Za górami, za wzgórzami [Beyond the Mountains and Hills] (2016), reż. Eran Kolirin.
Za górami, za wzgórzami [Beyond the Mountains and Hills] (2016), reż. Eran Kolirin.

Za górami, za wzgórzami. Obejrzane na 32. Warszawskim Festiwalu Filmowym

Obrałem trochę złą taktykę, bo film, który widziałem na 32. WFF-ie bodaj jako pierwszy (a nie, jako drugi, zacząłem od Placu zabaw), czyli już dawno temu, zostawiłem sobie do zrecenzowania na koniec. Dlatego to będą raczej krótkie dwa słowa o filmie Za górami, za wzgórzami vel Me’ever Laharim Vehagvaot vel Beyond the Mountains and Hills.

Recenzja filmu Za górami, za wzgórzami

Bohaterów Za górami, za wzgórzami jest troje – to członkowie jednej rodziny w zwrotnym momencie swojego życia. Głowa rodziny, ojciec David, po dwudziestu paru latach kończy służbę wojskową i w wysokiej randze wraca do cywila. A w cywilu trzeba coś robić. Przyzwyczajony do wojskowej dyscypliny i stylu życia David nie jest przygotowany do wymogów współczesnego izraelskiego społeczeństwa miotającego się między stałym byciem w gotowości bojowej, a współczesnym życiem odmierzanym rytmem telewizji śniadaniowych i prywatnych biznesów. David, czy mu się to podoba czy nie, rozpoczyna pracę sprzedawcy suplementów diety. Niczym Tom Cruise w Magnolii organizuje spotkania z potencjalnymi klientami i ma roztaczać nad nimi swój czar specjalisty od kołder z merynosa i garnków z filipiaka w postaci odżywek. W międzyczasie jego zaniedbywana i żyjąca w innym, wyższym świecie (spotkania w kółku poezji śpiewanej i takie tam) żona nauczycielka zauważa, że jest obiektem zainteresowania jednego ze swoich młodych uczniów. „Koledzy nazywają panią MILF” oznajmia młody, a nauczycielka po zaguglowaniu ma już miękkie kolana. I mało czasu dla córki, która zresztą nie potrzebuje uwagi rodziców, ma swoje życie, czytaj udział w demonstracjach na rzecz poprawy życia Arabów, którzy w Izraelu nie są specjalnie mile widziani. Dziewczyna działa w organizacji razem ze swoim chłopakiem, dostarczycielem najlepszego tekstu w całym filmie. Gdy ojciec-wojskowy chce podwieźć córkę i jej chłopaka na demonstrację, chłopak odmawia, bo przecież to by było tak, jak pojechać z Hitlerem na Marsz Żywych. A potem już pełna ideałów dziewczyna radzi sobie sama i nie wie do końca czy wplątała się w jakąś terrorystyczną kabałę, czy może poznany przez nią Arab jest po prostu sympatycznym chłopakiem.

Gdyby cały film Za górami, za wzgórzami był jak ten wyżej wspomniany tekst, byłoby świetnie. Niestety, jest taki tylko w pierwszych minutach, w których zapowiada się na historię rodem z opisywanych wczoraj Błogosławionych korzyści. Kpiącą, ironiczną opowieść o absurdach izraelskiej codzienności. Zderzenie skrajnych postaw w wątku ojca rodziny aż się prosi o słodko-gorzką komedię, w której znów nie wiadomo śmiać się czy płakać. Szkoda, że im dalej w film, tym górę biorą ambicje reżysera, który momentami za bardzo odpływa w stronę artystycznego kina, jak np. w scenie ćwiczeń bombowych w szkole, które zamieniają się niespodziewanie w coś na obraz i podobieństwo baletu. Ktoś, kto dobrze bawił się na absurdalnych scenach sprzedaży supelementów diety musi w tym momencie przeżyć pewien zgrzyt i pomyśleć sobie: kurczę, nie tak to miało być.

Co się fajnie udało w Za górami, za wzgórzami to połączyć trzy główne wątki. Z jednej strony ma się wrażenie oglądania filmu z gatunku: trzy pozornie niezwiązane ze sobą wątki w końcu się ze soba łączą, a z drugiej mowa o spójnym filmie prowadzonym od A do Z, w którym po prostu przebijają się na zmianę główne wątki sprawnie połączone ze sobą tak, by fabuła cały czas parła do przodu. No i zawsze na plusie kolejna możliwość podejrzenia tego egzotycznego dość kawałka świata i jego codzienności. To jeden z głównych powodów, dla których oglądam takie filmy – no taki ze mnie ciekawy świata Quentin! :) Tak czy siak wydaje mi się, że Za górami, za wzgórzami byłby lepszym filmem jako komedia bądź czarna komedia obyczajowa. Może wtedy łatwiej byłoby też kupić nieco absurdalną końcówkę zmuszającą do małej rozkminy, ale czemu tak. Nie mam nic przeciwko filmom dającym do myślenia, ale tu mam wrażenie, że metafora została ociosana zbyt artystycznie i perfidnie ukryta przed zbyt szybkim jej przetrawieniem.

(2142)

Obrałem trochę złą taktykę, bo film, który widziałem na 32. WFF-ie bodaj jako pierwszy (a nie, jako drugi, zacząłem od Placu zabaw), czyli już dawno temu, zostawiłem sobie do zrecenzowania na koniec. Dlatego to będą raczej krótkie dwa słowa o filmie Za górami, za wzgórzami vel Me'ever Laharim Vehagvaot vel Beyond the Mountains and Hills. Recenzja filmu Za górami, za wzgórzami Bohaterów Za górami, za wzgórzami jest troje - to członkowie jednej rodziny w zwrotnym momencie swojego życia. Głowa rodziny, ojciec David, po dwudziestu paru latach kończy służbę wojskową i w wysokiej randze wraca do cywila. A w cywilu trzeba…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Ojciec szuka pracy, matka wdaje się w romans, córka się buntuje. Wiwisekcja izraelskiej klasy średniej podana w sposób dość lekki, ale momentami zbyt ambitny.

Odpowiedź

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.