Zapis moich zmysłów [A Copy of My Mind] (2015), reż. Joko Anwar.
Zapis moich zmysłów [A Copy of My Mind] (2015), reż. Joko Anwar.

Zapis moich zmysłów. Recenzja filmu A Copy of My Mind

Nie widziałem chyba jeszcze filmu o autorze amatorskich napisów do filmów, ten okazał się pierwszy. Tematyka to dość bliska memu sercu, nic więc dziwnego, że indonezyjski Zapis moich zmysłów już na starcie miał u mnie plusa. Recenzja filmu Zapis moich zmysłów aka A Copy of My Mind.

O czym jest film Zapis moich zmysłów

Dżakarta. Sari (Tara Basro) pracuje w podrzędnym zakładzie kosmetycznym. Jej prawdziwą pasją jest jednak kino. Po pracy zawsze odwiedza miejscowy sklep w poszukiwaniu seansu na wieczór. Potem wraca do małego mieszkanka i na starym telewizorze ucieka w krainę snów. Jej jedynym większym problemem – kiepskie tłumaczenia z angielskiego, jakie dołączone są do niektórych filmów. W tym samym czasie w innym miejscu Dżakarty nad laptopem siedzi pochylony Alek (Chicco Jerikho). Znów dostał plik płytek z filmami do przetłumaczenia i mozolnie przekleja angielskie napisy w Google Translatora (w sumie to nie wiem, czemu wkleja po jednej kwestii, bądź nie skołuje sobie od znajomego pirata, jakiegoś programu do tłumaczeń – parę klików roboty wtedy). Wkrótce drogi Sari i Aleka się przecinają. Wrogość dziewczyny nie trwa długo. Alek zaprasza ją do siebie i oferuje dostęp do swojej kolekcji filmów – Sari może sobie pożyczyć co chce i ile chce. A nie jest to jedyna dobra zmiana w życiu dziewczyny. Wiedziona chęcią zmiany pracy dostaje się na próbny okres do ekskluzywnego salonu kosmetycznego kierowanego przez koleżkę, o którym całe kino myślało, że wykorzysta Sari seksualnie, ale się zdziwiło :P.

Recenzja filmu Zapis moich zmysłów

Warto zaznaczyć na początku, że wyraźnie poniosło autorkę streszczenia filmu na stronie Festiwalu Filmowego Pięć Smaków, gdzie był wyświetlany (na festiwalu, nie na stronie :P). „Błyskotliwy thriller”, „pełna napięcia konfrontacja”, nie mówiąc już o za dużym zdradzeniu fabuły. Cóż, o wiele lepiej swój film określił przed seansem jego reżyser, który Zapis moich zmysłów nazwał po prostu „listem miłosnym do Dżakarty”. W rzeczy samej tak właśnie jest. A thrillera? Cóż thrillera nie ma tu prawie wcale, a gdy się zaczyna, to moim zdaniem Zapis moich zmysłów zaczyna się chwiać w posadach i psuć. Wolałem tę niethrillerową dłuższą pierwszą część. Nawet mimo tego, że niewiele się w niej działo.

Lubię takie zwyczajne filmy o niczym. Ciekawi bohaterowie, ciekawe miejsce na Ziemi, prosta historia o rodzącym się uczuciu. Taki jest Zapis moich zmysłów przez większość czasu trwania. Razem z bohaterami poznajemy zaułki Dżakarty, rzucamy okiem na piracki rynek filmowy, który nie interesuje najwyraźniej żadnej władzy, przyglądamy się wyborczym wiecom – akcja filmu toczy się podczas kampanii prezydenckiej. Poznajemy też bliżej sympatycznych bohaterów, których skutecznie łączy zamiłowanie do filmów. Jest normalnie, romantycznie, momentami śmiesznie i odważnie, bo na ekranie parę razy migają fragmenty gejowskich filmów porno. I komu zależało na tym, żeby to psuć?

Niestety potem na scenę wchodzi średnio mądrze wprowadzony (po cholerę tę płytę zabierała ja się pytam) bez ostrzeżenia thriller i widz, który już zdążył polubić to, co ogląda, musi się zmierzyć ze sceną tortur młotkiem i o wiele za bardzo otwartym zakończeniem. Może jestem tępy (tak, wiem, na pewno jestem :P), ale nie lubię takiego udziwniania fabuły. Gdyby jeszcze był to thriller jak należy od A do Z, ale ostatnie sceny to już nieustanne zastanawianie się nad tym czemu tak i o co w tym wszystkim chodzi. Finał tej historii został opowiedziany za pomocą kilku rzucających zbyt ogólne sugestie scen, które nawet do końca nie wiadomo czy były jawą czy snem i – jak sądzę – do widza należy poukładanie ich wszystkich w całość w zależności od tego czy jest się realistą czy może romantykiem. Nie mam nic przeciwko otwartym zakończeniom, ale w filmie Zapis moich zmysłów odniosłem wrażenie, że od sceny z MMS-em całkiem zdrowy film zaczął mieć czkawkę.

Tak czy siak całość – pozytywna. Zapis moich zmysłów to jeden z tych filmów co to niby nic się w nim nie dzieje, a ogląda się go z ciekawością, do końca nie wiedząc nawet dlaczego.

(2157)

Nie widziałem chyba jeszcze filmu o autorze amatorskich napisów do filmów, ten okazał się pierwszy. Tematyka to dość bliska memu sercu, nic więc dziwnego, że indonezyjski Zapis moich zmysłów już na starcie miał u mnie plusa. Recenzja filmu Zapis moich zmysłów aka A Copy of My Mind. O czym jest film Zapis moich zmysłów Dżakarta. Sari (Tara Basro) pracuje w podrzędnym zakładzie kosmetycznym. Jej prawdziwą pasją jest jednak kino. Po pracy zawsze odwiedza miejscowy sklep w poszukiwaniu seansu na wieczór. Potem wraca do małego mieszkanka i na starym telewizorze ucieka w krainę snów. Jej jedynym większym problemem - kiepskie tłumaczenia…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Para miłośników filmu wplątuje się w niebezpieczną aferę. Indonezyjski film, któremu na dobre wyszłoby zostanie filmem obyczajowym i nie branie się za thriller.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.