli prześcigając się w próbach straszenia widza. A klasyczna opowieść o duchach powinna być straszna, ale przede wszystkim powinna być smutna.

Największa zasługa wysokiej jakości serialu Nawiedzony dom na wzgórzu tkwi w jego świetnym scenariuszu. Cała historia została znakomicie rozpisana na dziesięć odcinków przez Mike’a Flanagana, który powoli odkrywa kolejne elementy serialowej układanki. Nawiedzony dom na wzgórzu korzysta chyba z najbardziej efektywnego ostatnio schematu prowadzenia historii utkanej z dwóch przenikających się płaszczyzn czasowych. Schematu znanego choćby z pierwszego sezonu serialu True Detective, umożliwiającego trzymanie w rękawie kilku asów do wyciągnięcia ich w odpowiednim momencie. Nie wiadomo, co wydarzyło się kiedyś, nie wiadomo, co wydarzy się teraz, nie wiadomo jak to co kiedyś przełoży się na to, co teraz. Z każdym kolejnym odcinkiem widz otrzymuje coraz więcej informacji, a dawkowanie rozwiązań jest wzorowe. Flanagan ma w zanadrzu kilka twistów oraz umiejętnie oszukuje widza  pokazując coś z różnych perspektyw, przez co nigdy nie wiadomo, która jest właściwa. A równocześnie buduje swoich bohaterów, którym poświęcone są kolejne odcinki. Odcinki serialu Nawiedzony dom na wzgórzu pełne są dobra, a najlepsze znaleźć można w środku. Przejmujący odcinek numer pięć serwuje delicje w postaci prostych, a efektywnych chwytów (łańcuszek – pętla), a szóstka to realizacyjny majstersztyk zbudowany z pięciu długich mastershotów.

Nie bez znaczenia w dusznym ( 😊 ) klimacie serialu Nawiedzony dom na wzgórzu jest wzorowe zarządzanie jump-scare’ami. Klimat serialu budują też poupychane na siódmym planie duchy, które być może i nie mają żadnego znaczenia w fabule lecz ich wypatrzenie skutkuje gęsią skórką, ale przede wszystkim to, że Flanagan nie podpala się i nie straszy gdzie popadnie. Wręcz przeciwnie. Dziewięciu na dziesięciu reżyserów wykorzystałoby wykutą w ścianie czarną dziurę do mignięcia w niej z hukiem szeroko otwartego oka, ale Flanaganowi wystarczy świadomość widza, że tak może się wydarzyć. Wątpliwości rozwiewa już prolog serialu – podpowiadając, jak to będzie wyglądało dalej – w którym w każdej chwili coś może nas znienacka zaatakować, ale na jump-scare’a próżno czekać. Tych w przeciągu dziesięciu odcinków kilka jest, ale przez ww. zarządzanie nimi zamiast irytować, skutecznie straszą.

Gdyby doszukiwać się w serialu Nawiedzony dom na wzgórzu jakichś słabych punktów, to trzeba by zwrócić uwagę na niezbyt satysfakcjonujące zakończenie oraz… Nie, nic innego nie przychodzi mi do głowy. (No może jeszcze czołówka zerżnięta niemal 1:1 z Daredevila) Jako się rzekło, Nawiedzony dom na wzgórzu to obok Mindhuntera, Godless, American Vandal i Narcos jeden z najlepszych oryginalnych seriali Netfliksa.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.