A Ghost Story (2017), reż. David Lowery.
A Ghost Story (2017), reż. David Lowery.

A Ghost Story. Recenzja najsmutniejszego filmu roku

„Całe życie to czekanie. To czekanie na ten dzień, kiedy cię zobaczę”… śpiewał bliżej nieokreślony artysta w polskojęzycznym coverze Soldier of Fortune Deep Purple na kasecie magnetofonowej, którą kupiłem na giełdzie sto lat temu. Przywołuję ten cytat, bo idealnie pasuje do prawdopodobnie najsmutniejszego filmu roku A Ghost Story, którego to recenzja. Recenzja filmu A Ghost Story.

O czym jest film A Ghost Story?

C (Casey Affleck) i M (Rooney Mara) mieszkają w skromnym domu na uboczu i w miarę dobrze im się wiedzie. On kompozytor, ona nie wiadomo kto – jak to w związku, czasem kłócą się o jakieś pierdoły, ale wygląda na to, że się kochają. Mimo że C nie do końca potrafi to okazać. Najnowszą kością niezgody jest przeprowadzka, za którą optuje przyzwyczajona do zmian miejsca zamieszkania M, a której C wolałby uniknąć. I rzeczywiście, udaje mu się uniknąć przeprowadzki, ale nie w taki sposób jak by tego chciał. Mężczyzna ginie w wypadku samochodowym, pozostawiając M w rozpaczy i smutku. Sam C „budzi się” w prosektorium i powity w prześcieradło z dwoma czarnymi jak nieskończoność dziurami na oczy podąża w stronę światła. Decyduje się jednak nie przekroczyć tej umownej granicy pomiędzy życiem, a śmiercią. Odwraca się na niewidocznej pięcie i rusza w podróż powrotną do domu. Tam cierpliwie czeka na powrót M, przed którą trudny proces żałoby.


.

Recenzja filmu A Ghost Story

A24 to firma producencka, która nie produkuje nijakich filmów. Mogą być złe albo dobre, albo przeciętne, albo jeszcze jakieś, ale nigdy nie są nijakie i zawsze mają w sobie coś. Pomysł, odważne wykonanie, świadomy eksperyment, you name it. A Ghost Story to kolejna produkcja, która wyszła spod ich skrzydeł i zarazem kolejny po Manchester by the Sea film, w którym Casey Affleck sprawi, że będzie wam cholernie smutno podczas seansu. Czy kto tam się kryje pod tym prześcieradłem, bo wcale nie musi to być Casey Affleck.

Nie ma co ukrywać, A Ghost Story to film dla cierpliwych, a zarazem też dla tych obdarzonych sporą empatią. Bez tych dwóch zalet nie ma co siadać do seansu, który w bardzo prosty sposób może zakończyć się trzaśnięciem drzwiami po kilku minutach. Sam byłem bliski takiej reakcji, ale powstrzymało mnie to, że kroił się idealny materiał do prześmiewczej recki. Kroił się w sumie dosłownie wraz ze sceną jedzenia ciasta. Kiedyś Małgorzata Foremniak w nieskończoność szykowała swojemu bassetowi żarcie w Avalonie, teraz na cierpliwość wystawiła widzów Rooney Mara w długiej, milczącej scenie A Ghost Story. Oddziela ona mężczyzn od chłopców, jakby to powiedział jakiś pierwszy z brzegu amerykański generał.

Reżyser David Lowery po raz drugi paruje w swoim filmie Afflecka i Marę (wcześniej w Ain’t Them Bodies Saints), ale nie ma się co przywiązywać do tych nazwisk, bo A Ghost Story szybko zmienia się w coś zupełnie innego niż opowieść wymarzona dla dwójki dobrych aktorów. „Szybko”, dobre sobie! Nic w A Ghost Story nie jest szybkie, a reżyser zdaje się nie posiadać słowa „cięcie!” w swoim słowniku. Sceny wydłużone są do granic możliwości, a całość sfotografowana w przestarzałym formacie 4:3. Nie sprawdzałem, czemu, ale tak na chłopski rozum chyba wychodzi na to, że w tych wszystkich Super-8 itp. po prostu da się zarejestrować ducha, nie?

A Ghost Story to film z OGROMNYM ładunkiem emocjonalnym. Fabuła nie jest tu ważna, stąd możliwość rozwlekania ujęć, a całą sprawę załatwia genialnie prosty pomysł z uczynieniem bohaterem filmu ducha o klasycznym wyglądzie prześcieradła z dziurami. Niezauważony, zdany tylko na siebie, nieposiadający prawie żadnej możliwości kontaktu ze światem realnym i nadprzyrodzonych mocy. Wszystko to potęguje jego samotność, smutek, stratę, nadzieję i nieubłaganie wlokący się czas, którego nie sposób zapełnić żadną rozrywką. Film Lowreya opowiada właśnie o tym wszystkim, co w głównej mierze składa się na życie, jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało. Mało tu dialogów, więcej poezji, ale nie takiej pisanej strofą, tylko takiej, która dźwięczy w duszy widza. Różna, w zależności od tego widza właśnie. Dla mnie cholernie smutna i zostawiająca z refleksjami, których niekoniecznie chciałbym być świadom. Rozerwie serce każdego, kto kiedykolwiek stracił coś, na czym mu zależało, czy choćby liczył na to, że teraz już wszystko skończy się radośnie i będziemy żyli długo i szczęśliwie. Sorry memory, ch*ja tam :(.

(2291)

"Całe życie to czekanie. To czekanie na ten dzień, kiedy cię zobaczę"... śpiewał bliżej nieokreślony artysta w polskojęzycznym coverze Soldier of Fortune Deep Purple na kasecie magnetofonowej, którą kupiłem na giełdzie sto lat temu. Przywołuję ten cytat, bo idealnie pasuje do prawdopodobnie najsmutniejszego filmu roku A Ghost Story, którego to recenzja. Recenzja filmu A Ghost Story. O czym jest film A Ghost Story? C (Casey Affleck) i M (Rooney Mara) mieszkają w skromnym domu na uboczu i w miarę dobrze im się wiedzie. On kompozytor, ona nie wiadomo kto - jak to w związku, czasem kłócą się o jakieś pierdoły,…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Mężczyzna, który zginął w wypadku samochodowym wraca do ukochanej pod postacią ducha. Kino dla cierpliwego widza, który rozerwie serce każdego, kto kiedykolwiek stracił coś, na czym mu zależało.

Odpowiedź

  1. Z początku wygląda trochę jak żart, ale po chwili to wrażenie znika. Na pewno warty obejrzenia. Pozdrawiam :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.