The Keepers (2017), reż. Ryan White.
The Keepers (2017), reż. Ryan White.

The Keepers. Recenzja dokumentalnego serialu Netfliksa

Po sukcesie The Jinx i Making a Murderer widzowie zapragnęli więcej. Jak zwykle na przeciw ich oczekiwaniom wyszedł Netflix, który kilka dni temu wypuścił siedmioodcinkowy serial The Keepers. Czy dorównuje jakością dwóm wymienionym wyżej poprzednikom? Recenzja serialu dokumentalnego The Keepers.

O czym jest serial dokumentalny The Keepers

7 listopada 1969 roku siostra Catherine Cesnik, nauczycielka w katolickiej szkole dla dziewcząt Archbishop Keough High School w Baltimore wybrała się na zakupy do położonego niedaleko od jej mieszkania centrum handlowego. Miała tam kupić prezent ślubny dla wychodzącej za mąż siostry. Do centrum dotarła, ale później rozpłynęła się bez śladu w powietrzu. Niedługo potem w okolicy domu siostry Cathy znaleziono jej porzucony samochód. Na rozwiązanie zagadki tajemniczego zniknięcia przyszło czekać do stycznia następnego roku, kiedy ciało siostry Cesnik zostało odnalezione na jednym z wysypisk śmieci. Śledztwo w jej sprawie nie przyniosło żadnych rezultatów, choć tajemnicą poliszynela było to, że siostra Cesnik najprawdopodobniej weszła w posiadanie kompromitujących szkołę informacji, które zamierzała ogłosić do wiadomości publicznej. Dotyczyły one dwóch księży, w tym ojca Josepha Maskella, którzy rzekomo wykorzystywali uczennice szkoły do zaspokojenia swoich seksualnych dewiacji. Mordercy siostry Cathy nigdy nie skazano lecz mimo upływu lat sprawa ciągle żyje własnym życiem. Wszystko za sprawą byłych uczennic siostry Cesnik, które za pomocą specjalnej grupy założonej na Facebooku nawiązują kontakt ze wszystkimi, którzy mogą rzucić jakieś światło na sprawę morderstwa. Prowadząc prywatne śledztwo, w którym pomagają im m.in. dziennikarze zajmujący się sprawą morderstwa, wydaje się, że są coraz bliżej rozwiązania zagadki, które może wywołać niemały skandal w lokalnej archidiecezji.

Recenzja serialu dokumentalnego The Keepers

Trudno spodziewać się, że wszyscy autorzy dokumentalnych seriali będą mieli tyle szczęścia co autorzy The Jinx i Making a Murderer. Że podłączą komuś mikrofon, ten ktoś pójdzie do kibla i się wygada, albo znajdą sprawę, która zwrotami akcji zawstydziłaby hollywoodzkich scenarzystów. A mimo to chciałoby się, żeby tak było, bo później w porównaniu do wymienianych na jednym wydechu razem z The Keepers seriali, musi przyjść refleksja, że wszystko fajnie, ale czegoś zabrakło. No i właśnie w The Keepers czegoś zabrakło. Zabrakło na tyle, że niestety jest to zdecydowanie słabsza propozycja, w której główna sprawa rozmywa się bardzo często na wiele pobocznych wątków, które, owszem, dają szersze spojrzenie na temat, ale ostatecznie wychodzi na to, że to wszystko. Że nie złożą się w finale na wielkie bum, które oszołomi, a na widowni rozlegną się brawa. Po siedmiu godzinach seansu trudno nie będzie się oprzeć wrażeniu, że obejrzeliśmy zaledwie uwerturę. Choć wyda się też, że wiemy już wszystko, a tylko nikt z tym nieszczęsnym mikrofonem do kibla nie poszedł.

