Han Solo: Gwiezdne wojny – historie, Solo: A Star Wars Story (2018), reż. Ron Howard.
Han Solo: Gwiezdne wojny – historie, Solo: A Star Wars Story (2018), reż. Ron Howard.

Han Solo: Gwiezdne wojny – historie. Recenzja filmu Solo: A Star Wars Story

Pisałem w ostatnim Poszedłbymie, że nie mam żadnych oczekiwań po filmie Han Solo: Gwiezdne wojny – historie. Liczyłem na dobry film, wydawało mi się po zwiastunach, że taki będzie, ale gdyby się okazało, że to kiszka, spałbym spokojnie. Może też właśnie dlatego Han Solo: Gwiezdne wojny – historie przez pierwsze pół godziny spodobał mi się tak bardzo, że Dycha wisiała w powietrzu. Jak było dalej? Recenzja filmu Han Solo: Gwiezdne wojny – historie.

O czym jest film Han Solo: Gwiezdne wojny – historie

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce panuje całkowite bezprawie. Imperium i jego żołnierze walczą, by uzyskać pełną kontrolę nad galaktyką, a syndykaty przestępcze mogą sobie robić, co im się żywnie podoba i wszyscy mają to w nosie. Cierpią obywatele zmuszani do niewolniczej pracy i ginący na frontach kolejnych bitew o następne planety. Najbardziej pożądanym materiałem jest hyperpaliwo o wdzięcznej nazwie coaxium. Już tylko kilka jego kropel może zapewnić spokojny byt, czy w przypadku awanturnika Hana (Alden Ehrenreich) – wolność. Sierota wychowywany na ulicach Korelli razem z ukochaną Qi’rą (Emilia Clarke) chce wyrwać się ze szponów okrutnego gangu, którego liderka ma nad nim pełną kontrolę. W końcu nadchodzi ten dzień, kiedy oboje podejmują próbę ucieczki. Wszystko jest na dobrej drodze, by dotarli bezpiecznie na transgalaktyk, ale w ostatniej chwili Qi’ra zostaje złapana. Bepieczny Han obiecuje, że wróci po nią i ucieka póki czas. Trzy lata później jako żołnierz w imperialnej piechocie każdego dnia zmaga się ze śmiercią towarzyszy i strachem o swoje życie. Okazja do zmiany takiego stanu rzeczy nadarza się wraz z poznaniem niejakiego Tobiasa Becketta (Woody Harrelson). Tobias razem z Val (Thandie Newton) i czterorękim kosmitą Rio Daurantem (głos Jona Favreau) planuje zuchwały napad na pociąg przewożący coaxium. Han przekonuje go do tego, że przyda się w jego wesołej kompanii i zawadiacka ekipa wyrusza na skutą śniegiem planetę, by zaczaić się na pendolino.

Recenzja filmu Han Solo: Gwiezdne wojny – historie

Od początku bardzo podobała mi się idea pobocznych filmów, których akcja rozgrywa się w uniwersum Star Wars. Ktoś miał świetny pomysł, żeby każdy z tych filmów utrzymany był w konwencji innego gatunku i tym samym udało się podejść do sprawy w ten sposób, że ani przez chwilę nie mam ochoty ponarzekać, że łooo, dziesiąta część? ile można? No mam nadzieję, że można jak najwięcej i oby się odnodze A Star Wars Story darzyło jak najdłużej i jak najlepiej.

Ukochany przez wszystkich Han Solo aż się prosił o jeden z takich pobocznych filmów i takowy otrzymał. Dużo narzekania było na Aldena Ehrenreicha w roli tytułowej, ale chłopak dał radę i według mnie jest udanym Hanem Solo. Nigdy nie dowiemy się, jak poradziłby sobie ktoś inny, ale dla mnie żadna zmiana nie jest potrzebna. Do Aldena nie mam żadnych zastrzeżeń. Podobny, utalentowany, sympatyczny. Spokojnie wyrósłby z niego Harrison Ford.

Jako że bohaterem filmu Han Solo: Gwiezdne wojny – historie jest Han Solo, można było się po nim spodziewać (filmie, nie Hanie Solo :P), że rozwinie wiele wątków z nim związanych (z Hanem, nie filmem :P), które w przyszłych (wcześniejszych) epizodach zostały zasygnalizowane. I trzeba przyznać, że wyciągnięto chyba wszystko, co się dało. Z filmu Han Solo: Gwiezdne wojny – historie dowiadujemy się, skąd nazwisko Solo, jak Han poznał się z Chewiem, jak dokładnie zdobył Sokoła Millenium i w jaki sposób przeleciał trasę z Kessel w dwanaście parseków. W filmie Han Solo: Gwiezdne wojny – historie Han Solo strzela pierwszy, a także dostajemy wariację na temat słynnego – Kocham cię. – Wiem. Słyszymy też o klanie Huttów i wykorzystujemy luk szmuglerów w podłodze Sokoła. W dialogach Han ma dobre przeczucia co do tego, a w muzyce w odpowiednich momentach słyszymy oczywiste klasyczne melodie (na czele z wesołą aranżacją Marszu Imperialnego). Brakło chyba tylko jakiegoś dowcipu o karbonicie.

Jak pisałem na początku, pierwsze pół godziny filmu Han Solo: Gwiezdne wojny – historie jest świetne. Akcja pędzi do przodu poprzez brudne ulice Korelli aż do skutych lodem mroźnych górskich bezkresów. Dzieje się dużo, a filmowi daleko do kolorowej bajeczki, jaką potrafi być saga Star Wars. Utrzymany w szarych i zimnych półmrokach film Han Solo: Gwiezdne wojny – historie jest na tyle poważny, na ile pozwala konwencja Gwiezdnych wojen.

