Zakneblowana i skuta łańcuchem kobieta - recenzja filmu Martyrs
Martyrs (2015), reż. Kevin Goetz & Michael Goetz

Martyrs, czyli zemsta podana na zimno nie smakuje najlepiej

Ktoś gdzieś celnie spuentował, że remake francuskiego Martyrs: Skazani na strach jest niczym kawałek Slayera scoverowany przez One Direction. Nie sposób się z tym nie zgodzić, a jednak amerykański Martyrs nie jest wcale takim złym filmem, jak wskazywałyby na to jęczenia pod jego adresem. Recenzja filmu Martyrs [2015].

Martyrs (2015)
Reżyseria: Kevin Goetz, Michael Goetz
Scenariusz: Mark L. Smith
Na podstawie scenariusza: Pascala Laugiera
Obsada: Troian Bellisario, Caitlin Carmichael, Kate Burton, Bailey Noble, Diana Hopper
Muzyka: Evan Goldman
Zdjęcia: Sean O’Dea
Kraj produkcji: USA

Bardzo krótki rys historyczny tzw. New French Extremity

Był taki czas na początku XXI wieku, kiedy nagle ni stąd ni zowąd zewsząd zaczęła zalewać rynek filmowy fala ekstremalnych francuskich filmów charakteryzujących się dużym stężeniem przemocy fizycznej jak i psychicznej. Z każdego kadru tego torture-porn lały się wiadra krwi, a bohaterowie filmów cierpieli coraz to wymyślniejsze katusze. Właśnie wtedy powstał jeden z najmocniejszych filmów jakie widziało kino – A l’intérieur, a.k.a. Inside, ale jednocześnie nie stroniono od kolejnej próby przekonania widza, że porno też może być sztuką, a jeśli nie sztuką to przynajmniej należy mu się obecność w tradycyjnych kinach (Baise-moi). Moda umarła dość szybko i zniknęła tak samo nagle jak się pojawiła, ale to nie był koniec tej historii. Twórcy z tego nurtu: Julien Maury, Alexandre Bustillo, Xavier Gens czy Alexandre Aja zostali szybko wessani przez Hollywood i całkiem nieźle się tam urządzili pozostając na fali po dzień dzisiejszy. Mniej szczęścia miał reżyser filmu Martyrs. Skazani na strachPascal Laugier. Co prawda Hollywood wessał go również, ale tylko na jeden szybko zapomniany film – Człowiek z Cold Rock z 2012 roku, po którym Laugier jak na razie nie nakręcił już nic.

Co się zaś tyczy Martyrs: Skazani na strach to jest to jeden z filmów odnośnie których zawodzi mnie pamięć najbardziej. Słuchając zachwytów pod jego adresem nastawiłem się podczas seansu na nie wiadomo co i po latach byłem przekonany, że nie podobał mi się tak bardzo, że aż dostał ode mnie Jedynkę. Po to jednak piszę też Q-Bloga, żeby łatwo zweryfikować takie przekonanie. I z takiej właśnie weryfikacji wyszło, że wcale nie było tak źle, 4/6 według starej skali. Czyli bez rewelacji, ale warto obejrzeć. Teraz jednak myślę, że musiałem mieć jakiś słaby dzień albo nieuważnie oglądałem, bo myślę, że Martyrs: Skazani na strach zasługuje na dużo lepszą ocenę (poklikałem wczoraj na kilka scen z filmu dla przypomnienia). Szczególnie gdy się go porówna z remakiem, który mimo to – jak już napisałem – nie jest taki zły. Tak to już czasem punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dlatego ważne, by pamiętać, że tak, niezależnie od oceny, jaką dostanie ode mnie remake (a dostanie Szóstkę) nie ma żadnego porównania do dużo lepszego oryginału. Ale, jeśli zapomnieć, że oryginał istnieje, remake obroni się szczególnie u tych, którzy oryginału nie widzieli albo unikają go, bo nie przepadają za ekranową przemocą. Wtedy spokojnie można próbować z remakiem i nie słuchać tych wszystkich malkontentów, których pełno.

O czym jest film Martyrs [2015]

Pewnego dnia odnaleziona zostaje wystraszona dziewczynka, która twierdzi, że wyrwała się z niewoli potwora, który przetrzymywał ją w pustym magazynie. Policja, która udaje się pod wskazany adres nie zastaje niczego podejrzanego, a dziewczynka – Lucie – męczona przez nocne koszmary trafia do domu dziecka prowadzonego przez zakonnice. Tam zaprzyjaźnia się z jedną z podopiecznych – Anną. Mijają lata. Pewnego dnia Lucie dzwoni do Anny i twierdzi, że odnalazła w końcu potwora, który ją więził. Anna rusza pod wskazany adres – położony na całkowitym zadupiu dom, w którym znajduje zakrwawioną przyjaciółkę. Średnio w to wierzy, ale wkrótce odkryje, że pozornie zwyczajny dom skrywa mroczną tajemnicę.

