Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Premiery kinowe weekendu 12-14.05.2017. Obcy: Przymierze, Alien: Covenant (2017), reż. Ridley Scott.
Obcy: Przymierze, Alien: Covenant (2017), reż. Ridley Scott.

Poszedłbym, odc. 175

Tak się to kończy, gdy autorzy polskich tytułów filmów pozwalają sobie na samowolkę i wynajdują w tytułach oryginalnych/filmach coś, czego tam nie ma. Decydujące starcie, dobre sobie!

Premiery kinowe weekendu 12-14.05.2017

Obcy: Przymierze, Alien: Covenant (2017) Poszedłbym 

Nie mam żadnych większych oczekiwań w stosunku do nowego Aliena. Serii nie traktuję nabożnie, nie przeszkadza mi, że ją wykorzystują do cna, w zasadzie niewiele nowego dając od siebie. Podobnie ma się sprawa w przypadku filmu Obcy: Przymierze, który wygląda po prostu na kompilację poprzednich Obcych złożoną w jeden film. Trochę Scotta, trochę Camerona, trochę Finchera, nic Jeuneta… Nie zmienia to faktu, że nowocześnie nakręconą kosmiczną nawalankę przyjemnie będzie obejrzeć na dużym ekranie, szczególnie dla tych, którzy +trzydzieści lat temu nie mieli możliwości zobaczenia tam oryginałów w dniu premiery (ja osobiście zacząłem w liceum od trójki). Na koniec walną jakąś odmłodzoną Sigourney Weaver i tyle. W sumie więcej nie chcę.

Gwiazdy (2017) Poszedłbym 

Nie potrafię znaleźć powodu, dla którego miałbym nie chcieć zobaczyć tego filmu. Lubię biopiki, lubię piłkę nożną, Kidawa-Błoński radzi sobie z filmowymi biografiami, a czas akcji również pozwala na zrobienie efektownego filmu. No i są gołe baby. Wydaje się więc, że ciężko będzie to spieprzyć.

Co może przeszkodzić? Za duże skupienie się na drugim planie, który obsadzono naprawdę mocno (w końcu ktoś wpadł na to, żeby Grażyna Torbicka zagrała Krystynę Loskę!) i trudności, jakie zawsze czekają filmowców, którzy chcą efektownie – ale nie głupio – pokazać na ekranie mecz piłki nożnej.

Uczeń, (M)uchenik (2016) Nie poszedłbym 

Bezapelacyjnie ciekawsze jest rosyjskie kino obyczajowe od ichnich marnych prób zrobienia efektownego kina hollywoodzkiego, ale i tak Uczeń to typowa propozycja do obejrzenia w ostateczności na spokojnie w domu. I tego się będę trzymał.

Nastoletni Wieniamin uważa, że wie wszystko o moralności. Jasnooki młodzieniec, dotychczas onieśmielony nawet w kontaktach z rówieśniczkami, w mgnieniu oka zmienia się we współczesnego Tartuffe’a, zdolnego zmusić tłum do nazywania czarnego białym. Jedyną osobą która usiłuje uratować głównego bohatera, jest nauczycielka biologii, Jelena Lwowna. (Opis dystr.)

Martwe wody, Ma loute (2016) Nie poszedłbym 

Jest jedna fajna rzecz z takimi filmami i ich zwiastunami. Jeśli takie lubisz, to po zwiastunie bez problemu rozpoznasz, że oto właśnie w kinach zjawia się film dla ciebie. I vice versa. Mnie osobiście surrealistyczne kino wchodzi tak sobie, a w związku z tym nie zaryzykowałbym kinowego seansu filmu Martwe wody, bo może to być gotowy przepis na niepowodzenie. Choć wcale tak być nie musi, bo to film z gatunku tych co to „mają w sobie coś”.

Piękny drań, Handsome Devil (2016) Nie poszedłbym… 

…ale obejrzałbym w domu. Typowy przedstawiciel tego gatunku, który wygląda na gorszą wersję czegoś na obraz i podobieństwo Sing Street, której zabrakło niebanalnego miejsca akcji i wpadających w ucho piosenek. Nie pierwszy to w historii brytyjskiego kina młody sportowiec z artystyczną duszą i zapewne nie ostatni.

Butterfly Kisses (2017) Nie poszedłbym 

Niespecjalnie – ze wskazaniem na w ogóle – trafiają do mnie te czarno-białe artystyczne filmy o współczesnej zbuntowanej młodzieży, która nie wie, co ze sobą zrobić. Ale przynajmniej w opisie filmu jest seks i pornografia ;).

Śledzimy losy Jake’a i jego dwóch najlepszych przyjaciół w świecie wypaczonym przez seks i pornografię. Każdy zmaga się z jakimiś demonami, ale Jake ze swojej tajemnicy nie może zwierzyć się nikomu. (Opis dystr.)

Dudi: Cała naprzód, Deep (2017) Nie poszedłbym 

Europejski shit animowany, szkoda czasu.

Aczkolwiek zalane wielką wodą miasta to fajne tło dla widowiska.

Odpowiedź

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.