Potem jest gorzej. Romantyczny wątek, który jest podwaliną pod film nie za bardzo się klei, podobnie jak i wątek znajomości Hana z Lando Calrissianem (Donald Glover). Wydaje mi się, że ta część filmu ucierpiała najbardziej na zmianach reżyserów, dokrętkach i dopiskach. Jest chaotycznie, zatraca się tempo filmu, a Glover wcale nie jest takim fajnym Landem, jak wszędzie o tym piszą. Jest w porządku, ale coś czuję, że sporo go wylądowało na podłodze montażowni.

Na szczęście potem znowu jest fajnie, w związku z czym z utęsknieniem czekam na część numer dwa. Potencjał jest duży, szczególnie że w filmie Han Solo: Gwiezdne wojny – historie powstrzymano się od wrzucania na siłę postaci kojarzonych z późniejszymi (wcześniejszymi) epizodami Gwiezdnych wojen. Nie ma ich prawie wcale, co pozostawia szerokie pole do popisu dla kolejnych filmów o Hanie Solo. Pierwszy polecę na nie do kina.

(2417)

Pisałem w ostatnim Poszedłbymie, że nie mam żadnych oczekiwań po filmie Han Solo: Gwiezdne wojny – historie. Liczyłem na dobry film, wydawało mi się po zwiastunach, że taki będzie, ale gdyby się okazało, że to kiszka, spałbym spokojnie. Może też właśnie dlatego Han Solo: Gwiezdne wojny – historie przez pierwsze pół godziny spodobał mi się tak bardzo, że Dycha wisiała w powietrzu. Jak było dalej? Recenzja filmu Han Solo: Gwiezdne wojny – historie. O czym jest film Han Solo: Gwiezdne wojny – historie Dawno, dawno temu w odległej galaktyce panuje całkowite bezprawie. Imperium i jego żołnierze walczą, by uzyskać pełną…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Han Solo dołącza do grupy złodziei, by zarobić sumę potrzebną na uwolnienie ukochanej. Świetny pod względem akcji, humoru i nawiązań pod adresem dorosłego Hana Solo. Mniej udany w warstwie romantycznej i scenach, w których akcję zastępują dyskusje.

11 odpowiedzi

  1. Tak całkiem całkiem na marginesie filmu i kwestii typowo filmowych… czy ktoś mógłby mi wyjaśnić o co chodzi z tymi 12 parsekami? Parsek to jednostka odległości, wynosi 3 z hakiem lat świetlnych (które też są jednostką odległości a nie czasu) czyli trochę mniej jak z naszego Słońca do Proxima Centauri czyli w ch… daleko. Gadanie o tym, że ktoś tam przeleciał skądś tam dokądś tam w 12 parseków, to jakby powiedzieć że się przejechało z Poznania do Warszawy w 300 kilometrów… Gamoń Lucas walnął głupotę w pierwszym filmie i tak to ciągną przez całą sagę, czy ma to jakiś sens, którego nie dostrzegam? :)

  2. Quentin

    Wszystko się zgadza, to miara odległości. Nieduży SPOILER: Han miał przelecieć z punktu A do punktu B, a najkrótsza droga wg wszystkich miała 20 parseków. Han zrobił ją w 12. Czyli pozostając przy Twoim przykładzie – najkrótsza trasa z Poznania do Warszawy wynosi 300 kilometrów, Han sieknął ją w 170 :)

  3. Quentin

    PS. Znaczy się nie tę konkretną 300-kilometrową, tylko trasę z Poznania do Wawy :)

  4. Ale to chyba tak trochę nie po polsku, to „w 12 parseków” czy „w 300 kilometrów” bo jednak sugeruje czas trwania, nie odległość (?)

  5. Quentin

    Tak, ale miałem to w nosie :)

  6. Mnie się podobał, ale tak jak piszesz – najlepszy jest pod kątem akcji. W moim odczuciu zasługuje na tę ósemkę :)

  7. @Koper & Quentin, co do parseków, to ja zawsze miałem wrażenie, że w scenariuszu EP IV po prostu był błąd. Świadczy o tym kontekst wypowiedzi – Obi-Wan pyta Hana, czy jego statek jest szybki (a nie o umiejętności Hana), na co Han chwali się, że Sokół zrobił „Kessel run in 12 parsecs”. Według mnie później (chyba w extended universe) zdecydowano się naprawić ten błąd, dorabiając do tego historię. A teraz przedstawiono ją w filmie.

  8. czy warto iść na 3D czy można spokojnie w 2D?

  9. Quentin

    Wychodzę z założenia, że w „dzisiejszych czasach” nie ma filmu, na który warto iść na 3D. Han Solo podobnie, typowe 3D jak wszędzie.

  10. na Thor: Ragnaroc bylem w IMAXie 3D i bardzo fajnie wyszło im to.. przynajmniej mnie się podobało…
    może dlatego, że nieczęsto na 3D chodzę, albo po prostu w tym filmie fajnie to grało…

  11. Quentin

    IMAX to insza inszość. Na pewno na Hana też lepiej do IMAX-a 3D niż gdzie indziej na 2D. Mimo wszystko nadal uważam, że 3D nie oferuje niczego co by usprawiedliwiało droższy bilet.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.