Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Zaproszenie [The Invitation] (2015), reż. Karyn Kusama
Zaproszenie [The Invitation] (2015), reż. Karyn Kusama

The Invitation, czyli Zaproszenie

Czasem do nakręcenia filmu potrzebne są egzotyczne lokacje, szybkie komputery i deszcz dolarów. A czasem wystarczy kilku aktorów i dom. I też jest co oglądać. The Invitation to przedstawiciel tego drugiego podejścia do filmowania. Recenzja filmu The Invitation aka Zaproszenie.

Zaproszenie [The Invitation] (2015)
Reżyseria: Karyn Kusama
Scenariusz: Phil Hay, Matt Manfredi
Obsada: Logan Marshall-Green, Emayatzy Corinealdi, Tammy Blanchard, John Carroll Lynch, Mike Doyle
Muzyka: Theodore Shapiro
Zdjęcia: Bobby Shore
Kraj produkcji: USA

O czym jest film The Invitation

Bohaterowie filmu Will (brat bliźniak Toma Hardy’ego – Logan Marshall-Green) oraz Kira (Emayatzy Corinealdi) to para, która została zaproszona na kolację do swoich przyjaciół. A konkretniej rzecz ujmując do jego przyjaciół. A jeszcze konkretniej do jego byłej żony i przyjaciół. Sytuacja wydaje się być żywcem wzięta z podręcznika niezręczności, ale nawet nie jest tak źle. Pewnie dlatego, że obecni na kolacji chcą dokonać swoistego aktu pojednania. Kiedyś nierozłączni, nie widzieli się od dwóch lat, a wszystko za sprawą nieszczęścia, jakie spotkało Willa i jego byłą żonę – stracili dziecko. Will odciął się od znajomych, żona znalazła spokój w nowym związku i hen w odległym Meksyku, gdzie trafiła do ludzi, którzy nauczyli ją żyć dalej i pozbyć się uczucia żalu. Teraz będzie chciała pomóc Willowi, który pozornie też na swój sposób poradził sobie z traumą i próbuje ułożyć sobie życie na nowo, ale stare kąty sprawiają, że wracają wspomnienia. A ludzie, których kiedyś kochał, teraz wydają mu się obcy.

Recenzja filmu The Invitation

Jestem pod wrażeniem. Może nawet nie samego filmu, ale tego, że aż tak mi się spodobał. Zwykle tu powtarzam, że jestem prosty, potrzebuję strzelanin i flaków i takie kino do mnie trafia, ale oczywiście lekko przesadzam i naciągam rzeczywistość. Nie mam nic przeciwko kameralnym filmom w jednej lokacji, choć dowcip w tym, że takimi bardzo łatwo znudzić widza, nawet gdy w ostatecznym rozrachunku okazują się niezłe i nawet, gdy mają naprawdę dobry pomysł. Trudno znaleźć przykład takiego właśnie filmu, który choć na chwilę nie dotrze w pobliże nudy i przelotnej myśli, że mogliby przerwać snucie się po ekranie pościgiem samochodowym. Tym większy plus dla The Invitation (film ma swój polski tytuł – Zaproszenie – leciał bodaj w zeszłym roku na Transatlantyku), bo mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nie znudził mnie ani na chwilę. Spokojnie, to nie znaczy, że przez +90 minut był ekscytujący i w ogóle wow. Tak nie było, ale mnie nie znudził. Choć zdaję sobie sprawę, że The Invitation może być takim filmem, który musi wstrzelić się w odpowiedni moment, by go obejrzeć. Na pewno nie ma co próbować obejrzeć go z doskoku czy jednym okiem – wskazany jest raczej święty spokój, by móc się dostatecznie nacieszyć tym filmem. Z drugiej strony cholera wie :). Równie dobrze mógł to być ten jeden na dziesięć seansów The Invitation, który akurat mi podszedł. No taki to film, bo przez większość czasu nic się w nim nie dzieje, a dialogi i aktorstwo są tylko normalne. To nie jest wielkie kino, ale fascynuje z każdą minutą i zatapia w swoim klimacie. Klimacie tajemnicy, w którym – niewykluczone – może wcale nie ma żadnej tajemnicy. Ta niepewność to też siła The Invitation.

I mocno wkurwia! Nie wiem jak Wy, ale ja dość często tak mam, że nikt mnie nie rozumie i próbuje ze mnie zrobić wariata :). Znacie to uczucie, gdy, kurwa, nic nie możesz zrobić? Wszyscy dookoła zachowują się jak wariaci, ale to ty wśród nich zostajesz uznany za wariata. I, co naturalne, wkurwia cię to, bo przecież każdy by się wkurwił i próbujesz udowodnić, że oni się mylą, a ty masz rację. A jaki jest efekt tych starań? Oczywiście, tylko potwierdzasz w ich oczach, że jesteś wariatem i to na dodatek niebezpiecznym! Jeśli więc też znacie to uczucie i go nie lubicie (w wersji łagodnej znane jako: co nie zrobię to źle), to uważajcie, czeka Was solidna porcja wkurwu w trakcie seansu The Invitation, jeśli za bardzo utożsamicie się z głównym bohaterem. Taki plus, że na końcu przynajmniej okaże się, kto rzeczywiście był wariatem – ty czy oni. W normalnym życiu nie ma bezstronnego obserwatora, który rozstrzygnąłby problem raz a dobrze. A czasem szkoda, bo zwykle nic dobrego z tego nie wychodzi.

Mało konkretna ta recenzja, ale The Invitation to znów taki film, który lepiej obejrzeć bez zbyt dużej ilości informacji. Spoglądając na niego powierzchownie wyjdzie na to, że to nuda, w której snują się po domu i gadają. Ale gdy spojrzy się trochę głębiej to dostanie się świetny thriller psychologiczny z naprawdę znakomitym zakończeniem, który słusznie dawno temu znalazł się na mojej liście Do Obejrzenia.

(2074)

Czasem do nakręcenia filmu potrzebne są egzotyczne lokacje, szybkie komputery i deszcz dolarów. A czasem wystarczy kilku aktorów i dom. I też jest co oglądać. The Invitation to przedstawiciel tego drugiego podejścia do filmowania. Recenzja filmu The Invitation aka Zaproszenie. O czym jest film The Invitation Bohaterowie filmu Will (brat bliźniak Toma Hardy'ego - Logan Marshall-Green) oraz Kira (Emayatzy Corinealdi) to para, która została…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Na spotkanie po latach grupy przyjaciół cieniem rzuca się tragedia z przeszłości. Minimalistyczny w formie, ale wciągający i emocjonujący psychologiczny thriller.

4 odpowiedzi

  1. Film ok, aczkolwiek najfajniejszy jest dopóki nie wiemy czy to bohater fiksuje, czy jednak gospodarze którzy go zaprosili. Bo rozwiązanie i finałowa akcja jak dla mnie nieco nijakie. Ale jeszcze malutki plusik za ostatnią sekwencję.

  2. Quentin

    Mnie się pewnie bardziej podobał, bo od początku mu kibicowałem i byłem pewny, że nie fiskuje i tylko czekałem aż zacznie gonić towarzystwo po kątach.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.