Guardians aka Zaszczitniki (2017), reż. Sarik Andreasian.
Guardians aka Zaszczitniki (2017), reż. Sarik Andreasian.

Guardians. Recenzja rosyjskiego filmu Zaszczitniki

Często narzekamy na amerykańskie filmy o superbohaterach, że takie, że śmakie, że w kółko to samo, że nuda i plastik itd. Bardzo dobrze, że poza granicami Hollywood także powstaje superbohaterskie kino pełne efektów specjalnych i ekip superbohaterów walczących z czarnym charakterem, który chce przejąć panowanie nad światem. Dzięki nim możemy dostrzec, że amerykańska superbohaterska masówka wcale nie jest taka najgorsza, bo da się to zrobić jeszcze gorzej. Recenzja filmu Guardians aka Zaszczitniki.

O czym jest film Guardians

W trakcie zimnej wojny w tajnych radzieckich laboratoriach powołano do życia organizację o wdzięcznej nazwie Patriot. Pod wodzą czołowego uczonego pracowano tam nad stworzeniem superżołnierza i innych tego typu wynalazków oraz ludzkich hybryd, które pozwolą przechylić szansę zwycięstwa w ewentualnej III wojnie światowej na rzecz sowietów. Do gorącej wojny nie doszło, ta zimna się skończyła, okazja do zaprezentowania arsenału organizacji się nie nadarzyła. Czołowego uczonego zastąpił inny czołowy uczony, profesor Kuratow, który pewnego dnia wziął się i zamienił w chodzącą maszynę do zabijania. Nabrał masy, uzbroił dłonie w pioruny, przejął arsenał należący do organizacji Patriot, a także stworzył całą armię żołnierzoklonów gotowych zginąć za niego na jedno tylko skinienie. Tak uzbrojony ruszył do centrum Moskwy, by wprowadzić w życie swój misterny plan przejęcia zapomnianej satelity zapewniającej mu możliwość puszczenia z dymem całej ziemi. Konsternacja. Major Elena (Walerija Shkirando) z radzieckiej armii dostaje zadanie specjalne. Ma wybrać się w tour po byłych republikach radzieckich i znaleźć tam kilka efektów eksperymentów organizacji Patriot, które od lat żyją w ukryciu. Zmontuje z nich ekipę, która będzie w stanie powalczyć z Kuratowem. W jej skład wchodzą Ler, który posiada władzę nad kamieniami, Khan, który jest superszybki i ma superostre dwa miecze, Ksenia (Alina Lanina), która w wodzie staje się niewidzialna i jest w stanie kontrolować swoją temperaturę oraz Arsus, co tu dużo gadać, człowiek-niedźwiedź w jednym.

Recenzja filmu Guardians

Pomimo fajnych zwiastunów zapowiadających komiksową rozpierduchę w amerykańskim stylu, ale zrobioną ze słowiańską duszą (gdzie indziej do wrogów strzelałby niedźwiedź w portkach), efekt tej rosyjskiej zabawy w amerykańskie kino jest mierny. Rosyjscy twórcy odrobili jedynie podstawową lekcję dotyczącą tego typu produkcji i wydaje się, że wyszli z założenia, że skoro robią pierwszy (chyba) rosyjski superbohaterski film to wystarczy. W efekcie większość rzeczy jest w Guardians zrobiona na typowy odwal się i bardziej przypomina chaotyczny teledysk niż film fabularny. Teledysk o 80 minut za długi. Scenariusz, o ile w ogóle taki istniał, prowadzi przez standardowe punkty do odhaczenia i nie wysila się ani na chwilę, żeby zaprezentować choć odrobinę oryginalności. Wszystko jest śmiertelnie poważne i patetyczne, a humoru brakuje. Jeden misiek w windzie różnicy nie robi. Trochę tak jak w filmach Patryka Vegi, co parę minut pojawiają się mocniejsze akcenty pchające akcję do przodu, a cały wypełniacz nadaje się do kosza.

Ostatecznie jednak w przypadku takich filmów jak Guardians fabułę można sobie odpuścić, gdy jest na co popatrzeć i akcja rekompensuje inne niedoskonałości. Pod tym względem Guardians też zawodzi, bardziej przypominając indyjskie produkcje tego typu niż hollywoodzkie kino będące wzorem (chcąc nie chcąc). Jest w Guardians parę lepszych widoczków i np. scena transportu ogromnej iglicy przez miasto robi wrażenie, ale gdy tylko kamery bardziej przybliżają się akcji, wtedy nie jest już tak różowo. Standardowe nawalanki z anonimowymi żołnierzami, którzy nie krwawią :( ani przez chwilę nie wznoszą się ponad poziom, do którego dawno się przyzwyczailiśmy i czekamy na więcej. Najgorzej – standardowo – prezentuje się główny czarny charakter, który każdym swoim pojawieniem się budzi uśmiech politowania. Jego muskulaturę załatwiono plastikowym kostiumem (tylko suwaka brakuje), pod którym zapewne zamontowano lampkę. Ubaw po pachy.

Guardians można obejrzeć tylko jako ciekawostkę filmową, żeby można się było chwalić w towarzystwie, że widziało się film z niedźwiedziem strzelającym z karabinu maszynowego (nawiasem mówiąc ów niedźwiedź, a konkretniej jego animacja, wołają o pomstę do nieba). Rozrywka to raczej męcząca i pozostawiająca z uczuciem straconego czasu.

(2226)

Często narzekamy na amerykańskie filmy o superbohaterach, że takie, że śmakie, że w kółko to samo, że nuda i plastik itd. Bardzo dobrze, że poza granicami Hollywood także powstaje superbohaterskie kino pełne efektów specjalnych i ekip superbohaterów walczących z czarnym charakterem, który chce przejąć panowanie nad światem. Dzięki nim możemy dostrzec, że amerykańska superbohaterska masówka wcale nie jest taka najgorsza, bo da się to zrobić jeszcze gorzej. Recenzja filmu Guardians aka Zaszczitniki. O czym jest film Guardians W trakcie zimnej wojny w tajnych radzieckich laboratoriach powołano do życia organizację o wdzięcznej nazwie Patriot. Pod wodzą czołowego uczonego pracowano tam nad…

Czas na ocenę:

Ocena: 4

4

wg Q-skali

Podsumowanie: Grupa rosyjskich superbohaterów walczy z szaleńcem, który chce zawładnąć światem. Chcieli dobrze, ale wyszła patetyczna dziecinada z bollywoodzkimi efektami. Człowiek-misiek to za mało.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.