Recenzja filmu Martyrs [2015]

W zasadzie wszystko, co musicie wiedzieć o Martyrs zostało napisane już wyżej. A uwaga ta przynajmniej tyczy się tych, którzy widzieli oryginalny film lub z grubsza wiedzą o co w nim chodziło. I tu nie podlega żadnej dyskusji, że z punktu widzenia istnienia oryginału, remake nie ma żadnego większego sensu i nie wnosi absolutnie niczego nowego do sprawy. Ot amerykańska, złagodzona wersja francuskiego filmu z pozmienianymi na gorsze niektórymi wątkami dla ludzi, którzy nie lubią czytać napisów. I jeśli jesteście cięci na takie wtórne produkcje, to spokojnie możecie sobie odpuścić remake, bo tylko stracicie czas. To samo tyczy się też tych, którzy Martyrs nie znają, ale gdy do wyboru mają mocną i dającą po głowie wersję lub jej stonowaną kopię, to zawsze wybiorą tę pierwszą. Tak, z dwóch Martyrs dużo lepiej obejrzeć oryginał. Bezdyskusyjnie.

#FunnyFact Autorem scenariusza remake’u Martyrs jest Mark L. Smith. Autor, który do spółki z Alejandro Gonzálezem Inárritu adaptował na potrzeby dużego ekranu książkę Michaela Punke. Mowa o filmie Zjawa [The Revenant], który w tym roku został nominowany do dwunastu Oscarów. Smith jest także autorem scenariusza świetnego Motel [Vacancy].

No ale mnie ta wtórność nie przeszkadza i daleki jestem od przesadnego krytykowania Martyrs [2015] tylko dlatego, że jest marną kopią oryginału. Mimo to nadal pozostaje niezłym filmem, który broni się na tle innych horrorów-potworków, jakich co roku powstaje zdecydowanie za dużo. Ma niezły klimat, przyjemną dla ucha muzykę, zagadkę i parę twistów dla osób, którzy zupełnie nie wiedzą o co chodzi. Oraz solidną porcję krwi. Solidną dla przeciętnego widza, bo obryzgany hektolitrami krwi z innych filmów widz tylko machnie ręką na niewykorzystany potencjał. Nie ma co ukrywać, oryginał Laugiera pod względem brutalności też bije remake na głowę.

I to w sumie jedyny (oprócz wtórności :) ) poważniejszy zarzut, jaki można postawić remake’owi. Skoro już zdecydowano się na powtórkę z rozrywki to czemu nie z całym dobrodziejstwem inwentarza? Niestety, gore w remake’u Martyrs jest hallmarkowe i coś tam niby widać, krew niby bryzga, ale wszystko w granicach rozsądku. Całkowicie też zrezygnowano z najbardziej charakterystycznej sceny oryginału zastępując ją nietrafioną namiastką. Która przy okazji wiele mówi o absurdzie dzisiejszego kina:

Nie ma to jak Asiek oglądająca koreańską komediową dramę na kompie, gdy ja oglądam „Martyrs” na telewizorze. Obdzierają…

Posted by Q-Blog on 24 styczeń 2016

.
Ze zmian na gorsze trzeba też odnotować zmienione zakończenie, które kieruje główny akcent historii na inną stronę i niezrozumiałą dla mnie zmianę głównego czarnego charakteru, który w oryginale robił o wiele większe wrażenie i trudno powiedzieć, czemu reżyser… reżyserzy remake’u pomyśleli, że zrobią to inaczej. Może rzeczywiście odbębnili tylko ten film na przysłowiowy odpieprz, ale mimo to da się go obejrzeć. Zresztą ciężko powiedzieć, co tam się po drodze wydarzyło, odkąd już w 2008 roku powstał scenariusz i trzeba było czekać aż tyle, gdy w końcu zamieni się w film. Wiele czynników, także pozafilmowych, mogło go popsuć.

(2049)

Ktoś gdzieś celnie spuentował, że remake francuskiego Martyrs: Skazani na strach jest niczym kawałek Slayera scoverowany przez One Direction. Nie sposób się z tym nie zgodzić, a jednak amerykański Martyrs nie jest wcale takim złym filmem, jak wskazywałyby na to jęczenia pod jego adresem. Recenzja filmu Martyrs [2015]. Bardzo krótki rys historyczny tzw. New French Extremity Był taki czas na początku…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Torturowana w dzieciństwie dziewczyna pragnie zemścić się na swoich oprawcach. Można o tym filmie powiedzieć wiele, ale i tak najpewniejsze jest jedno: lepiej obejrzeć oryginał.

