Train to Busan (2016), reż. Sang-ho Yeon.
Train to Busan (2016), reż. Sang-ho Yeon.

Train to Busan. Recenzja południowokoreańskiego filmu o zombiakach

Stało się. Kiedy już nawet Bollywood miał swój film o zombiakach (wyjątkowo udane Go Goa Gone), było kwestią czasu, kiedy po nieumarłych w wysokim budżecie sięgną też Koreańczycy. Poszło im tak, że od razu wylądowali z pokazem na festiwalu w Cannes. Ale czy aby na pewno to produkcja zasługująca na czerwone dywany we Francji? Recenzja filmu Train to Busan.

O czym jest film Train to Busan

Fabuła Train to Busan nie jest materiałem do długiego wypracowania. Właściwie wszystko, co musicie o niej wiedzieć zawarte jest w tytule filmu i pierwszym akapicie tej recenzji. Raz – jest jakiś pociąg. Dwa – są zombiaki. Każdy średnio rozgarnięty oglądacz sobie doda jeden do dwóch i wyjdzie mu coś a’la Snowpiercer z zombiakami. I będzie miał rację. Oto pasażerowie pociągu mknącego z Seulu do Busan w ostatniej chwili umykają przed hordą czegoś, wyglądającego jak zombiaki. Jeszcze o tym nie wiedzą, ale my już widzimy co się święci. Oni zresztą też szybko zorientują się z nadawanych na pociągowych telewizorach niusów, że źle się dzieje w państwie koreańskim. Plus, na wycieczkę ich pociągiem załapała się dziewczyna, którą najwyraźniej spotkało coś nieprzyjemnego, bo blednie, pokrywa się siatką naczyń krwionośnych, a za chwilę zaczyna żreć tych, którzy nawiną się jej pod zęby. A oni – żreć kolejnych. Sytuacja jest więc nie za ciekawa, bo raz w pociągu nie jest bezpiecznie, a dwa poza pociągiem też nie jest bezpiecznie. Z problemem będzie musiał sobie poradzić klasycznie dobrany skład bohaterów wedle wzorców kina katastroficzno-zombiakowego. Ojciec z córką, małżeństwo spodziewające się dziecka, zakochani z drużyny baseballowej, dwie siostry stare panny, obwieś, który w ostatniej chwili wskoczył do wagonu.

Recenzja filmu Train to Busan

Pytałem na początku, czy film taki jak Train to Busan zasługuje na pokaz w trakcie festiwalu filmowego w Cannes i muszę odpowiedzieć, że chyba nie. Nie dlatego, że to zły film, ale jednak na takim festiwalu widziałbym kino nieco bardziej ambitne/rewolucyjne niż koreański Train to Busan. I może też dlatego trochę więcej spodziewałem się po tym filmie, o którym głośno było już od maja. A okazało się, że to klasyczny film o zombiakach – nic mniej, nic więcej.

Zawsze podobało mi się zresztą w południowokoreańskiej kinematografii to, że biorą wyświechtane na Zachodzie motywy i podczas, gdy na tymże Zachodzie wszyscy stają na głowie, żeby je odwrócić kotaogonem, w Korei dalej robią to po bożemu, tak jak nam się podobało 20-30 lat temu. A przy tym nowocześnie, tak jak to podoba nam się teraz. I Train to Busan jest właśnie takim filmem o zombie, który znamy, widzieliśmy, a teraz oglądamy jeszcze raz w koreańskim wydaniu. Serio, nic Koreańczycy do gatunku nie dorzucili – wiadomo, że trafi się jakiś skurwiel, przez którego poginie parę osób, niektórzy staną przed wyborem czy zabić swojego najbliższego, który się zamienił, czy może akurat on będzie zdrowy i takie tam. I z jednej strony to dobrze, a z drugiej tak średnio, bo fajnie byłoby dostać coś trochę nowego, jakiś koreański smaczek, który wyniesie ten film ponad dobry i równy poziom prezentowany od początku do… no koniec jest akurat dość infantylny – choć bardzo koreański – i sprawił, że moja ocena Train to Busan spadła o jeden punkcik.

Tak czy siak warto Train to Busan zobaczyć, bo jest tu sporo dobra, przede wszystkim realizacyjnego. Zombiaki hasają niczym te z World War Z, co zapewnia filmowi odpowiednio nowoczesną dynamikę, ładnie to wszystko i wyraźnie jest sfilmowane z dbałością o to, żeby było efektownie i nie nudziło. Może tylko przydałoby się ciut więcej makabry, bo choć krew praktycznie cały czas jest na ekranie, to jakoś tak nic godnego zapamiętania w temacie efektownej śmierci nie zapadło mi w głowie. Train to Busan jest dokładnie takim filmem, jak ma być – grupa ocalałych chroni się w pociągu przed zombiakami. I jeśli chcieliście zobaczyć film o grupie ocalałych, która chroni się w pociągu przed zombiakami, to śmiało oglądajcie.

(2130)

Stało się. Kiedy już nawet Bollywood miał swój film o zombiakach (wyjątkowo udane Go Goa Gone), było kwestią czasu, kiedy po nieumarłych w wysokim budżecie sięgną też Koreańczycy. Poszło im tak, że od razu wylądowali z pokazem na festiwalu w Cannes. Ale czy aby na pewno to produkcja zasługująca na czerwone dywany we Francji? Recenzja filmu Train to Busan. O czym jest film Train to Busan Fabuła Train to Busan nie jest materiałem do długiego wypracowania. Właściwie wszystko, co musicie o niej wiedzieć zawarte jest w tytule filmu i pierwszym akapicie tej recenzji. Raz - jest jakiś pociąg. Dwa - są…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Grupa ocalałych chroni się w pociągu przed zombiakami. Emocjonujące i dobrze zrealizowane kino bardziej dla miłośników zombiaków niż miłośników azjatyckich produkcji.

Odpowiedź

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.