Salut 7, Salyut-7 (2017), reż. Klim Szipenko.
Salut 7, Salyut-7 (2017), reż. Klim Szipenko.

Salut 7. Recenzja rosyjskiej superprodukcji Salyut-7

Odkąd za sprawą Grawitacji kosmos na nowo zaczął być interesującym miejscem dla filmowców, kwestią czasu było to, kiedy wybiorą się do niego rosyjscy filmowcy. Goniący od jakiegoś czasu hollywoodzkie superwidowiska swoimi produkcjami, ubrali w skafander kosmiczny swojego odpowiednika Gerarda Butlera i polecieli na orbitę. Recenzja filmu Salut 7.

O czym jest film Salut 7

Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, połowa lat 80. W kosmosie trwa standardowa misja, w której uczestniczy jeden z najbardziej zasłużonych rosyjskich kosmonautów, Władimir Fiodorow (Władimir Wdowiczenkow). Przebywając na orbicie w damskim towarzystwie, grzebie coś przy stacji kosmicznej Salut 7, w której pobił rekord przebywania w kosmosie i dyskutuje na temat symulacji życia erotycznego w próżni. Wszystko idzie jak po sznurku do chwili, gdy partnerka uszkadza swoją rękawicę i konieczny jest szybki powrót do stacji. Udaje się w ostatniej chwili, a kosmonauta Fiodorow tuż przed zamknięciem śluzy dostrzega za sobą jasne światło niewiadomego pochodzenia. Na Ziemi dochodzą do wniosku, że weteran doświadczył halucynacji, które jednoznacznie dowodzą tego, że najwyższy czas, by przeszedł na emeryturę. Niedługo potem stacja Salut 7 zostaje uszkodzona i jeśli Rosjanie nic w tej sprawie nie zrobią, możliwa jest katastrofa spowodowana rozbiciem się wraku nie wiadomo gdzie na Ziemi. Wśród opcji jest również zestrzelenie stacji, która i tak wkrótce miała zostać zastąpiona nową. Czasu na decyzję nie ma długo, bo wiele wskazuje na to, że Amerykanie wysyłają w przestrzeń kosmiczną wahadłowiec, który ma przywieźć to cudo radzieckiej techniki do siebie. Zanim jednak dojdzie do ekstremalnych rozwiązań, być może uda się naprawić stację w kosmosie i będzie po sprawie. Tyle tylko, że wszelkie symulacje dokowania do poruszającej się w nieprzewidywalny sposób stacji kończą się katastrofą. Sytuację może uratować tylko Fiodorow, który wsiada w rakietę i rusza na ratunek ludzkości wraz z niedoświadczonym kolegą Wiktorem Aliochinem (Paweł Derewianko), który jeszcze nigdy nie pracował w otwartym kosmosie. Misja nie podoba się im żonom (Liubow Aksjonowa, Marija Mironowa), szczególnie połowicy Aliochina, która za kilka dni ma rodzić.

Recenzja filmu Salut 7

Salut 7, jak przystało na porządne bohaterskie kino kosmiczne, oparte zostało na prawdziwej historii, która rozegrała się w połowie lat 80. ubiegłego wieku. Oparte luźno, bo w rzeczywistości wyglądało to z grubsza tak, że faktycznie coś się popsuło na stacji kosmicznej i dwóch kosmonautów – Władimir Dżabenikow, Wiktor Sawinych – poleciało, żeby to naprawić. No i było im tam faktycznie zimno. Tyle prawdziwa historia. Reżyser Klim Szipienko zrobił z niej natomiast opowieść na miarę Apollo 13, ale nie ma się co na niego obruszać, bo naprawdę fajnie mu to wyszło. Salut 7 to takie połączenie Apollo 13 z Grawitacją i ogląda się go równie dobrze.

W zalewie rosyjskich superprodukcji, które zaśmiecają rodzime kina i w większości wygladają jak ubodzy kuzyni hollywoodzkich kolegów, Salut 7 wyróżnia się właściwie wszystkim. To film bardzo dobrze zrobiony, któremu pod tym względem nie ma czego zarzucić. Czy to na Ziemi, gdzie udanie pokazano rzeczywistość lat osiemdziesiątych, czy w kosmosie, gdzie przez cały film odhaczymy wszystkie możliwości kina kosmicznego. Przelatujące statki kosmiczne, spacery w skafandrach w otwartym kosmosie, fruwanie w stanie nieważkości, niespodziewane awarie, których nie da się naprawić, wysokie gorączki i wzruszające transmisje do centrum kontroli lotów, gdzie już czekają żony z córeczkami. Wszystko tu jest i wszystko zostało zrealizowane na wysokim poziomie. Ze smaczkami pokroju miśka Miszki.

Plusem filmu Salut 7 jest również to, że kto jak kto, ale akurat Rosjanie są w pełni uprawnieni do snucia bohaterskiej opowieści o podboju kosmosu. Co za tym idzie wszelki pojawiający się w filmie Szipienki patos – nie ma go za wiele, szczególnie jak na rosyjskie możliwości; a zresztą przeważnie to taki patos uniwersalny – jest uzasadniony, bo przecież faktycznie ten kosmos podbijali. Fajnie więc, że ktoś wyciągnął tę mało znaną historię – zdaje się ujrzała światło dzienne po latach wygrzebana przez jakiegoś dziennikarza – i zrobił z tego naprawdę emocjonujący film rozrywkowy.

Film, w którym nie brakuje humoru i dystansu do siebie. Kto inny jak nie Rosjanie mógłby sieknąć standardową kosmiczną scenę z piciem napoju w stanie nieważkości, w której tym napojem jest wódka?

(2332)

Odkąd za sprawą Grawitacji kosmos na nowo zaczął być interesującym miejscem dla filmowców, kwestią czasu było to, kiedy wybiorą się do niego rosyjscy filmowcy. Goniący od jakiegoś czasu hollywoodzkie superwidowiska swoimi produkcjami, ubrali w skafander kosmiczny swojego odpowiednika Gerarda Butlera i polecieli na orbitę. Recenzja filmu Salut 7. O czym jest film Salut 7 Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, połowa lat 80. W kosmosie trwa standardowa misja, w której uczestniczy jeden z najbardziej zasłużonych rosyjskich kosmonautów, Władimir Fiodorow (Władimir Wdowiczenkow). Przebywając na orbicie w damskim towarzystwie, grzebie coś przy stacji kosmicznej Salut 7, w której pobił rekord przebywania w kosmosie i dyskutuje…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Aby naprawić wadliwą stację kosmiczną zagrażającą Ziemi, w kosmos wyrusza dwóch odważnych kosmonautów. Luźno oparty na faktach emocjonujący film rozrywkowy, któremu nie brakuje niczego, by nazwać go połączeniem Apollo 13 i Grawitacji.

Odpowiedź

  1. Całkiem spoko i choć komputerowy astronauta walący młotkiem wyglądał mocno komputerowo to jednak z uwagi na swojskie klimaty można więcej wybaczyć, niż w amerykańskiej produkcji. :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.