Ben-Hur (2016), reż. Timur Biekmambietow.
Ben-Hur (2016), reż. Timur Biekmambietow.

Ben-Hur (2016). Recenzja remake’u remake’u Ben-Hura

Kiedy gruchnęła wieść o remake’u Ben-Hura, jedenastokrotnego zdobywcy Oscara… było mi to zupełnie obojętne. Ale byłem bardziej ciekawy, co z tego wyjdzie, niż przeciwny takiej produkcji. Biblijne filmy z ostatnich miesięcy – Noe: Wybrany przez Boga oraz Exodus: Bogowie i królowie – nie napawały optymizmem, ale w końcu może do trzech razy sztuka? Recenzja filmu Timura Biekmambietowa Ben-Hur.

O czym jest film Ben-Hur

Juda Ben-Hur (Jack Huston) jest żydowskim księciem, którego rodzina jest jedną z najbardziej szanowanych jerozolimskich familii. Czasy są ciężkie, bo pod butem rzymskiego okupanta żyje się ciężko, ale w sumie co to za różnica dla księcia. Jest co prawda prawy, uczciwy i rodaka okupantowi nie wyda, ale co książę to książę. W domu Judy mieszka niejaki Messala Severus (Toby Kebbell), rzymska sierota, którą przed laty adoptowali rodzice Judy, co okazało się dobrym pomysłem, bo gdy chłopaki byli już dorośli, Messala uratował Judzie życie. Messalę jednak coraz częściej gryzie, że nie ma nic swojego, jego rzymski ród za sprawą ojca nie jest zbyt dobrze traktowany itd. Na dodatek Messala jest zakochany w siostrze Judy, Tirzie (Sofia Black-D’Elia). Aby zasłużyć na jej miłość, Messala postanawia wzbogacić się na wojnie i na nowo okryć sławą swoje rodowe nazwisko. Co zresztą mu się udaje. Do Jerozolimy wraca z poważaniem, tytułem oraz z misją – zapewnić bezpieczeństwo nowemu rzymskiemu gubernatorowi Jerozolimy – Poncjuszowi Piłatowi. Nastroje wśród jerozolimczyków nie są najlepsze i Messala ma nadzieję, że posiadający wpływy Juda pogada z kim trzeba i wybije rodakom pomysł ewentualnego zamachu na życie Poncjusza. Mimo tego, że szczęśliwy w małżeństwie z Ester (Nazanin Boniadi) Juda pragnie domowego spokoju u boku matki Naomi (Ayelet Zurer), w czym pomogłoby zyskanie zaufania Rzymian, nie chce pomóc swojemu dawnemu przyjacielowi uważając, że byłoby to bratanie się z wrogiem.

Recenzja filmu Ben-Hur

Czego najbardziej bałem się po obejrzeniu jego zwiastuna to to, że nowy Ben-Hur okaże się zbyt nowoczesny. Tak właśnie to wszystko wyglądało jak dostosowane do młodego, współczesnego widza, czyli zupełnie odległe od epickiego oryginału (będę pisał „oryginał” o filmie z 1959 roku, choć to remake), który dał sobie grubo ponad trzy godziny na opowiedzenie wszystkiego. Dzisiejszy widz by tyle w kinie za jednym zamachem nie wytrzymał, a „intermission” w środku by go ogłupił (choć wiadomo, że prędzej doczekalibyśmy się Ben-Hur vol.1 i Ben-Hur vol.2). Nowa wersja Ben-Hura jest o ponad godzinę krótsza i z jednej strony może to i lepiej, ale z drugiej to jednak gorzej :). Co zaś się tyczy samego pomysłu remake’owania to nie widzę w nim niczego nagannego. Nawet jeśli oryginał uważany jest po dziś dzień za arcydzieło, to minęło już tyle lat, że takie odświeżenie za pomocą współczesnej techniki filmowej było jak najbardziej wskazane. A finalnie okazało się, że na szczęście nie jest aż tak nowocześnie jak by na to wskazywał zwiastun. Nowy Ben-Hur to klasyczne kino sandałowe i pod tym względem wytrzymuje porównania do innych klasycznych pozycji, jednocześnie będąc lepszym filmem niż Noe i Exodus.

