Casablanca (1942), reż. Michael Curtiz.
Casablanca (1942), reż. Michael Curtiz.

Casablanca, czyli zawsze jest ten pierwszy raz

Nie pamiętałem niczego z filmu Casablanca, ale zawsze wydawało mi się, że kiedyś, gdzieś tam go widziałem. Możliwe, że rzeczywiście tak było, ale chyba jednak bardziej zgodne z prawdą będzie to, że Casablanki nie widziałem nigdy. Nigdy do przedwczoraj, kiedy w końcu postanowiłem się zmierzyć z klasyką. Recenzja filmu Casablanca, choć chyba bardziej dokładne będzie stwierdzenie, że parę słów wrażeń po filmie Casablanca (1942), reż. Michael Curtiz.

O czym jest film Casablanca

To trochę skomplikowane. Akcja filmu Casablanca dzieje się w trakcie II wojny światowej w, jak wskazuje nazwa, Casablance. To marokańskie miasto jest jedyną nadzieją uchodźców z Europy na trafienie do jednej z obu Ameryk, gdzie skutecznie mogliby uciec od wojny. Do końca nie wiadomo czemu tylko Casablanca, bo autorzy filmu nie tłumaczą tego za bardzo, ale takie są fakty. Kręty szlak uchodźczy wiedzie więc przez sporą część Francji, ale francuskie Maroko to wcale nie koniec wyprawy. Tutaj trzeba jeszcze poczekać na wizę, która umożliwi dalszą podróż do Lizbony i dopiero stamtąd za ocean. A wizę dostać jest ciężko. Francuskie naówczas Maroko – znów autorzy filmu darują sobie szczegóły i trzeba doczytać na Wikipedii co to takiego to całe Vichy, jeśli było się słabym z historii – jest oazą wirtualnej wolności nadzorowaną przez Francuzów. To oni decydują o tym, komu dać wizę, a komu nie. I najwyraźniej cieszy ich to złudzenie wolności z dala od okupowanego Paryża, w miejscu, do którego niemieccy dygnitarze przybywają grzecznie i w gości, a nie jak do siebie. Centralnym miejscem Casablanki jest klub Amerykanina Ricka (Humphrey Bogart), w której spotykają się wszyscy. Rick to cyniczny koleżka z petem w zębach, który – gdy go poznajemy – wchodzi właśnie w posiadanie listów tranzytowych ukradzionych zamordowanym niemieckim kurierom i umożliwiających dotarcie do Lizbony bez dalszych komplikacji. Łakomy kąsek staje się obiektem pożądania czechosłowackiego lidera ruchu oporu Viktora Laszlo (był w ogóle takie w Czechosłowacji??), który właśnie zbiegł do Casablanki z obozu koncentracyjnego razem z piękną żoną Ilsą (Ingrid Bergman). Nie wie, że Ricka i Ilsę łączy wspólna przeszłość, o której wiadomo niewiele poza tym, że cóż to musiał być za romans!

Recenzja filmu Casablanca

Są filmy, które oparły się próbie czasu i mimo upływu lat ogląda się je, nazwijmy to w uproszczeniu – bezproblemowo. Niczyje zachowanie cię nie mierzi, rozumiesz, że kiedyś filmowano inaczej i nie kręcisz nosem na oczywiste projekcje wsteczne itd., a scenariusz nie jest prosty jak konstrukcja cepa i nie ogranicza się do: och, John i do: co na śniadanie, kochanie? wieczorem idziemy do Billa. Casablanca po trochu jest takim właśnie filmem, a może i nawet więcej niż po trochu, a jednak z której strony by nie patrzeć – nie widać zupełnie jej wielkości. Posługując się przykładem, biorę takie Przeminęło z wiatrem, oglądam, jasna sprawa – ponadczasowe kino. W filmie Casablanca nie poczułem ponadczasowości. I chyba nie ma w tym nic dziwnego, bo sukces filmu zaskoczył też jego twórców, czyli raczej spodziewali się, że za 80 lat nikt nie będzie o ich filmie pamiętał.

