Premiery kinowe weekendu 09-11.06.2017. Baywatch. Słoneczny patrol, Baywatch (2017).
Premiery kinowe weekendu 09-11.06.2017. Baywatch. Słoneczny patrol, Baywatch (2017).

Poszedłbym, odc. 179

Kroi się całkiem, ciekawy weekend kinowy. I to wcale nie z powodu teoretycznie największych hitów.

Premiery kinowe weekendu 09-11.06.2017

Mumia, The Mummy (2017) Poszedłbym 

Nie mam zielonego pojęcia, po jaką cholerę światu kolejna Mumia, ale coś tam widzę kątem oka, że Hollywood se wymyślił kolejne uniwersum z klasycznymi potworami i to by już nabierało trochę więcej sensu. Przynajmniej pod kątem wpływów finansowych.

Nie jestem też pewien, co skłoniło Tomka Cruise’a do wyboru akurat Mumii jako swojego kolejnego projektu filmowego. Ze wszystkim by mi się mógł skojarzyć, a z Mumią jakoś nie. No nie pasują mi do siebie.

Powyższe wątpliwości każą ostrożnie podchodzić do filmu, którego zwiastun jest bardzo fajny i bardzo rozrywkowy, bo coś mi tu mocno nie gra. Ale nie obrażę się na widowiskową rozrywkę. Więcej mi tu nie trzeba. Zazieleniam, bo przecież Cruise’owi, którego lubię, nie trafią się dwa słabe filmy pod rząd.

Baywatch. Słoneczny patrol, Baywatch (2017) Nie poszedłbym 

Nigdy nie byłem fanem Słonecznego patrolu… Wróć, w sumie to nie mogę tak napisać, bo nawet pół odcinka nie widziałem. Co za tym idzie chyba nie dziwne, że na kinowy Baywatch nie czekałem. A że zwiastun nie przekonuje do wizyty w kinie, to nie ma się tam co na siłę pchać. Zresztą już zdążył zaliczyć klapiszcze w amerykańskich kinach i chyba nie ma w tym przypadku. Wygląda to idiotycznie i niepotrzebnie wulgarnie. Zwykle nie jestem uprzedzony do Zaka Efrona, ale tutaj wyjątkowo nie pasuje.

Lepiej by więc było, gdyby Alexandra Daddario, Kelly Rohrbach, Ilfenesh Hadera i Priyanka Chopra przez 90 minut biegły w zwolnionym tempie po plaży. Tym większy smuteczek, że Priyanka pewnie nawet przez sekundę nie pobiegnie. EDIT: A nie, czekaj, może i pobiegnie.

Ponad wszystko, Everything, Everything (2017) Poszedłbym 

Po serii filmów o śmiertelnie chorych dziewczynach trzeba było trochę podkręcić temat i do śmiertelnie chorej dziewczyny dorzucono międzyrasowy romans. Nie zmienia to jednak faktu, że jak ktoś lubi takie historyjki – ja lubię – to powinien być zadowolony z seansu. Szczególnie że akurat w Hollywoodzie potrafią opowiadać o śmiertelnych chorobach tak, jak w Europie by nie potrafili, bo zrobiliby z tego ciężki psychologiczny dramat z roztrząsaniem kwestii etycznych i innych pierdół, na które nie masz ochoty, chcąc obejrzeć sympatyczny i wzruszający film o miłości, który pewnie za dobrze się nie skończy i się wzruszysz.

Aczkolwiek bardziej bym tu upatrywał kandydata do seansu domowego.

Serce z kamienia, Hjartasteinn (2016) Poszedłbym 

A oto i ww. europejskie podejście do kina o miłości. Na szczęście bez wpływów psychologoteoretyków pokroju Krzysztofa Zanussiego, co sprawia, że całość też wygląda atrakcyjnie, choć już mniej rozrywkowo. Na pewno przewagą europejskiego kina nad hollywoodzkim jest w takim przypadku fakt, że u nas nastolatki płci żeńskiej mogą sobie coś tam majstrować przy dekolcie. W usiech zaraz byłby proces.

Tak czy siak się zainteresowałem.

Królowa Hiszpanii, La Reina de Espana (2016) Nie poszedłbym 

Tu też wygląda ciekawie, ale mniej niż w dwóch powyższych przypadkach, więc ładuję standardowym „Nie poszedłbym, ale obejrzałbym w domu”. Jest dekolt Penelope Cruz, no i cała reszta sprawiająca wrażenie filmu, który pod pseudonimem zrobił Woody Allen.

Słodkich snów, Fai bei sogni (2016) Nie poszedłbym 

I jeszcze jeden film, któremu ciężko przyładować czerwonym Nieposzedłbymem. Szkoda tylko, że zwiastun wskazuje na trochę bardziej komediowe tony, a w linijce z gatunkiem na stronie filmu samotnie czuwa „dramat”. Nie ma mowy o rzucaniu wszystkiego i oglądaniu Słodkich snów, ale kiedyś, gdzieś przypadkiem można zerknąć.

Droga do Rzymu, Cesta do Říma (2015) Nie poszedłbym 

Jak dla mnie zbyt surrealistycznie. Wymęczyłbym się na tych „sprytnych” trickach z jadącym pociągiem itd. Choć bez wątpienia widać, że autorzy filmu się do niego przyłożyli i zrobili go tak jak chcieli.

Odpowiedź

  1. Co do Słonecznego Patrolu to nie widziałem, do kina raczej bym nie wybrał się, raczej na dvd bym obejrzał dla Rocka i Daddario. ale jakoś ochota mi odeszła gdy znajomy napisał mi jak film nie udany jest. Chyba każdy spodziewał się pewnie głupiutkiej komedii, parodii oryginału przesyconej seksem a podobno film jest antyseksualny. Wszystkiego bym się spodziewał, ale tego nie:-)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.