To przychodzi po zmroku, It Comes at Night (2017), reż. Trey Edward Shults.
To przychodzi po zmroku, It Comes at Night (2017), reż. Trey Edward Shults.

To przychodzi po zmroku. Recenzja filmu It Comes at Night

Kolejny dzień, ta sama historia. Zwiastun, który narobił szumu, porwał serca, rozbudził nadzieje, a mnie nie ruszył nic a nic. Dobry, owszem, ale o co tyle szumu? W przypadku filmu Baby Driver wrażenia po zwiastunie nie zmieniły się też po seansie filmu, a jak było po seansie It Comes at Night? Nie będę trzymał w niepewności, bo i po co – było zupełnie tak samo. Recenzja filmu It Comes at Night aka To przychodzi po zmroku (2017).

O czym jest film To przychodzi po zmroku

Paul (Joel Edgerton) razem z żoną Sarą (Carmen Ejogo), synem Travisem (Kelvin Harrison Jr.) i psem mieszkają w dużym domu położonym w środku lasu. Są zupełnie samowystarczalni i dobrze się składa, bo świat ogarnął dziwny wirus. Trzask prask, kilka bąbli i leżysz martwy w grobie, a krewni cię palą. Zupełnie jak dziadek, którego Paul z synem palą na dzień dobry, zachowując wszelkie środki ostrożności. To właśnie owe środki ostrożności i rutyna sprawiają, że nasi bohaterowie wciąż są zdrowi i w miarę bezpieczni. Odludzie, w którym mieszkają skutecznie izoluje ich od otoczenia, ale i z tego powodu niewiele wiedzą o tym, co dzieje się poza ich kawałkiem wszechświata. Nie szkodzi, ważne, że żyją zamknięci za czerwonymi drzwiami, do których klucz ma jedynie ojciec, były nauczyciel. Pewnej nocy rezydenci leśnego domostwa słyszą tajemnicze odgłosy. Okazuje się, że odpowiedzialny za nie jest włamywacz, który nieproszony dostał się do domu. Will (Christopher Abbott) zostaje szybko pojmany, oszołomiony i przywiązany do drzewa. Po odzyskaniu świadomości twierdzi, że myślał iż dom jest opuszczony, bo inaczej na pewno by się do niego nie włamał. Przekonuje, że jest zdesperowany w poszukiwaniu wody dla swojej żony i dziecka, którzy czekają na niego gdzieś tam. Paul postanawia sprawdzić te rewelacje i wydaje się, że Will mówi prawdę. Wkrótce wraca z rodziną Willa (Riley Keough, Griffin Robert Faulkner) i od tej pory w szóstkę stawiają czoła temu, co przyniesie przyszłość.

Recenzja filmu To przychodzi po zmroku

Ustalmy jedno – To przychodzi po zmroku nie jest złym filmem. A na pewno nie jest złym filmem z kategorii: co to, przedszkolaki go nakręciły? Pod względem realizacji niczego nie można mu zarzucić, a ograniczony do domu i jego okolic oraz czterech aktorów na krzyż nie ma z tym żadnego problemu. To, kurde, w czym problem?

Najłatwiej byłoby odpowiedzieć na to pytanie standardowym: łeee, To przychodzi po zmroku nie jest wcale strasznym filmem, choć wydawało się, że co też się tu nie będzie działo po pokonaniu czerwonych drzwi przez to coś, co przychodzi po zmroku. Nie pozbawiony elementów horroru, To przychodzi po zmroku horrorem nie jest, a co za tym idzie nie jest też filmem, którego można by się spodziewać po zwiastunie. Amatorzy horroru sensu stricte będą więc srodze zawiedzeni, choć, znów, nie jest to problem filmu, a raczej amatorów horroru. To, kurde, w czym problem?