Timur i jego kamanda, jak to przystało na remake, dokonali w klasycznej opowieści wielu zmian. Warto przypomnieć, że pierwowzorem filmu Ben-Hur była powieść Lewa Wallace’a, którą – pamiętam jak przez mgłę – mocno zaczytywałem się w młodości. W stosunku do filmu z Charltonem Hestonem (zakładam w ciemno, że jest dość wierny książce, aż tak dobrze jej nie pamiętam; to była wczesna młodość 😉 ) nowa wersja dość szybko podąża swoimi ścieżkami i do połowy filmu wychodzi jej to na dobre, ale niestety po połowie jest na odwrót. Momentem granicznym z pewnością wielka bitwa morska, która widziana oczami galerników wygląda znakomicie (tę z 1959 nakręcono przy użyciu modeli w basenie za wytwórnią filmową), chyba nawet lepiej niż wyścigi rydwanów.

Mocno chrześcijański wydźwięk opowieści Wallace’a, Biekmambietowa okraja na rzecz dwóch głównych bohaterów: Judy i Messali. Messala zyskał dzięki temu więcej czasu ekranowego, co dobre, bo Kebbell poradził sobie z rolą na pewno lepiej niż dość nijaki Huston. W nowej wersji klasycznej opowieści dużo lepiej zarysowano zarzewie konfliktu pomiędzy dwoma przyrodnimi braćmi, co również wyszło filmowi na dobre, bo skupił się na głównych bohaterach zamiast próbować chwycić w garść za dużo wątków i całą tę wczesnochrześcijańską otoczkę pierwszych lat życia Jezusa. A przynajmniej wyszło na dobre pierwszej połowie filmu Ben-Hur, bo później zapłacił za to sporą cenę. Nie na tyle wysoką, by całkiem popsuć film, ale nie sposób nie zauważyć, że wszystko co po galerach zostało opowiedziane po łebkach i za szybko, żeby odpowiednio się wciągnąć czy wzruszyć. Pewne elementy musiały zostać i zostały, ale zarówno wątek matki i siostry wypadł blado, jak i samego Jezusa – właściwie nie wiadomo, czemu Juda tak rozpacza na Golgocie i czemu nagle film opowiada o Jezusie, kiedy wcześniej jego temat przewinął się może ze dwa razy. Ciach mach to załatwione, tamto załatwione, wjeżdżają napisy (dosłownie :) ) i finałowa piosenka. Szkoda, bo Ben-Hur to przede wszystkim też wzruszająca historia miłości rozdzielonej i naznaczonej trudnymi czasami, na której powinno się uronić łezkę bądź dwie. Ben-Hur A.D. 2016 tego nie gwarantuje, na dodatek zmieniając oryginalną historię często w sposób zbyt absurdalny – już widzę jak zwykły hazardzista Ilderim (Morgan Freeman) włazi sobie wieczorem do Rzymian i wyskakuje z zakładem. Jednak w filmie Wylera z 1959 czuło się, że szejk to szejk, może i mają go w nosie, ale ma kasę, więc ma też poważanie. W wersji z 2016 Ilderim snuje się po pustyni i przypomina cień szejka.

Tak czy siak tegorocznego Ben-Hura ogląda się bardzo dobrze i z pewnością warto poświęcić mu te 120 kilka minut, bo to solidne kino z ładnymi widokami Jerozolimy i efektowną bitwą morską oraz wyścigiem rydwanów. Ale ponadczasowość mu nie grozi.

(2161)

Kiedy gruchnęła wieść o remake'u Ben-Hura, jedenastokrotnego zdobywcy Oscara... było mi to zupełnie obojętne. Ale byłem bardziej ciekawy, co z tego wyjdzie, niż przeciwny takiej produkcji. Biblijne filmy z ostatnich miesięcy - Noe: Wybrany przez Boga oraz Exodus: Bogowie i królowie - nie napawały optymizmem, ale w końcu może do trzech razy sztuka? Recenzja filmu Timura Biekmambietowa Ben-Hur. O czym jest film Ben-Hur Juda Ben-Hur (Jack Huston) jest żydowskim księciem, którego rodzina jest jedną z najbardziej szanowanych jerozolimskich familii. Czasy są ciężkie, bo pod butem rzymskiego okupanta żyje się ciężko, ale w sumie co to za różnica dla księcia. Jest co…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Młody żydowski książę pała rządzą zemsty na byłym przyjacielu, który wysłał go na galery. Porządny remake klasycznego filmu, który nie musi się wstydzić powstania, ale ponadczasowość mu nie grozi.

Odpowiedź

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.