Wydaje się, że głównym powodem takiego a nie inne rozwoju sytuacji jest sama sprawa siostry Cesnik, która choć tajemnicza i kusząca, bo w końcu nierozwiązana, nie jest materiałem na aż 7-godzinną produkcję. W trakcie serialu nie rozwija się żaden nowy wątek, stąd można się domyślać, że przed jego realizacją było wiadome już wszystko. A co za tym idzie może dziwić fakt przesadnego poszatkowania produkcji, w wyniku którego odcinki często kończą się cliffhangerem, by potem długo do zajawionego tematu nie powrócić. Autorzy The Keepers starają się jak mogą, żeby ich serial był jak najbardziej atrakcyjny, ale sięgają też po tanie sposoby, takie, jakim jest na przykład wątek podobnego morderstwa Joyce Malecki, do jakiego doszło w Baltimore w podobnym czasie. Skoro, jak się potem okazuje, wiadomo, że nie ma żadnego dowodu na powiązanie obu spraw, to można się czuć oszukanym, gdy serialowa narracja cały czas każe podejrzewać, że nie bez przyczyny zajawiono ten wątek i będzie miał większe znaczenie niż może tak, ale może nie. No nie bez przyczyny: masz być ciekawy tego, jak się zakończy, choć autorzy wiedzą, że się nie zakończy.

The Keepers to na pewno ciekawa produkcja telewizyjna z dużą ilością wątków i dobrze opisanym z każdej strony kontekstem. Pod względem realizacji nie wnosi niczego nowego do gatunku dokumentalnych seriali, ale też wcale nie musi tego robić. Nie jest serialem przełomowym pod żadnym względem, ale gdy ktoś lubi takie historie, będzie umiarkowanie zadowolony. Bądź co bądź jest tu tajemnica, są powoli odkrywane szkielety pod fasadą głównie koloratki, są spiskowe teorie dziejów i sympatyczne bohaterki, które po swojemu dążą do prawdy. Mimo to serial mógłby być krótszy gdzieś tak o połowę, bo osobiście przysypiałem na większości odcinków. Kiedy coś zdołało zainteresować, za chwilę okazało się, że zanim znów do tego powrócą, to trzeba będzie wysłuchać kilku nowych opowieści, które niestety sprowadzają się do tego, że albo komuś wierzysz na słowo albo nie. Wiele dowodów w tej sprawie niestety nie ma i większość rozwiązań to tylko domysły. Dość dobrze udokumentowane, ale nie na tyle, żeby nie mieć żadnych wątpliwości. Dla mnie osobiście wiele z tego, co dotyczy ojca Maskella, jest grubymi nićmi szyte, bo choć co do jego winy nie ma większej wątpliwości, to jednak niewiarygodne wydają mi się wspomnienia jego ofiar (a właściwie to jednej ofiary), z których rysuje się przesadzona postać, która robiła wszystko, żeby go złapać, a nikt tego nie zrobił. Maskell wyszedł nie tylko na uzależnionego od seksu z młodymi dziewczynami księdza, ale i na sutenera, koleżkę, który chodził do ludzi z pistoletem i się nim chwalił, a na dodatek posiadł umiejętność hipnotyzowania zegarkiem. OK, diaboliczna persona, ale bez przesady, tylko morderstwa Jimmy’ego Hoffy mu nie zarzucili.

Jest więc The Keepers raczej typową opowieścią o morderstwie, spisku, tuszowaniu sprawy przez wpływowych znajomych i rzucaniu pod nogi urzędowych kłód utrudniających prywatne śledztwo. Dużo tu wskazywania palcem, wyciągania wniosków i historii, które może i pasują do układanki, ale niekoniecznie – niestety nie ma żadnych poważniejszych dowodów na to wszystko i przede wszystkim konkluzji, która usatysfakcjonowałaby widza. Kiedy czeka się na finał, twórcy wyskakują z jakimś posiedzeniem w senacie i wątkiem, o którym – o ile nie przespałem w tych momentach drzemki – wcześniej nie było ani słowa.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.