Zabierając się za film Casablanca popełniłem też zasadniczy błąd – skusiłem się na polskiego lektora na Netfliksie. Nie popełnijcie go również, jeśli chcielibyście sobie obejrzeć Casablankę! Co prawda na mikrofonie jest mój ulubiony Jarosław ‚Bill obdziera ze skóry piątą ofiarę’ Łukomski, ale ktoś zdecydowanie zlekceważył materiał wyjściowy i przetłumaczył film Curtiza beznadziejnie. Ignorowane są niektóre dialogi, inne przetłumaczone są do kitu lub na odczep się (na jedno wychodzi). A to niedopuszczalne w filmie, w którym najlepszą rzeczą są właśnie owe dialogi. Tutaj Casablanca zasługuje na brawa, a większość cynicznych odzywek można wydrukować i powiesić na ścianie. Od najbardziej wyszukanych po najprostsze typu: – Będziemy o szóstej rano! – A ja o dziesiątej. (Godziny mogłem pomylić). Kto wie, może bez zagłuszającego oryginalne dialogi lektora bardziej wczułbym się w film i miał o nim lepsze zdanie. Znaczy moje zdanie o nim jest w porządku, ale wielkości Casablanki nie znalazłem.

Główna w tym zapewne wina romansu Ricka i Ilsy, któremu hen daleko do romansów Jacka i Rose czy innych Anny Scott i Williama Thackera. Postać Ricka rzeczywiście ma wszelkie zadatki na bycie kultową, ale Ilsa jest zupełnie nijaka i ten ich namiętny związek z przeszłości i aktualne rozdarcie Ricka między miłością, a powinnością nie robi takiego wrażenia jak powinien. Trochę się powyzywają, pogrożą sobie bronią, pocałują, ale wszystko to zasługuje na dużo większą dawkę emocji niż te, które dostajemy z ekranu. Wspaniałomyślny Rick jest wspaniałomyślny, a Ilsa, cóż, Ilsa jest kobietą, której miejsce jest przy mężu i tyle. A ta cała ich tragiczna przeszłość wcale nie jest tak strasznie tragiczna, żeby na każdy dźwięk As Time Goes By zalewać się w trupa. Ludzie gorsze rzeczy przetrwali niż oni. Więcej emocji pozostaje w domyśle niż wynika z przedstawionej tu historii.

Ciekawsza Casablanca jest jako obrazek historyczny, ale znów autorzy filmu nie włożyli odpowiedniej ilości pracy, żeby bezboleśnie przeprowadzić widza przez zawiłości politycznej mapy świata połowy II wojny światowej. Myślę, że dzisiejsi scenarzyści lepiej ugryźliby tę historię łączącą ze sobą miłość i wojnę, ale znów polegliby w dialogach. Kino trochę się zmieniło.

W efekcie, niewzruszony miłosną historią bohaterów głównych i ciężkim wojennym losem bohaterów mniej głównych, z Casablanki zapamiętam świetną scenę z Marsylianką oraz Claude’a Rainsa w wybitnie dobrej roli kapitana Louisa Renaulta. I chyba jeszcze sobie poczytam memorable quotesy na IMDb, bo mam wrażenie, że netfliksowy lektor pozbawił mnie połowy przyjemności z dialogów.

(2214)

Nie pamiętałem niczego z filmu Casablanca, ale zawsze wydawało mi się, że kiedyś, gdzieś tam go widziałem. Możliwe, że rzeczywiście tak było, ale chyba jednak bardziej zgodne z prawdą będzie to, że Casablanki nie widziałem nigdy. Nigdy do przedwczoraj, kiedy w końcu postanowiłem się zmierzyć z klasyką. Recenzja filmu Casablanca, choć chyba bardziej dokładne będzie stwierdzenie, że parę słów wrażeń po filmie Casablanca (1942), reż. Michael Curtiz. O czym jest film Casablanca To trochę skomplikowane. Akcja filmu Casablanca dzieje się w trakcie II wojny światowej w, jak wskazuje nazwa, Casablance. To marokańskie miasto jest jedyną nadzieją uchodźców z Europy na…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Rok 1941. Ponowne spotkanie pary dawnych kochanków wybuchnie namiętnością w szalonym miejscu o nazwie Casablanca. Casablance udało się zbytnio nie zestarzeć, ale nie jest aż tak wybitnym filmem, jak go malują.

2 odpowiedzi

  1. Zgadzam się w 100 procentach

  2. Też mam tak z „Casablanką”, jak Ty do niedawna – chyba niby widziałem, ale w sumie to bardziej nie widziałem. I tak się nie mogę zebrać, by to nadrobić. A co do czechosłowackiego ruchu oporu, to jasne że był- polecam obejrzeć niedawnego brytyjskiego „Anthropoida” (w którym nawet Dorociński się pojawił na drugim planie). :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.