Serialowo s10e01.
Serialowo s10e01.

Serialowo s10e01. Małe kłamstewka aka Big Little Lies i inne

Coraz krótsze te sezony cyklu Serialowo, dziewiąty skończył się na pilocie :). Za to dzisiaj premiera dwuodcinkowego pilota, jutro część druga. Dzisiaj m.in. o największym niewypale aktualnego sezonu serialowego. Ale zaczynamy od…

Serialowo s10e01

The 100 do 4×07

Jakkolwiek jestem fanem The 100, to nie sposób nie zauważyć, że niestety autorzy serialu nie mają żadnego pomysłu na czwarty sezon :(. Na papierze „pół roku do nuklearnej zagłady” wygląda efektownie, a skrócenie tego czasu też należy zapisać na korzyść twórców, którzy nie odwlekają w czasie nieuniknionego (a mogliby), ale jednak brak jakiegoś realnego przeciwnika z krwi i kości zdecydowanie nie pomaga fabule. Siódmy odcinek z czarnym charakterem w postaci czarnego deszczu był mocno nudny, co potwierdza tę teorię. Nie wyjdzie nic efektownego z uciekania przed deszczem. I to uciekania w sposób niekonsekwentny. Jedna kropla ich parzy, by po chwili pod dachem ociekali z deszczu i zdążyli sobie jeszcze pogadać itd. Tyle dobrego, że czarny deszcz zmusił kilka bohaterek do rozebrania się do bielizny. Zawsze to więcej atrakcji niż Clarke pod prysznicem kadrowana od obojczyków w górę.

Co za tym idzie trudno chwalić s4 The 100 i się nim jarać. Wiadomo, ogląda się z przyzwyczajenia, ale brakuje tempa poprzednich sezonów i takich zwrotów akcji jak wcześniej. Chwilami sezon się ożywia – miałem spore nadzieje po tej sekcie, co to ją odkryli w Internecie (cały ściągnięty mieli najwyraźniej, w końcu się to komuś udało!), że pokieruje serial na jakiś nowy, ciekawy trop – by po chwili wrócić do: ojej, zostały nam dwa miesiące, co robić, co robić – zawiodłem się, gdy sekta okazała się dawno wymarła, a przynajmniej na chwilę obecną. Nie zastąpią tego tanie cliffhangery z gatunku: szok! zabili Oktawię!

Survivor do 34×03

No i ruszył w końcu kolejny sezon Survivora, juppi! Nie pisałem jeszcze nic o nim nie dlatego, że jest cienki, ale dlatego, że… bez powodu w sumie. Sezon numer 34 to kolejny sezon z gatunku all-stars, tym razem zebrano grupę uczestników, którzy zasłynęli jakimś gejmczendżing mówsem (nie bez przyczyny podtytułem sezonu jest Game Changer). I choć oglądam Survivora pasjami, to nawet ja nie wszystkich uczestników pamiętam. No ale większość rzeczywiście jest w sezonie zasłużenie i już po trzech odcinkach wiadomo, że do końca czeka nas świetna zabawa, taka, jaka możliwa jest w zasadzie tylko w takich all-stars sezonach (inne potrzebują dotrzeć do głównego merdża, żeby się rozkręcić). Po części pewnie też dlatego, że łatwiej napisać do nich scenariusz ;). Śmieję się, bo nawet jeśli jest napisany, to mi to w niczym nie przeszkadza. Tak sobie tylko przypominam o tym w momentach takich jak wczoraj z Tajem, który musiał znaleźć ajdola i nie dość, że go znalazł, to akurat bez problemu mógł sobie kopać w ogólnodostępnym i widocznym miejscu. Bez tego bezprecedensowy trajbal nie byłby taki bezprecedensowy.

W Survivorze bardzo lubią, gdy coś dzieje się po raz pierwszy, stąd też pewnie pomysł na radę plemienia złożoną z dwóch przegranych trajbów. Nie przeczę, ciekawie się ją oglądało, ale wydaje mi się, że nie jest to najlepszy pomysł. Te wszystkie szepty w podgrupach są słabe, na mój rozum przychodzą na radę, żeby pogadać otwarcie, a nie szeptać sobie po uszach. Wypacza to ideę rady plemienia i ułatwia zakończone twistem głosowanie. Z drugiej strony, gdyby nie mogli szeptać, to raczej też wyszedłby nieciekawy chaos. Tak źle, tak niedobrze ergo powinien to być jednorazowy wyskok.

Nikomu jeszcze nie kibicuję, ale cieszę się, że już w pierwszym odcinku odpadła osoba, której kibicowałem najmniej. Znów niecierpliwie czekam czwartków i w tym Survivor się nie zmienia.