10 odpowiedzi

  1. Kiedy w latach siedemdziesiątych wyszedł Ulisses – James Joyce w nakładzie 15tyś mogłeś go dostać jedynie spod lady , dziś gdy masz nieograniczony dostęp do wszystkiego wybierasz film z oceną 3,5/10 (imdb) ?
    W 2015 ukazało się tak wiele ciekawych tytułów spośród których można wymienić choćby ,
    Mucize , Room , Rahasya , Das ewige Leben , Amsal , Liza, a rókatündér , Byuti insaideu i wiele innych że wydaje mi się szkoda czasu na produkcje typu Martyrs … ale to tylko moje zdanie . pozdro .

  2. Liza, a rókatündér – tak, tak, cudeńko z Węgier. :)
    Ale co do krytyki… Miał chłopina ochotę na jakieś gore, a się go czepiasz. Inna sprawa, że gdzie on tego szukał, w Hollywoodzie? 😛 Było sobie Quentin strzelić seans jakiegoś giallo z Edwige Fenech – chociaż gwarancja fajnych cycków. 😀 W USA to wiadomo, że dziś w kinie to seks w bieliźnie się uprawia. 😀

  3. Quentin

    Sytuacja jest taka, że na ciekawsze tytuły trzeba odpowiednich warunków. Cisza, spokój, skupienie pozwalające przeżyć przygodę… :) A czasem jest czas na obejrzenie jakiegoś filmu, ale wiesz, że w każdej chwili może ci ktoś przerwać albo przy okazji możesz posprzątać pulpit na kompie – w takich sytuacjach produkcje a’la „Martyrs” nadają się znakomicie. Czasem też chcesz się odmóżdżyć, a nie przeżywać. Szkoda oglądać wartościowe filmy nie mając do tego warunków, chyba się zgodzicie?

    Nigdy nie sugeruję się oceną IMDb przy wyborze filmów (są do dupy, choć mniej niż oceny na FW). Nigdy nie sugeruję się niczym tak właściwie poza swoim nosem i fiu fiu wiedzą lol. Wiedziałem w co się pakuje z tym remakiem i nawet był lepszy niż się spodziewałem.

    Edwige Fenech mam z grubsza obcykaną (wolę Anitę Strindberg :P), a za listę wartościowych tytułów dziękuję :)

  4. A one nawet grały razem w jednym filmie i jeśli pamiętam to nawet miały tam wspólną scenę łóżkową… (?) :)

  5. Quentin

    „Your Vice Is a Locked Room and Only I Have the Key” :)

  6. Quentin

    A co do polecanych wyżej filmów to Room i Amsal dawno już obejrzane i zrecenzowane
    http://quentin.pl/2015/11/recenzja-filmu-pokoj.html
    http://quentin.pl/2015/11/recenzja-filmu-assassination.html
    Rahasyę mam na oku, ale skoro już widziałem Talvar to chyba nie ma się co śpieszyć (ta sama sprawa), Beauty Inside gdzieś mi tu kiedyś już wpadło w oko przy okazji Prevuesów, ale widziałem jakąś niezadowoloną recenzję i mnie ostudziła (poza tym Korea w zeszłym roku raczej przeciętnie się prezentowała), a resztę, git, obczaję :).

  7. Strasznie grzeczna ta scena jednak, wydawało mi się, że była bardziej odważna, chyba że dalej się rozwija. :) A sam film całkiem fajny z tego co pamiętam był.

  8. dzięki za odpowiedź … pisząc „szkoda czasu”miałem na myśli te dwa miliony filmów które do tej pory powstały a z których przeciętny człowiek jest w stanie obejrzeć zaledwie ułamek procenta . Co do ocen z imdb to się nie zgodzę , w dużej części obrazują jakość i decydują (w moim przypadku) o wyborze filmów (korzystam również z podpowiedzi – takich jak Twoje czy choćby ekranpodokiem którego btw. znam i cenię . Chciałem jeszcze na koniec dodać ciekawostkę … ostatnio przetłumaczyłem nietuzinkowy film Mucize dodając info na Filmweb (po pierwsze dlatego że film mi się spodobał , po drugie że zaledwie jeszcze miesiąc tumu miał jedynie dwie oceny , po trzecie od lutego 2015 nikomu nie chciało się go przetłumaczyć … napisałem to ponieważ takich perełek są setki jak nie tysiące – dlatego uważam że szkoda czasu na „średnie” filmy . Wiem również że dobrze znać gust kogoś kto … (może to wyglądać że się przemądrza ale tak naprawdę chce przekazać jedynie cząstkę swej wiedzy i to w dobrej wierze 😉 . Link do mojej listy najlpszych filmów jakie wiedziałem przez ostatnie 20 lat : http://www.imdb.com/list/ls003947859/ pozdro.

  9. Quentin

    Wielkie dzięki za listę, na pewno się nie zmarnuje 😉

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.