Premiery kinowe weekendu 20-22.01.2017.
Premiery kinowe weekendu 20-22.01.2017.

Poszedłbym, odc. 159

W idealnym momencie – mniejsza o szczegóły – trafił się bardzo ciekawy weekend filmowy, z którego na pewno każdy sobie wybierze coś ciekawego. Ale zacznijmy od filmów, które już widziałem i nie muszę się wysilać z opisami.

Premiery kinowe weekendu 20-22.01.2017

 

La La Land (2016) Poszedłbym 

La La Land to tylko częściowo zapowiadany musical i jeszcze mniej zapowiadany melodramat. La La Land to przede wszystkim filmowa bajka i tęsknota za Hollywoodem, którego już nie ma, a może i nawet nigdy nie było. To opowieść o wyidealizowanej krainie filmowych snów, w której marzyciele z całego świata spotykają się razem, by odnieść sukces. (Quentin.pl).

Nie ma się co zastanawiać, trzeba iść. Dużo lepszych filmów od La La Land w 2016 roku nie powstało. Choć przyznać trzeba, że z kilku osób, z którymi byłem na przedpremierze tylko mnie się podobało, więc niewykluczone, że i wśród Was znajdzie się jakiś malkontent :). Tak, La La Land nie uniknęło dania argumentów takim malkontentom.

Zombie express [Boo-san-haeng] (2016) Poszedłbym 

Poszedłbym, bo na koreańskie filmy trzeba chodzić, gdy raz na sto lat je grają w polskich kinach. Wynudzić się nie wynudzicie, ale nie zmienia to faktu, że fejm, jaki od festiwalu w Cannes ciągnie się za tym filmem jest trochę niezasłużony i mocno mnie dziwi. To zwyczajny film o zombiakach (tyle, że w pociągu) i nie wnosi do gatunku absolutnie niczego nowego.

Zawsze podobało mi się w południowokoreańskiej kinematografii to, że biorą wyświechtane na Zachodzie motywy i podczas, gdy na tymże Zachodzie wszyscy stają na głowie, żeby je odwrócić kotaogonem, w Korei dalej robią to po bożemu, tak jak nam się podobało 20-30 lat temu. A przy tym nowocześnie, tak jak to podoba nam się teraz. (Quentin.pl)

Split (2016) Poszedłbym 

Lubię twisty, więc propozycje spod kamery M. Nighta Shyamalana zawsze wydają mi się interesujące pod względem: cóż tam ciekawego tym razem wymyślił? Wiadomo, że łatwo można się w ten sposób naciąć, bo Shyamalan potrafi nakręcić wyjątkową kichę, ale nawet ta próbuje zaskoczyć twistem widza, który do tego twista dotrwał. W Split na razie obstawiam za tym, że to nie jeden koleś z 23 osobowościami tylko 23 braci bliźniaków ;).

No i generalnie tyle, tylko ten twist mnie interesuje w tym filmie. Jeśli przy okazji będzie też dobry film to się nie obrażę. A McAvoyowi podpowiem, żeby jechał do Ollywoodów, tam lubią aktorów, którzy są w stanie zagrać dwadzieścia trzy różne postaci.

Manchester by the Sea (2016) Poszedłbym 

Z kolei w tym filmie interesuje mnie co innego. Cóż takiego w nim siedzi, że wszyscy go chwalą, a Oscary leżą na wyciągnięcie ręki itd. Ze zwiastuna wygląda na porządne kino obyczajowe i tyle. Ale może to dobrze, już dawno przecież doszedłem do wniosku, że lepsze takie normalne kino w starym stylu i bez udziwnień niż przekombinowane fabuły byle tylko wymyślić coś, czego jeszcze nie było.

Ech, jakże daleko potoczyła się kariera Caseya Afflecka od czasów, gdy siedział za Benem na tylnym siedzeniu samochodu w Buntowniku z wyboru.

Dlaczego on? [Why Him?] (2016) Nie poszedłbym 

To jest właśnie problem z dzisiejszymi filmami, a w szczególności komediami – brakuje im polotu, który został zastąpiony żenującymi dowcipaskami z poziomu bruku. Być może oczekiwania widza są inne i tego się nie przeskoczy, ale i tak wystarczy przypomnieć sobie takiego Ojca panny młodej, żeby wiedzieć, że można ten sam pomysł rozegrać inaczej, śmieszniej, uroczo.