How to Get Away with Murder s3

Dziwna sprawa z tym How to Get Away with Murder. Z jednej strony coraz częściej nudzę się podczas oglądania, z drugiej dość szybko łyknąłem wszystkie trzy sezony, które zacząłem oglądać całkiem niedawno. Pisałem zresztą o nich, a do teraz nadrobiłem cały trzeci sezon. Gdyby ktoś był ciekawy ococho to na końcu s2 Wes odnajduje swojego ojca tylko po to, żeby zobaczyć jak ktoś odstrzeliwuje mu łeb (czemu uparli się na to, że to Frank to nie wiem). Tymczasem dom Annalise puszczony zostaje z dymem, a ze środka wywożą jedno ciało i jedną ranną osobę. Nie wiadomo, kto zginął, ale Annalise podejrzana o celowe podpalenie ląduje w areszcie (brawo za wątek z kiblem, właśnie to powstrzymuje mnie przed pójściem do więzienia!). I jak w poprzednich sezonach akcja toczy się na dwóch zbliżających się do siebie płaszczyznach czasowych. Przerywana na początku kolejnymi sprawami, jakie prowadzą nasi studenci w ramach darmowych porad prawnych.

Podobnie jak w s2, trzecim sezonem też rządzi przedzimowy odcinek numer 9, który przynosi najwięcej emocji. Potem emocje opadają, a niestety finałowy twist jest nieudany. Nic tak nie wkurza przecież widza jak odkrycie, że zabójcą jest ktoś, kogo nigdy nie widziało się na oczy. Zanim to odkrycie, fabuła tyle razy zdąży się zawrócić, tyle tropów zostaje podrzuconych i zmyłek, że widz dawno zapomni czy to wszystko jeszcze ma sens czy już nie. I czy w ogóle się klei. Doceniam takie snucie fabuły, o ile jest przemyślane i nie pozostawia wątpliwości. W How to Get Away with Murder raczej o to trudno, a zbiegi okoliczności jedzą scenarzystom z ręki. No ale w sumie wszystko mi już na końcu było jedno czy serial ma sens, byle tylko dotrwać do finału. S4 pewnie też obejrzę, więc całe to moje narzekanie psu w nos. No ale jednak jest w tym serialu coś, co trzyma przy telewizorze. Nawet jeśli każdy odcinek okroiłbym tylko do początku i końca, a środek wywalił w cholerę. Nudne już się dawno zrobiło to sekszenie się każdego z każdym. Nie zmienia to faktu, że kuriozalne wątki można by wymieniać i wymieniać. Np. rozstanie poniżej dwójki. WTF?


.

Trial&Error s01e01-02

Serialowa nowość z niezbyt poważanego przeze mnie segmentu serialowych komedii mogła być prawdziwym strzałem w dziesiątkę. W świetle popularności wszystkich Jinksów i innych Making a Murdererów, parodia tego typu serialowego dokumentu ubrana w formę mockumentu brzmi interesująco. Zabita zostaje żona niejakiego Larry’ego Hendersona (John Lithgow). Głównym podejrzanym jest sam Larry, który trafia do aresztu, a z jego sprawą ma się zapoznać początkujący prawnik. Wkrótce zostaje głównym obrońcą Larry’ego, za którego winą przemawia wszystko. Oskarżycielka (Jayma Mays) żąda dla niego kary śmierci (Larry’ego, nie obrońcy :P), a zespół pomocników adwokata składa się z samych dziwaków – byłego policjanta, który kiedyś ostrzelał swój własny samochód, chorej na różne fobie sekretarki oraz technika cierpiącego na chroniczną masturbację (ciekawe czy zastosują na nim metodę znaną z Sons of Anarchy).

Był kiedyś film fabularny pod niemal identycznym tytułem, w którym oskarżony o wyłudzenie został koleś, który jako miedzioryt z wizerunkiem prezydenta za ileś tam dolarów sprzedawał bodaj jednocentówkę. Podobał mi się, więc skusiłem się na serial, który – jak się okazało – prezentuje ten sam rodzaj absurdalnego humoru co filmy tria ZAZ. Niby plus, ale jakoś w większości strasznie topornie wypadają te oczywiste żarty, które widać z daleka. No ale trzeba oddać sprawiedliwość, że ze trzy razy naprawdę głośno się uśmiałem. Trochę to mało jak na dwa odcinki, ale na bezrybiu…

Co jednak przeszkadza mi najbardziej to forma tego serialu, która ma imitować dokument. Kamery śledzą bohaterów i z ich zapisu poznajemy całą historię. I nie byłoby w tym nic złego (wręcz przeciwnie), gdyby postaci zachowały się naturalnie. Tymczasem cały czas odnoszę wrażenie, że kamery dokumentalistów nagrywają z boku nagrywanie zwykłego serialu przez inną ekipę. I cały realizm bierze w łeb. Innymi słowy: chcieli dobrze, ale wyszło tak sobie.

