Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Baby Driver (2017), reż. Edgar Wright.
Baby Driver (2017), reż. Edgar Wright.

Baby Driver. Recenzja filmu Baby Driver w reżyserii Edgara Wrighta

Nie pałałem uczuciem do najnowszego filmu Edgara Wrighta: Baby Driver już od momentu ukazania się pierwszego zwiastuna. Świetne opinie, jakie pojawiły się później, nie tyle zachęciły mnie do seansu, co zachęciły do sprawdzenia na własne oczy, czego nie dostrzegam w zwiastunie. Nie było czegoś takiego. Recenzja filmu Baby Driver.

O czym jest film Baby Driver

Baby, tak, B, A, B, Y, Baby (Ansel Elgort) to nastoletni introwertyk, który kiedyś tam wplątał się w półświatek przestępczy i od tej pory tkwi w nim po uszy. Ukryty za słonecznymi okularami i dousznymi słuchawkami chłopak to młoda wersja Leona Zawodowca. Najlepszy w swoim przestępczym fachu, małomówny, mieszkający z… no nie z roślinką, ale czarnoskóry, głuchoniemy rodzic zastępczy Baby’ego też w zasadzie nic nie mówi. Biologiczni rodzice Baby’ego zginęli przed laty w wypadku samochodowym, w którym Baby również uczestniczył. Jego efektem – oprócz śmierci rodziców – nieustanny szum w uszach Baby’ego, który chłopak zagłusza słuchaną na okrągło muzyką. Baby ma zawsze przy sobie kilka i-Podów ze składankami na każdą okazję. Głównie na ucieczki z miejsc przestępstw. Baby odpracowuje swój dług u gangsterskiego bossa (Kevin Spacey), jeżdżąc jako kierowca w trakcie napadów na bank organizowanych przez szefa. Ekipy, które wozi zawsze się zmieniają, niezmienny jest tylko Baby, którego boss uważa za swój talizman. I za najlepszego kierowcę ever – nie wiadomo, skąd ta umiejętność u młodziaka, który po wypadku raczej powinien nabawić się traumy związanej z samochodami. Zamiast traumy zbliża się jednak czas, w którym Baby odpracuje cały dług i będzie mógł zacząć nowe życie. Baby czeka na ten moment, bo w gruncie rzeczy to dobry chłopak, który nikomu krzywdy by nie zrobił i w miarę możliwości dba o to, by napady obywały się bez ofiar. Zarobił już wystarczająco dużo, by zacząć wszystko od początku i poważniej zająć się spotkaną niedawno kelnerką Deborą (Lily James). Baby kocha się w Deborze, a gdy w końcu pozbywa się zobowiązań wobec bossa, wydaje się, że młodzi będą żyli długo i szczęśliwie. Mafia jednak nie zapomina i tak łatwo nie zamierza się pozbyć swojego talizmanu.

Recenzja filmu Baby Driver

Jedynym pytaniem, jakie miałem po obejrzeniu zwiastuna było powtórzone wyżej we wstępie pytanie o to, czego o filmie Baby Driver nie mówi jego zwiastun. Zajawka filmu zapowiadała, cytując samego siebie: podobny do Transportera film o szybkich samochodach kierowanych przez cool kolesi, które balansują (filmy, nie samochody :P) na granicy poważnej akcji i przegiętego slapstikowego humoru. Było już trochę takich filmów, ale sądząc z pochwalnych opinii na temat filmu Wrighta, Baby Driver przynosił coś, co wyróżni go na tle innych podobnych produkcji.

I w sumie rzeczywiście, to, czym Baby Driver różni się od Transportera i kolegów to pomysłowy montaż, dzięki któremu zwyczajne nawet sceny nabierają musicalowego uroku. Pod tym względem jest Baby Driver oryginalnym kinem, ale tego nie ukrywał już zwiastun, za co zresztą osobiście go chwaliłem. Ale co? Tylko to miałoby sprawić, że Baby Driver to ach, och i cudowne kinowe przeżycie? OK, fachowo zmontowany obraz z przebojowym soundtrackiem (kwestia dyskusyjna w sumie, bo mnie żaden z kawałków nie wpadł w ucho, ale doceniam, że udało się stworzyć soundtrack, który nie składałby się z oczywistych hitów) jest widowiskowy, ale gdy już się widz przyzwyczai do potykającego się o obcych ludzi głównego bohatera, chciałoby się od filmu coś więcej.

