Lowlife (2017), reż. Ryan Prows.
Lowlife (2017), reż. Ryan Prows.

Lowlife (2017). Recenzja czarnej komedii gangsterskiej

Bienvenido al infierno. W kontekście filmu Lowlife w reżyserii Ryana Prowsa nieśmiało pojawiają się porównania do twórczości Quentina Tarantino. Bądźmy jednak poważni. Lowlife plasuje się kilka półeczek poniżej twórczości Tarantino. But still, półeczka Tarantino to cholernie wysoka półeczka, poniżej której jest sporo miejsca na fajne filmy. Recenzja filmu Lowlife.

O czym jest film Lowlife

El Monstruo (Ricardo Adam Zarate) pochodzi z długiego rodu ukochanych przez Meksykanów zapaśników o tej samej monstrualnej ksywce. Każdy wie, jak wygląda maska El Monstruo, która daje jej posiadaczowi nadludzkie siły. Niestety najnowszy El Monstruo nie odziedziczył po przodkach ich postury, przez co mało kto traktuje go poważnie. El Monstruo pracuje dla lokalnego gangstera, Misiaczka Haynesa (Mark Burnham), zajmującego się prostytucją nieletnich Meksykanek i handlem ludzkimi organami. W jego imieniu ściąga długi i pilnuje drzwi, żeby nikt nie przeszkadzał jego klientom. Prywatnie El Monstruo jest żonaty z adoptowaną córką Misiaczka (Santana Dempsey), narkomanką która spodziewa się dziecka. Tymczasem w okolicy właścicielka niewielkiego motelu: Crystal (Nicki Micheaux) zbiera pieniądze na przeszczep dla umierającego męża. Pojawia się nadzieja na szczęśliwy finał, trzeba się jednak spieszyć i podjąć trudną decyzję. Tymczasem2 z pierdla wychodzi Randy (Josh Oswald), na którego pod bramą więzienia czeka najlepszy kumpel Keith (Shaye Ogbonna). Zanim pojadą coś przeszamać, Keith ma do Randy’ego jedną prośbę. Chce, by nastraszył jego szefa, któremu wisi pieniądze i za którym nie przepada. Ścieżki naszych bohaterów w pewnym momencie się skrzyżują.

Recenzja filmu Lowlife

Podczas seansu filmu Lowlife rzeczywiście skojarzenia z Tarantino nasuwają się same, więc to szeptanie, o którym wspomniałem jest nieprzypadkowe i uzasadnione. Szybko jednak Lowlife polewa rozpalone głowy zimną wodą i nie okazuje się drugim Pulp Fiction. Jest gorzej zrealizowany, gorzej zagrany i ma nieporównywalnie gorsze dialogi. Paradoksalnie jednak, jak na kino niskobudżetowe, jest on nieźle zrealizowany, dobrze zagrany, a braki w dialogach nadrabia czarnym humorem i bardzo porządną makabrą. Aż zaskakujące w tego typu produkcji, co zawsze udowadnia talent jej reżysera. Ryan Prows go ma i zdecydowanie warto zapisać sobie jego nazwisko w kajeciku.

Kiedy więc nie nastawicie się na drugiego Tarantino, myślę, że będziecie się bardzo dobrze bawić. Bo Lowlife zapewnia dużą porcję rozrywki i czarnym humorem nadrabia wszystko, czego mogłoby mu brakować. Złożony z trzech osobnych historii cały czas powiązanych ze sobą, przez co kolejne segmenty rzucają inne światło na segmenty poprzednie, w końcu zbija się w jeden timeline prowadząc do satysfakcjonującego zakończenia.

Jako się rzekło, pełno tu humoru sytuacyjnego, przewrotnego podejścia do scenariuszowych klisz, pokręconych pomysłów wzbogacających dość prostą, gangsterską historię (tatuaż rządzi) i niespodziewanych zwrocików akcji. Zwykle w takich niezależnych, półamatorskich produkcjach kuleje aktorstwo, ale w Lowlife nie można na nie narzekać. Szczególnie wyróżnia się Nicki Micheaux w roli Crystal, a zastrzeżenia można mieć chyba jedynie do Misiaczka Marka Burnhama. Nie do końca radzi sobie z maksymalnie przerysowaną rolą, ale fizycznie pasuje do niej jak ulał.

No i znalazły się tu również zaskakująco dobrej jakości krwawe sceny, również rzadko spotykane w tego typu filmach. Nie ma tego wiele, ale jak już jest, to co wrażliwsi wzrok pewnie odwrócą. Inna sprawa, że makabra w takich czarnych komediach działa inaczej niż w poważniejszych filmach. Tak czy siak, w końcu jakieś konkretnie krwawe dzieło się nam trafiło.

Lowlife to zwyczajny, nieskomplikowany film wyreżyserowany sercem do kina gatunkowego. Końcowa ocena nieco na wyrost, ale traktujcie ją jako sygnał do obserwowania dla reżysera Lowlife Ryana Prowsa.

(2185)

Bienvenido al infierno. W kontekście filmu Lowlife w reżyserii Ryana Prowsa nieśmiało pojawiają się porównania do twórczości Quentina Tarantino. Bądźmy jednak poważni. Lowlife plasuje się kilka półeczek poniżej twórczości Tarantino. But still, półeczka Tarantino to cholernie wysoka półeczka, poniżej której jest sporo miejsca na fajne filmy. Recenzja filmu Lowlife. O czym jest film Lowlife El Monstruo (Ricardo Adam Zarate) pochodzi z długiego rodu ukochanych przez Meksykanów zapaśników o tej samej monstrualnej ksywce. Każdy wie, jak wygląda maska El Monstruo, która daje jej posiadaczowi nadludzkie siły. Niestety najnowszy El Monstruo nie odziedziczył po przodkach ich postury, przez co mało kto traktuje…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Krwawa historia meksykańskiego zapaśnika, handlarza organami, właścicielki motelu oraz księgowego i jego kumpla kryminalisty. Z zwyczajny, nieskomplikowany film wyreżyserowany sercem do kina gatunkowego. Na uwagę zwraca szczególnie czarny humor i makabra.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.