Małe kłamstewka aka Big Little Lies do s01e04

Największy serialowy niewypał sezonu. Matkoboska, co ludzie widzą w ten nudzie? Dać im Nicole Kidman, Reese Witherspoon, Laurę Dern i Shailene Woodley w jednym serialu i automatycznie pomyślą, że to arcydzieło, bo przecież w gównie takie aktorki by nie zagrały. Innej możliwości nie widzę. Przez cztery odcinki nie wydarzyło się tu nic, nie mówiąc o czymś ciekawym. Jedna dobra scena na te cztery odcinki trafiła się, gdy brodaty kolarz sponiewierał byłego męża swojej aktualnej żony. No i jeszcze Nicole Kidman nago można by wymienić po stronie plusów. A poza tym nuuuuuda i wyciągnięte z dupy problemy bogatych ludzi, którymi nie sposób się przejmować. No bo jak? Jacyś totalnie z innej bajki kolesie i kolesiówy, z którymi nikt nie chciałby się przyjaźnić. I ich problemy typu jechać do „pracy” porszakiem a może mitsubiszim. I mąż mnie bije, ale w sumie to lubię.

Ktoś zginął, nie wiadomo kto. Policja prowadzi śledztwo, z którego wyłania się typowy twinpeaksowy problem – z pozoru wszystko niby jest piękne, ale jak się przyjrzeć blizej, to sypie się próchno. Z odcinka na odcinek poznajemy sekrety mieszkańców jakiegoś bogatego miasteczka – nie chce mi się sprawdzać szczegółów – a jak ktoś wytrzyma tę nudę do końca, to może się w końcu dowie, kto zginął. Omijać!

4 odpowiedzi

  1. Podwójna rada byłą spoko, ale szkoda, że oberwał akurat ten kto odpadł, bo to smutne. Powinien odpaść JT albo Brad.

  2. Ja nie uważam wcale „Małych kłamstewek” za arcydzieło, ale tylko lub aż dobry serial ze świetnymi rolami żeńskiej obsady (faceci są trochę w cieniu i chyba jedynie Tarzan ma co grać). Oglądać zacząłem dla aktorek i Kelleya, bo lubię jego prawnicze seriale (nie tylko Ally McBeal przecież pisał) i Boston Public. Więc byłem ciekaw jak wypadł w innych klimatach z jakich znany jest. W ogóle się nie nudzę i losy bohaterek mnie interesują, choć daleko mi do ich stylu życia i to bardzo daleko:-)

    Ale gdybym po obejrzeniu czterech nudziłbym się jak Ty to bym odpuścił serial nawet mimo Nicole Kidman w obsadzie, bo jest sporo innych co można nadrobić/sprawdzić seriali. Więc ciekaw jestem co Cię trzyma przy serialu, że jeszcze go nie porzuciłeś? Jeśli mnie jakiś serial po 3, góra 5 odcinka nie wciąga to jedynie kiedy oglądam do końca mimo przynudzania i męczenia się z serialem jak jakiegoś aktora/aktorkę uwielbiam. Mam tak z Tomem Hardy, Davidem Tennantem i Gillian Anderson – z nimi oglądam dosłownie wszystko niezależnie od poziomu serialu/filmu. A Ciebie co trzyma przy Małych kłamstewkach cały czas, że jeszcze nie porzuciłeś?:-)

  3. Quentin

    @michax
    Właściwie to ja Małych kłamstewek nie oglądam, ogląda Asiek, a ja przy okazji skoro okupuje telewizor :)

    @UNNAMI
    Pomysł na podwójną radę bardzo spoko, ale okazało się, że pomysł pomysłem, a w rzeczywistości już tak sobie to wygląda. W sumie to zawsze byłem przekonany, że oni między sobą nie mogą rozmawiać na radzie :), a skoro mogą to teraz się dziwię, że nigdy nie rozmawiali. Jakieś szepty, czytanie z ruchu warg zamiast podejść i szepnąć. No i jednak wolałbym, żeby nie mogli.

    JT znowu dał ciała w spektakularny sposób, nie pierwszy raz zresztą, żeby wspomnieć jak go Russell przekręcił w HvV. Co do Brada to dziwię się pozycji, jaką ma w tym sezonie. Z tego co pamiętam nie był jakimś wybitnym graczem w swoim sezonie, a teraz pociąga za wszystkie sznurki.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.