Heavy Trip (2018), reż. Jukka Vidgren, Juuso Laatio.
Heavy Trip (2018), reż. Jukka Vidgren, Juuso Laatio.

Heavy Trip. Recenzja fińskiego filmu Hevi reissu. Obejrzane na 34. Warszawskim Festiwalu Filmowym

Jeżeli szukacie inteligentnego, niebanalnego filmu, który w cuglach będzie wygrywać najpoważniejsze festiwale filmowe, Heavy Trip nie jest takim filmem. Jeśli szukacie piekielnie mądrej komedii, która wyrafinowanym żartem połechce nie tylko Wasz ośrodek odpowiedzialny za poczucie humoru, ale i ten zarezerwowany dla sztuki trochę wyższej, Heavy Trip nie jest takim filmem. Jeśli jednak szukacie zwariowanej rozrywki ze szczerym, choć momentami ciężkim żartem, Heavy Trip Was zadowoli bardziej niż się tego spodziewacie. Recenzja filmu Heavy Trip.

O czym jest film Heavy Trip

Nieśmiały Turo (Johannes Holopainen) na co dzień pracuje jako pielęgniarz w szpitalu psychiatrycznym. Pozostały czas spędza na próbach swojego zespołu metalowego i podkochiwaniu się w kwiaciarce (Minka Kuustonen). Razem z kolegami – wymieniłbym Wam wcielających się w nich aktorów, ale listy obsadowe w necie zepchnęły ich pomiędzy jakieś nic nie mówiące mi nazwiska i znaleźć nie mogę – ćwiczą już od dwunastu lat, grając metalowe covery. Z pierwszym koncertem czekają jednak na to, aż w końcu napiszą jakiś swój pierwszy autorski kawałek. A o to nie jest łatwo. Inspiracja przychodzi wraz ze zmieloną w rozdrabniarce łosią półtuszą. Od riffu do riffu, od słowa do słowa i chłopaki z Impaled Rektum mają swojego pierwszego hita. A że szczęście ich nie opuszcza, to wkrótce ich demo ląduje u menago wielkiego metalowego koncertu z Norwegii. Niedługo potem Turo oznajmia kolegom i całemu miasteczku, że zostali zakwalifikowani i w Norwegii wystąpią. Pakują Vana Śmierci i ruszają w drogę.

Recenzja filmu Heavy Trip

Po rocznej przerwie, udało mi się powrócić do normy i znów zobaczyć na Warszawskim Festiwalu Filmowym film, który potem został nagrodzony nagrodą publiczności. Tak to już jest, że z repertuaru WFF-u praktycznie nigdy nie uda mi się wyłuskać filmów, które potem wygrywają u jury (i uważam to za dobry wybór), ale faworyta publiczności uceluję. Rok temu AFAIR nie wyszło, ale jak widać była to tylko anomalia. W tym roku trafiłem dublet, bo drugie w kolejności u widzów Moje arcydzieło też widziałem.

Ilekroć słyszę o skandynawskich kapelach metalowych przypomina mi się opowieść Alice’a Coopera z jakiegoś tam dokumentu dotyczącego historii muzyki metalowej. Dokładnie nie pamiętam, ale chodziło o to, że przyjechał Cooper na występy do Norwegii i spotkał tam członków niesławnych miejscowych kapel, którzy w wolnych chwilach palą kościoły i zasuwają full-Nergal będąc postrachem obywateli i głównym tematem sensacyjnych doniesień w prasie i telewizji. Kiedy go zobaczyli, zachowywali się jak grzeczni chłopcy, którzy ładnie czekali i prosili o autograf od pana Coopera. Proszę, panie Cooper, dziękuję, panie Cooper. Mamo, tato, zobaczcie, mam autograf od pana Coopera! Tacy to metalowcy.

Metalowcy z Heavy Trip podobnie. Na scenie zamiatają włosami, malują się na kissowych Xytraksów i strzelają gitarowymi riffami, ale w rzeczywistości to poczciwe chłopaki ze swoimi strachami i marzeniami. Obok niezaprzeczalnego humoru, główni bohaterowie filmu Heavy Trip to jego największy atut. Łatwo ich polubić i się z nimi utożsamić. Kiedy nie grają, walczą z nieśmiałością, brakiem zrozumienia, małomiasteczkowością, z której chcieliby się wyrwać i dupkami, którzy mają to, co oni by chcieli mieć.

Ale to raczej zbyt górnolotne określenia, przez które jeszcze pomyślicie, że Heavy Trip to poważne kino. A takie nie jest. Choć zawiera wiele mądrości typu: lepiej się zesrać niż całe życie mieć zatwardzenie, to przede wszystkim zwariowana komedia jadąca po bandzie i w pełni wykorzystująca prosty pomysł na humor. Obśmiewamy subkulturę metalową, przy jednoczesnym traktowaniu jej z szacunkiem, bo to pasja jak każda inna. A pasja i chęć samorealizacji to przecież nic takiego, co można by obśmiewać bez szacunku.

Heavy Trip to druga fajna komedia metalowa, jaka w tym roku trafiła na ekrany kin. Znacząco inny to film od polskiego Exterminatora, a jednak podobny na tyle, że można o nich mówić na jednym wydechu. Exterminator był dużo bardziej powściągliwy i mniej szalony od fińskiego kolegi, który chyba w pełni wykorzystał wdzięczny metalowy temat, obśmiewając go z każdej strony. Czasem tylko trochę za bardzo, ale nieznaczne przekroczenie granicy utonęło w trafionych, sympatycznych, ale i niezbyt wyszukanych dowcipach. Mnie się podobało. Zaraz po seansie ogłosiłem go najlepszym filmem tegorocznego WFF-a i spośród wszystkich, jakie tam widziałem, lepszego rzeczywiście nie było.

(2204)

Jeżeli szukacie inteligentnego, niebanalnego filmu, który w cuglach będzie wygrywać najpoważniejsze festiwale filmowe, Heavy Trip nie jest takim filmem. Jeśli szukacie piekielnie mądrej komedii, która wyrafinowanym żartem połechce nie tylko Wasz ośrodek odpowiedzialny za poczucie humoru, ale i ten zarezerwowany dla sztuki trochę wyższej, Heavy Trip nie jest takim filmem. Jeśli jednak szukacie zwariowanej rozrywki ze szczerym, choć momentami ciężkim żartem, Heavy Trip Was zadowoli bardziej niż się tego spodziewacie. Recenzja filmu Heavy Trip. O czym jest film Heavy Trip Nieśmiały Turo (Johannes Holopainen) na co dzień pracuje jako pielęgniarz w szpitalu psychiatrycznym. Pozostały czas spędza na próbach swojego zespołu…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Początkujący na scenie fińscy metalowcy wyruszają z małego miasteczka na wielki metalowy koncert w Norwegii. Zwariowana komedia z szacunkiem obśmiewająca subkulturę metalową. Typowy crowd-pleaser z sympatycznymi bohaterami.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.