Bez litości 2, The Equalizer 2 (2018), reż. Antoine Fuqua.
Bez litości 2, The Equalizer 2 (2018), reż. Antoine Fuqua.

Bez litości 2. Recenzja filmu The Equalizer 2

Nie ma nic bardziej wkurzającego od filmu, w którym posiadający odpowiedni set of skills badass powinien zabijać na czas całą hordę złych ludzi, ale zamiast to robić gada ze staruszkami, maluje ścianę, jeździ na taksie… Recenzja filmu Bez litości 2.

O czym jest film Bez litości 2

Były komandos sił specjalnych Robert McCall (Denzel Washington) pracuje na taksie w Bostonie. Z racji pracy ma duży kontakt z ludźmi, a z racji doświadczenia nosa do wychwytywania tych, którym trzeba pomóc. A jeśli chodzi o niesienie pomocy, to nie ma lepszego od Roberta McCalla. Jeśli nie uda mu się wyperswadować im głupich pomysłów przy pomocy inteligencji wyniesionej z czytania książek, to na pewno uda mu się to zrobić przy pomocy piąchy i w ostateczności broni. Ale McCall pomaga nie tylko na taksie. Pomaga też staruszkowi z domu opieki, który zamiast szukać siostry, z którą zostali rozdzieleni w trakcie wojny to szuka jej ukradzionego obrazu. Albo młodemu sąsiadowi szukającemu kłopotów w ulicznych gangach. Generalnie czas Roberta McCalla płynie na czytaniu książek i spuszczaniu łomotów. Odkąd odszedł ze służby po śmierci żony nie ma nic lepszego do roboty. Kiedy zamordowana zostaje jego najlepsza i jedyna prawdziwa przyjaciółka Susan (Melissa Leo), McCall razem ze swoim dawnym kolegą z oddziału, a teraz współpracownikiem Susan, Dave’em (Pedro Pascal) rozpoczyna prywatne śledztwo.

Recenzja filmu Bez litości 2

Bądźmy tak mili i zacznijmy od pozytywów. Bez litości 2, jak większość filmów za 60 milionów dolarów, jest świetnie zrealizowany. Ładne zdjęcia, przemyślane kadry, spokojnie budowane napięcie bez spieszenia się na chaotyczny montaż gdzie tylko się da. Bardzo podobał mi się pomysł zbliżającego się huraganu, który metaforycznie wpisał się w rozkręcającą się fabułę. Pierwsze podmuchy wiatru, fruwające liście, coś literalnie wisiało w powietrzu cały czas, aż w końcu się rozkręciło razem z akcją.

Fajny był też tekst, że jedyne czego nasz bohater żałuje to tego, że będzie mógł zabić swoich największych przeciwników tylko jeden raz. Choć mam wrażenie, że już go gdzieś słyszałem. No i aktorsko Bez litości 2 daje radę, ale tutaj każdy by sobie poradził, bo to nie Szekspir, więc nie dziwi, że duet z trzema Oscarami na koncie (Washington – Leo) sobie poradził właściwie nie robiąc nic, tylko będąc. Jedynie Pedro Pascal był znowu cienki, ale może to daje znać moje uprzedzenie pod jego adresem.

I to już koniec pozytywów. Cała reszta sprawia, że Bez litości 2 finalnie okazuje się stratą czasu na dobry realizacyjnie, ale niedomagający fabularnie film. Już do jedynki mam cały czas trudności, by się przekonać, ale bez wątpliwości jest ona lepszym filmem niż sequel. A przecież to żadna filozofia nakręcić fajny film o ładnie zabijającym koleżce. Powtarzam to za każdym razem, gdy ta sztuka się nie udaje. Nikt nie oczekuje po takim filmie żadnej fabuły. Sytuacja się zmienia dopiero wtedy, gdy zamiast zabijać, bohater czyta „W poszukiwaniu straconego czasu”. Co zresztą jest genialną metaforą dla filmu Bez litości 2. Wtedy brak fabuły boli.

Nadzieja na rozpierduchę umiera dość szybko po tureckim wstępie. Do końca nie wiem po co charakteryzowali Washingtona na jakiegoś mułłę, bo nie miało to absolutnie żadnego znaczenia. Być może dostali kasę za podpromowanie Turcji i stąd wziął się ten początek. Potem szybko wróciliśmy do tego, co już wiedzieliśmy po jedynce. Że główny bohater potrafi sobie poradzić, że jest samotnikiem, że lubi pomagać – to wszystko już wiemy, jedźmy dalej, dajcie nam jakiegoś fajnego wroga.

Wróg fajny nie jest. Każdy głupi domyśli się co i jak po godzinie filmu. Tak późno? zapytacie. Ano późno, ale nie dlatego, że intryga jest tak skomplikowana, ale dlatego, że do tego momentu jej nie ma. Film zapchany jest kilkoma nieznaczącymi epizodami pomocy randomowym ludziom. Powtarza się motyw z jedynki, w którym McCall bierze pod swoje skrzydła rozbitka życiowego, ale równie dobrze mogłoby tego nie być i niczego by w filmie Bez litości 2 nie brakowało. Dopiero po tej godzinie autorzy przypominają sobie, że film powinien mieć jakąś główną historię i coś tam sklecają byle jakiego, byle było. Po drodze nie ma żadnych spektakularnych akcji, po których chciałoby się krzyknąć: brawo, Bob! A przecież na to czekaliśmy, a nie na kolejny dowód dobrego serca u głównego bohatera.

Finałowa rozgrywka trochę nadrabia to, czego zabrakło wcześniej, ale nie na tyle, żeby wybaczyć jakiekolwiek wcześniejsze grzechy. Na dodatek można się uśmiechnąć widząc szalejący po ulicach huragan i równocześnie zupełną ciszę (do pewnego, wyjątkowo śmiechowego momentu) na niczym nie osłoniętej wysokiej wieży, gdzie powinno dmuchać ze trzy razy bardziej. McCall robi co obiecał, wjeżdżają napisy końcowe przy wtórze kilku rzewnych widoczków, które dopełniają obrazu straconego czasu. Wtedy pora wyjść z kina i ruszyć na jego poszukiwanie.

(2171)

Nie ma nic bardziej wkurzającego od filmu, w którym posiadający odpowiedni set of skills badass powinien zabijać na czas całą hordę złych ludzi, ale zamiast to robić gada ze staruszkami, maluje ścianę, jeździ na taksie... Recenzja filmu Bez litości 2. O czym jest film Bez litości 2 Były komandos sił specjalnych Robert McCall (Denzel Washington) pracuje na taksie w Bostonie. Z racji pracy ma duży kontakt z ludźmi, a z racji doświadczenia nosa do wychwytywania tych, którym trzeba pomóc. A jeśli chodzi o niesienie pomocy, to nie ma lepszego od Roberta McCalla. Jeśli nie uda mu się wyperswadować im głupich…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Były żołnierz jednostki specjalnej stawia czoła demonom przeszłości. Bez litości 2 finalnie okazuje się stratą czasu na dobry realizacyjnie, ale niedomagający fabularnie film.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.