Problem w tym, że psychologiczny dramat, jakim jest film To przychodzi po zmroku jest filmem nudnawym (nie do końca nudnym, bo jednak śledzenie losów czterech osób w lesie mogłoby skuteczniej uśpić), który zupełnie niczego nie rewolucjonizuje. Reprezentujący gatunek filmowy: nie mamy kasy, więc skupiając się na ograniczonej obsadzie spróbujmy stworzyć postapokaliptyczny klimat nie tłumacząc nawet do końca, co też się wydarzyło; ani niczym nie wyróżnia się na tle towarzystwa w postaci Z jak Zachariasz czy inne Another Earth (ów gatunek filmowy charakteryzujący się brakiem budżetu działa też w kinie sci-fi) itepe, ani nie zapewnia widzowi wystarczającej ilości napięcia i emocji, które sprawiłyby, że z ciekawością czekałoby się na to, do czego to wszystko prowadzi. Kiedy staje się jasne, że wzorem znanych opowieści o kataklizmach i tych, którzy je przetrwali, „czarnymi” charakterami w To przychodzi po zmroku są ludzie, wiadomo już, że żadne cuda do końca filmu nie czekają. Napisałem „czarnymi” w cudzysłowie, bo w To przychodzi po zmroku nie ma czarnych charakterów. Są co najwyżej słabe charaktery, które w obliczu apokalipsy mogą okazać się niewystarczająco mocne, by móc zmierzyć się z sytuacją. Inna sprawa, że gdy w grę wchodzi życie najbliższych, nikt nie myśli o swoim charakterze tylko robi to, co wydaje mu się słuszne. Łatwo się domyślić, co czeka więc bohaterów To przychodzi po zmroku.

I niby pod przykrywką dwuznacznego tytułu wszystko tu ładnie, jasno i klarownie zostało wyjaśnione z punktu widzenia psychologii postaci, to wynudziłem się mocno, zawiodłem (choć to idealny moment do napisania mi nieśmiertelnego: idź se lepiej Rambo obejrzyj!), a zakończenie przywitałem ze swojskim: He? na ustach.

(2262)

Kolejny dzień, ta sama historia. Zwiastun, który narobił szumu, porwał serca, rozbudził nadzieje, a mnie nie ruszył nic a nic. Dobry, owszem, ale o co tyle szumu? W przypadku filmu Baby Driver wrażenia po zwiastunie nie zmieniły się też po seansie filmu, a jak było po seansie It Comes at Night? Nie będę trzymał w niepewności, bo i po co - było zupełnie tak samo. Recenzja filmu It Comes at Night aka To przychodzi po zmroku (2017). O czym jest film To przychodzi po zmroku Paul (Joel Edgerton) razem z żoną Sarą (Carmen Ejogo), synem Travisem (Kelvin Harrison Jr.) i psem…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Chroniąca się w lesie przed katastrofą o rozmiarach apokaliptycznych rodzina przyjmuje pod swój dach troje nieznajomych. Nakręcone za małą kasę psychologiczne rozważania na temat: a ty co byś zrobił, aby chronić swoją rodzinę?

Odpowiedź

  1. Miałem nadzieję, że będę się tu mógł z Tobą pokłócić, napisać, byś se lepiej „Rambo” obejrzał 😉 bronić ambitnej wizji twórców… ale niestety… sam dałbym te gwiazdkę więcej może, ale to nie zmienia faktu, że mamy takiego Zachariasza do którego ktoś powrzucał niepokojące scenki rodem z Witch. Zważywszy skromny budżet realizacyjnie dla mnie bardzo ok, aktorzy ok, ale ten film ma problem z tym czym chce być. Z jednej strony niby próba zgłębienia psychologicznego aspektu sytuacji bohaterów, z drugiej te natarczywe atakowanie scenami rodem z horroru. To nie wystarczy by powstał horror psychologiczny (niech sobie reżyser poogląda parę starych filmów Polańskiego – tak sie to powinno robić). Powstało takie nie wiadomo co, nie dające satysfakcji ani jako dramat, ani jako kino grozy. W sumie to chyba wspominany ciągle Z jak Zachariasz był trochę lepszy, a przynajmniej bardziej spełniony.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.