Ale nie, bohaterowie muszą być wulgarnymi debilami, a scenarzyści (John Hamburg: Meet the Parents, Along Came Polly, Zoolander) za punkt honoru uznać wymyślenie jak najbardziej żenującej bzdury. Śmiejmy się, Cranston zamiast w drona trafił w laskę, ło jakie śmieszne. Szkoda Cranstona, chyba już nigdy nie wykorzysta w pełni szansy, jaką dał mu Breaking Bad. A Franco? Cóż, Franco mógłby w końcu przestać grać w każdym filmie!

Balerina [Ballerina] (2016) Nie poszedłbym 

Rzadko zdarzają się animki, na które bym poszedł. To nie jest ten wyjątek. Na dodatek zupełnie nie wiem, po co zrobili to animowane, kiedy spokojnie można było coś takiego trzasnąć z normalnymi aktorami. Żeby choć jakaś gadająca krowa była albo co dla usprawiedliwienia zanimowania tej historii.

Ale katastrofy raczej nie będzie.

Las, 4 rano (2016) Nie poszedłbym 

I znowu nawalili tych filmów, tak jakby ktokolwiek chodził na Las, 4 rano mając do wyboru La La Land albo Manchester by the Sea.

Typowe polskie kino artistiko, a z tymi to wiadomo – tylko dla koneserów. Niby za kamerą Jan Jakub Kolski, ale – choć specjalistą od Kolskiego nie jestem – zwiastunowi brakuje bajkowej lekkości, która została zastąpiona krzykami i kurwami. Prawdopodobnie tragiczna śmierć córki pozostawiła ślad na psychice reżysera, film zresztą został oparty na podstawie powieści napisanej przez niego zaraz po tym tragicznym wydarzeniu.

Monster Trucks (2016) chyba Poszedłbym 

Wyobrażam sobie, jak dumny z siebie musiał być ten ktoś, kto wpadł na pomysł na Monster Trucks. Ej, stary, a jakby to monster truck to tak dosłownie zrobić? Zajebiste, nie? Cholera wie, na cuda raczej nie ma co liczyć, choć przyznam, że zwiastun sympatyczny.

Absurdalny, jasne, ale kiedy w kinach pełno absurdalnych filmów zupełnie na poważnie (Księgowy), to może metodą na to szaleństwo jest absurdalny film, który ma być absurdalny? A i sympatyczne potwory zawsze miały w kinie sporą widownię.

W pionie [Rester vertical] (2016) Nie poszedłbym 

Dobra wiadomość: w zwiastunie są cycki! Koniec dobrych wiadomości.

Typowe europejskie kino dla koneserów przez duże K. Napisali tam w tym zwiastunie, że to surrealistyczna czarna komedia, ale poza tą informacją, nie ma już żadnych więcej dowodów na potwierdzenie tej śmiałej tezy.

Fritz Bauer kontra państwo [Der Staat gegen Fritz Bauer] (2015) Poszedłbym 

Polowanie na Eichmanna wydaje się wystarczająco atrakcyjne, aby skoczyć do kina. Nawet jeśli temat nie jest jakiś tam wielce oryginalny, bo już wykorzystywany. Zresztą pod takie polowanie można podciągnąć większość filmów o posthitlerowskim krajobrazie szpiegowskim. Nevermind, lubię takie tematy, jestem gotów zaryzykować.

Aczkolwiek po zawodzie niemieckim Labiryntem kłamstw pozostaję ostrożny.

Ślady stóp [Footprints: El camino de tu vida] (2016) Nie poszedłbym 

O, co prawda bym raczej nie poszedł, ale o tym kiedyś pisałem: w kinach w ostatnich miesiącach pełno prokatolickich filmów, które odstraszają od siebie łopatologią i banałem. A przecież można podejść do tego samego tematu z pomysłem i bez chęci potraktowania widza jak uczniaka, który tylko czeka na zbawienie i łaknie filmów o tym, jak to cudownie być świętym. Ślady stóp wyglądają na właśnie taki prokatolicki film z pomysłem.

Był już parę lat temu taki film Droga życia z Martinem Sheenem, teraz pora na „jego” dokumentalną wersję.

3 odpowiedzi

  1. Przecież Cranston został okradziony przez DiCaprio.

  2. Jeden dobry film na pięć szitów/trzecioplanowych ról – słabo.

  3. Twist w Split jest taki, że to film o prawdziwym kolesiu, który ma notkę na wikipedii #hehe.
    https://en.wikipedia.org/wiki/Billy_Milligan

    Nie przesadzajmy z Cranstonem – rok temu miał nominację do Oscara, a za rogiem czeka kolejna za rolę Zordona w Power Rangersach.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.