Operation Avalanche (2016), reż. Matt Johnson.
Operation Avalanche (2016), reż. Matt Johnson.

Operation Avalanche. O dwóch takich, co sfingowali lądowanie na Księżycu

Filmy tak już czasem mają, że lubią wychodzić parami. Wedle tej zasady w zeszłym roku pojawiły się dwie produkcje, których tematem było fałszowanie lądowania na Księżycu. Pierwsza, tania i niezależna Moonwalkers oraz druga tania i niezależna Operation Avalanche. Oglądając jedną i drugą widać jak na dłoni, ile w procesie kręcenia filmu znaczy zdolny reżyser. Recenzja filmu Operation Avalanche.

O czym jest film Operation Avalanche

Zimna Wojna trwa w najlepsze. Supermocarstwa walczą ze sobą o podbój kosmosu, a Stany Zjednoczone, które zostały wyprzedzone Łajką i Gagarinem w konkurencji kto pierwszy w kosmosie, nie mogą sobie pozwolić na to, by przegrać także w wyścigu o to, kto pierwszy postawi swoją stopę na Księżycu. NASA pracuje pełną parą, ale jest obawa o to, że wśród naukowców kryje się rosyjski szpieg, który na bieżąco informuje swoich mocodawców o tym, co w trawie piszczy. Do zdemaskowania szpiega wysłanych zostaje dwóch młodych mózgowców, którzy dołączyli do CIA wraz z tajnym projektem sprawdzającym przydatność takowych do służby krajowi. Mózgowcy mają pomysł – udając ekipę kręcącą film dokumentalny wmieszają się w NASA-tłum i w ten sposób odkryją kreta. I rzeczywiście odkrywają, ale nie kreta, tylko to, że NASA nie jest w stanie w najbliższym czasie posłać kosmonautów na Księżyc. Aby zapobiec zakończeniu misji, jeden z mózgowców wpada na pomysł, by przygotować film, który zostanie wyemitowany jako transmisja na żywo z lądowania na Księżycu. Szefostwo niechętnie, ale się zgadza, a nasi mózgowcy wyruszają na spotkanie ze Stanleyem Kubrickiem.

Recenzja filmu Operation Avalanche

Reżyser (choć w jego przypadku to spore uproszczenie) Matt Johnson wpadł do mojego notesu już dawno temu filmem The Dirties. Jeśli nie widzieliście, to polecam i kajam się, że nie sieknąłem mu w stosownym czasie recki. Johnson nie tylko go wyreżyserował, ale i napisał scenariusz, zagrał główną rolę, zmontował go i wyprodukował. Połączenie czarnego humoru, pomysłu i found footage’u w jednym sprawiło, że tę opowieść o koleżce, który planuje krwawą zemstę na kolegach ze szkoły oglądało się z mieszanką podziwu i dobrej zabawy. Nic dziwnego, że kolejny film Matta Johnsona trafił od razu na Listę Do Obejrzenia, szczególnie że już jego założenia były atrakcyjne. Kto bowiem nie lubi grzebania w spiskowych teoriach dziejów?

Spiskowa teoria dziejów mówi nam, że w lądowanie na Księżycu zostało sfingowane, a maczał w tym łapy sam Stanley Kubrick. Dowody na prawdziwość tej historii poupychał m.in. w Lśnieniu (odsyłam do znakomitego Room 237). Operation Avalanche z radością chwyta się tej spiskowej teorii dziejów, ale Stanley Kubrick jest tylko małą częścią całej avalanche’owej układanki. Tym różni się od Moonwalkers, który uczepił się tego Kubricka i go nie puszcza (chyba, bo na razie obejrzałem tylko do połowy :) ). To dobra różnica, bo tak naprawdę nie wiadomo do końca, czego się po Operation Avalanche spodziewać. Film korzysta pełnymi garściami z wszystkiego co wiemy i czego nie wiemy o tej wyprawie (np. świetna scena pisania monologu Armstronga) mieszając ze sobą fikcję z prawdziwymi bohaterami i prawdziwymi migawkami zza kulis. A czasem łącząc jedno z drugim – wyobraźni reżysera nic nie ogranicza.

Trudno powiedzieć dlaczego Operation Avalanche nie jest Dziesiątką (ani nawet Dziewiątką), bo i fajnie się go ogląda i tematykę podejmuje ciekawą, i z pewnością jest oryginalny, a także ma oryginalną formę (mockument połączony z found footage’em stylizowanym na filtry z Instagrama z lat 60. 😉 – wydawać by się mogło, że ta formuła już się wyczerpała i może w horrorze rzeczywiście tak, ale nadal są filmowcy, którzy potrafią ją twórczo wykorzystać w innych gatunkach filmowych). Na pewno mniej ciekawy w zderzeniu z kulisami ewentualnego fingowania lądowania na Księżycu jest wątek kreta i rozgrywek wywiadu, a i trochę czasu potrzeba, żeby przyzwyczaić się do poszatkowanej narracji z nagrań telewizyjnych. Natomiast samo sedno, czyli fingowanie śledzi się super ciekawie, bo i ciekawie zostało tu przedstawione z zaznaczeniem wszystkich problemów, jakie podczas realizacji filmowanego nagrania mogłyby się przytrafić filmowej ekipie. Bo to nie tak, że wystarczyło ustawić lądownik, nagrać kosmonautę, puścić w telewizji i voila. Przedsięwzięcie, jak pokazuje Operation Avalanche, musiałoby być o wiele bardziej skomplikowane, by wszyscy w nie uwierzyli.

(2182)

Filmy tak już czasem mają, że lubią wychodzić parami. Wedle tej zasady w zeszłym roku pojawiły się dwie produkcje, których tematem było fałszowanie lądowania na Księżycu. Pierwsza, tania i niezależna Moonwalkers oraz druga tania i niezależna Operation Avalanche. Oglądając jedną i drugą widać jak na dłoni, ile w procesie kręcenia filmu znaczy zdolny reżyser. Recenzja filmu Operation Avalanche. O czym jest film Operation Avalanche Zimna Wojna trwa w najlepsze. Supermocarstwa walczą ze sobą o podbój kosmosu, a Stany Zjednoczone, które zostały wyprzedzone Łajką i Gagarinem w konkurencji kto pierwszy w kosmosie, nie mogą sobie pozwolić na to, by przegrać także…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Dwóch młodych agentów CIA podejmuje się misji sfingowania materiału z lądowania na Księżycu. Pomysłowy w formie i bardzo ciekawy w treści film reżysera, o którym jeszcze usłyszymy.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.