The Titan (2018), reż. Lennart Ruff.
The Titan (2018), reż. Lennart Ruff.

The Titan. Recenzja filmu z Samem Worthingtonem. Netflix

Zacznijmy od wniosków. Jeśli Netflix dalej zamierza dodawać do swojej biblioteki takie pierdoły jak The Titan (nie, nie zrezygnuję, nadal szanuję :P), to ja jednak poproszę, żeby zmienił politykę i ładował tam same Bollywoody, Koree Południowe i seriale. Przynajmniej będzie co oglądać, a szansa na trafienie na crap zmaleje. Recenzja filmu The Titan. Netflix

O czym jest film The Titan

Ziemia, niedaleka przyszłość. Wyniszczona katastrofami naturalnymi, przeludnieniem i głodem niebieska planeta chyli się ku upadkowi. Nie ma już dla niej ratunku i to jest pewne. W świetle tak zaistniałej sytuacji, profesor Martin Collingwood (Tom Wilkinson) jest przekonany, że ratunkiem dla człowieka jest podróż kosmiczna w kierunku księżyca Saturna: Tytana. Problem w tym, że atmosfera na Tytanie nie nadaje się do zamieszkania. Profesor jednak znajduje i na to sposób. Mówi głośne: DOŚĆ! próbom znalezienia w kosmosie planety nadającej się do zamieszkania. Zamiast tego sugeruje stworzenie człowieka, który byłby w stanie przetrwać na Tytanie. Nie chciała góra do Mahometa… Na wezwanie Collingwooda zgłasza się wielu śmiałków, którzy postanawiają zapisać się do nadzorowanego przez niego programu i poddać ciężkiemu treningowi fizycznemu oraz transformacji genetycznej. Nie wszyscy mu podołają, to Collingwood może obiecać, ale pomimo trudności, jakie czekają na amatorów Tytana, profesor obiecuje również, że wszelkie działania, jakie podejmie będą absolutnie bezpieczne. Nie wierzycie Collingwoodowi to uwierzcie broszurce! Wśród grupy rekrutów jest Rick Janssen (Sam Worthington), który przybywa do ośrodka razem z rodziną (żona Taylor Schilling, syn Noahem Jupe’em). Szybko okazuje się, że Rick jest prymusem, ale wkrótce sprawy zaczynają przybierać niebezpieczny obrót.

Recenzja filmu The Titan

W tym momencie powinienem zarzucić standardową formułką i gadką o tym, jak to szanuję filmy, które mają jakiś fajny pomysł. Powinienem, bo The Titan pomysł ma bardzo fajny. Odwraca schemat poszukiwań planety zdatnej do osiedlenia i sugeruje przewrotny sposób rozwiązania tego problemu. Formułką jednak nie zarzucę, bo The Titan udowadnia, że niestety pomysł to nie wszystko. Jego egzekucja jest równie ważna, a stąpanie po kruchym lodzie śmiechowych genetycznych modyfikacji kojarzących się z asylumową wersją Avatara może się skończyć jebnięciem z hukiem w przerębel. Co stało się udziałem filmu The Titan.

Wystarczy powiedzieć, że The Titan to niskobudżetowa wersja Muchy Cronenberga, byście już z dużą dozą prawdopodobieństwa poukładali sobie wszystko, co dalej wydarzy się w tym filmie wyreżyserowanym przez niejakiego Lennarta Ruffa (ale i bez tego sobie poukładacie). Intrygujący punkt wyjścia szybko przestaje interesować, a niewielki budżet nie pozwala na nic bardziej spektakularnego niż sceny z pływającym z przyspieszeniem Worthingtonem oznaczające, że jego organizm ewoluuje i idea ubermenscha być może rzeczywiście będzie rozwiązaniem problemu. Oczywiście mógłby tak pomyśleć jedynie ktoś, kto nigdy nie czytał żadnego tekstu ukrytego drobnym druczkiem pod gwiazdką. Każdemu innemu od razu zaświeci się lampka, gdy z dziadującej Ziemi trafi do pływającego w luksusach ośrodka, w którym każdy się do ciebie uśmiecha (a uśmiechy to ładne, bo Agyness Deyn i Nathalie Emmanuel) i trzy razy dziennie powtarza „tak, tak, to naprawdę, naprawdę bardzo bezpieczny eksperyment”. Bohaterowi granemu przez Worthingtona szybko udaje się zirytować widza, bo zachowuje się właśnie tak jakby nie wiedział co to drobny druczek. Na briefingu ktoś tam próbuje podzielić się swoimi wątpliwościami dotyczącymi projektu, ale Sam od razu wyskakuje z „morda tam, pan profesor mówi!” i trudno go już potem szanować.

The Titan to film, którego ocena z każdą minutą maleje. Z solidnej Szóstki dającej nadzieję na naciąganą Siódemkę pogrąża się w otchłani dziadostwa potęgowanego kiepską charakteryzacją. Gdy Sam i reszta zaczynają zamieniać się w Smurfy, prawdopodobnie całkowicie stracicie szacunek do tego filmu.

(2389)

Zacznijmy od wniosków. Jeśli Netflix dalej zamierza dodawać do swojej biblioteki takie pierdoły jak The Titan (nie, nie zrezygnuję, nadal szanuję :P), to ja jednak poproszę, żeby zmienił politykę i ładował tam same Bollywoody, Koree Południowe i seriale. Przynajmniej będzie co oglądać, a szansa na trafienie na crap zmaleje. Recenzja filmu The Titan. Netflix O czym jest film The Titan Ziemia, niedaleka przyszłość. Wyniszczona katastrofami naturalnymi, przeludnieniem i głodem niebieska planeta chyli się ku upadkowi. Nie ma już dla niej ratunku i to jest pewne. W świetle tak zaistniałej sytuacji, profesor Martin Collingwood (Tom Wilkinson) jest przekonany, że ratunkiem dla…

Czas na ocenę:

Ocena: 3

3

wg Q-skali

Podsumowanie: Uczestnicy eksperymentu mającego na celu przystosowanie ich organizmów do życia na obcej planecie zaczynają odczuwać jego skutki uboczne. Fajny pomysł na film przepadł w niskim budżecie i zahaczającej o autoparodię egzekucji.

4 odpowiedzi

  1. Worthington to widzę aktualnie w każdym gównie zagra w oczekiwaniu aż Cameron wreszcie zacznie te sequele Avatara robić… Co następne? Jakiś pornos? 😛

  2. „egzekucja pomysłu”? czy to po polsku?

  3. Quentin

    @Koper
    Chłopina i tak nie ma co narzekać, trafił mu się ten Avatar jak ślepej kurze :).

    @timofieusz
    A zrozumiałeś? Bo jak tak to po polsku :)

  4. frank drebin

    Pierwsze dwa filmy jakie widziałem z Worthingtonem (Avatar i Terminator) to dwie trochę różne role ale dał radę. Potem widziałem go w Debt i od tego czasu chyba każdą rolę gra tak samo a już w serialu Manhunt nie mogłem na niego patrzeć, nie dał rady.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.