Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Wujek Howard [Uncle Howard] (2016), reż. Aaron Brookner.
Wujek Howard [Uncle Howard] (2016), reż. Aaron Brookner.

Wujek Howard. Obejrzane na 32. Warszawskim Festiwalu Filmowym

Bardzo ciekawa sprawa. Im więcej czyta się o filmie, o którym szybciutko dzisiaj, tym bardziej jest się nim zafascynowanym i chce się go obejrzeć. A potem zaczynasz oglądać film i już nie jest tak fascynująco. Zupełnie jakby wszystkie fajne rzeczy zostały (nie)opowiedziane między kadrami. Recenzja filmu Wujek Howard vel Uncle Howard.

Recenzja filmu Wujek Howard

Jak to w przypadku dokumentów bywa, przechodzimy od razu do recenzji wpychając w nią to, co trzeba wiedzieć o fabule filmu. Wujek Howard to intymny (ważne słowo) portret artysty, tytułowego wujka Howarda Brooknera, nakreślony kamerą jego bratanka Aarona Brooknera. Howard Brookner, wschodząca nowojorska gwiazda filmu, zmarł na AIDS nie zbliżając się nawet do czterdziestki. Dokładnie w momencie, gdy jego kariera zaczęła nabierać rozmachu. Po dobrze przyjętym dokumencie Burroughs: The Movie opowiadającym w artystyczny sposób o, niespodzianka, Williamie S. Burroughsie, Brookner nakręcił jeszcze kolejny dokument, tym razem o teatralnym reżyserze Robercie Wilsonie. A potem była pierwsza fabuła – Ogary Broadwayu z Madonną i Mattem Dillonem. Brookner nie doczekał premiery swojego fabularnego debiutu. Lata później, młody filmowiec Aaron Brookner postanowił odnaleźć negatyw pierwszego filmu swojego wujka. W tym celu udało mu się uzyskać dostęp do słynnego „Bunkra” S. Burroughsa, w którym odnalazł całą furę archiwalnych materiałów nie tylko o swoim wuju, ale i o samym pisarzu, jak i śmietance artystycznej Nowego Jorku przełomu lat 70. i 80. W podróży przez materiały towarzyszy mu Jim Jarmush, który na planie Burroughs: The Movie był… dźwiękowcem.

No pisałem na początku, że brzmi świetnie, intrygująco i aż chce się oglądać! Gdyby tak nie brzmiało, to bym się nie pchał na seans. Wepchałem się i żałować nie żałuję, ale w mojej głowie ułożył się zupełnie inny film, niż to się w rzeczywistości okazało. Wujek Howard jest bardziej prywatnym kinem niż przeznaczonym dla postronnej publiczności. Tytuł jest nieprzypadkowy i przez większość czasu poznajemy tytułowego Howarda poprzez oczy zapatrzonego w niego dziecka, dziś dorosłego reżysera. W tych oczach jest normalnym, zwyczajnym chłopakiem z pasją, który parł po swoje i którego nazwisko zdołało przedrzeć się do świadomości współczesnych Burroughsa i Warhola. Czytając w opisach filmu słowa takie jak: heroinista, miłośnik nocnego życia, włóczęga można w trakcie seansu doznać małego dysonansu poznawczego, bo z filmu wynika zupełnie inaczej.

Nic w tym oczywiście złego, nawet jeśli Aaron Brookner zbytnio idealizuje swojego wuja. Kłopot w tym, że w filmie, który rzeczywiście mógłby opowiedzieć o tym kolorowym świecie przez pryzmat „odnalezionych” archiwalnych materiałów i z ust ludzi, którzy go pamiętają (Jarmush pojawia się tu bodaj na dwie sceny) praktycznie nie ma tej opowieści. A gdy już jest, to wymaga od widza rozeznania w wielu rzeczach, których nie tłumaczy. I jeśli ktoś lubi takie intymne historie z ciekawym, ale zmarginalizowanym tłem, to pewnie Wujek Howard spodoba się mu bardziej niż mnie. Zero w nim blichtru i rozrywki, dużo domowych filmów z wujkiem Howardem komentowanych spokojnym głosem reżysera.

(2140)

Bardzo ciekawa sprawa. Im więcej czyta się o filmie, o którym szybciutko dzisiaj, tym bardziej jest się nim zafascynowanym i chce się go obejrzeć. A potem zaczynasz oglądać film i już nie jest tak fascynująco. Zupełnie jakby wszystkie fajne rzeczy zostały (nie)opowiedziane między kadrami. Recenzja filmu Wujek Howard vel Uncle Howard. Recenzja filmu Wujek Howard Jak to w przypadku dokumentów bywa, przechodzimy od razu do recenzji wpychając w nią to, co trzeba wiedzieć o fabule filmu. Wujek Howard to intymny (ważne słowo) portret artysty, tytułowego wujka Howarda Brooknera, nakreślony kamerą jego bratanka Aarona Brooknera. Howard Brookner, wschodząca nowojorska gwiazda filmu,…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Intymny portret przedwcześnie zmarłego reżysera widziany oczami jego bratanka. Zdecydowanie zabrakło barwniejszego nakreślenia nowojorskiej bohemy początku lat 80.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.