I tego więcej Baby Driver niestety nie przynosi. Fabuła Baby Driver jest prosta, bohater wkurwiający, miłość do kelnerki w ogóle mnie nie przekonała – ciach i zakochani – a niezniszczalny finałowy badgaj za bardzo balansuje na krawędzi przerysowania i przesady. Cała zresztą obsada jest przerysowana – m.in. Jamie Foxx w sweterku Gruchy – nie wiedzieć w sumie po co. I nawet sceny samochodowe nie robią aż takiego wrażenia, jak by się chciało i nie wydaje mi się, aby Baby Driver miał choćby szansę na konkurowanie z klasykami gatunku pokroju Ronina. Zresztą w stosunku do filmu nie ma ich wcale aż tak dużo i, co ostatecznie dobija film Baby Driver, dużo tu gadania, przynudzania i odwlekania akcji na dyskusje, które mnie osobiście nie obchodziły nic a nic. Po łebkach to wszystko, nie tylko miłość do kelnerki, ale i relacje z czarnoskórym dziadkiem, który obowiązkowo narzeka co pół godziny na profesję podopiecznego, czy z bossem, który finalnie… a, nie będę Wam mówił.

Owszem. Ma Baby Driver kilka cool momentów – choć nic godnego zapamiętania, a przynajmniej mnie nic w pamięci nie utkwiło – ale całościowo wieje nudą. Dość powiedzieć, że podczas seansu w środku dnia zacząłem na nim przysypiać. Niestety Baby Driver potwierdza też moje obawy o to, że wszystko w kinie już było i wystarczy choć troszkę wybić się ponad sztampę, żeby zyskać sławę, owację, zachwyty i wysokie procenty na zgniłych pomidorach. Tak, widać w filmie Baby Driver masę pracy włożonej przez reżysera i montażystę, ale nie wychodzi z tego film, po którym ręce same składałyby się do oklasków.

(2261)

Nie pałałem uczuciem do najnowszego filmu Edgara Wrighta: Baby Driver już od momentu ukazania się pierwszego zwiastuna. Świetne opinie, jakie pojawiły się później, nie tyle zachęciły mnie do seansu, co zachęciły do sprawdzenia na własne oczy, czego nie dostrzegam w zwiastunie. Nie było czegoś takiego. Recenzja filmu Baby Driver. O czym jest film Baby Driver Baby, tak, B, A, B, Y, Baby (Ansel Elgort) to nastoletni introwertyk, który kiedyś tam wplątał się w półświatek przestępczy i od tej pory tkwi w nim po uszy. Ukryty za słonecznymi okularami i dousznymi słuchawkami chłopak to młoda wersja Leona Zawodowca. Najlepszy w swoim…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Nastoletni czarodziej kierownicy wchodzi w konflikt z bandziorami, z którymi jeszcze chwilę temu współpracował. Musicalowe kino akcji z robiącym wrażenie montażem i całkowicie obojętną, szczątkową fabułą, która ociera się o nudę.

3 odpowiedzi

  1. Bez przesady, film na pewno nie jest gorszy od Bodyguard Zawodowiec, któremu dałeś wyższą notę. 😛 Natomiast wydał mi się faktycznie najmniej zabawnym filmem Wrighta (trylogia z Peggiem i Frostem zdecydowanie lepsza – w sumie może właśnie ich tu zabrakło:)). Piosenki też nie moje klimaty. Do przerysowania postaci nie mam zastrzeżeń, wręcz odwrotnie, lepiej jakby cały film był trochę bardziej przerysowany czy odjechany.

  2. Bez wątpienia, jako film-film BD jest rzeczywiście lepszy od BZ. Natomiast na BZ dużo lepiej się bawiłem, a na BD w ogóle ;).

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.