Michael Shannon i Andrew garfield na tle posiadłości w filmie 99 Homes
Michael Shannon i Andrew Garfield w filmie 99 Homes.

99 Homes, czyli The Big Short 2

W przypadku nominacji do Oscarów zawsze ktoś zostanie pominięty. W tym roku najgłośniej jest o czarnoskórych aktorach, z których żaden nie doczekał się nominacji, ale pojawiają się też tytuły filmów całkiem niezauważone przez Akademię, choć okiem widzów, zasługiwały na coś więcej. A jeśli mowa o 99 Homes to nie tyle o filmie, co bardziej w kontekście oscarowej kreacji Michaela Shannona z tego właśnie filmu. Filmu 99 Homes, którego to recenzja.

99 Homes (2014)
Reżyseria: Ramin Bahrani
Scenariusz: Ramin Bahrani, Amir Naderi, Bahareh Azimi
Obsada: Michael Shannon, Andrew Garfield, Laura Dern, Clancy Brown, Tim Guinee
Zdjęcia: Bobby Bukowski
Muzyka: Antony Partos, Matteo Zingales
Kraj produkcji: USA

O czym jest 99 Homes

99 Homes mógłby być bezpośrednią kontynuacją The Big Short. W filmie Adama McKaya poznaliśmy historię wielkiego kryzysu z 2007 roku z punktu widzenia wielkich pieniędzy i skomplikowanej ekonomii, 99 Homes zaś pochyla się nad tymi, których kryzys dotknął w najbardziej dotkliwy sposób. Na własne oczy możemy przekonać się, jakie są skutki bankowej polityki rozdawania kredytów mieszkaniowych na lewo i prawo w sytuacji, gdy kredytobiorcy przestają mieć zdolność płacenia rat kredytu.

Tak jak rodzina Nashów. Dennis (Andrew Garfield) pracuje na budowach wychowując samotnie syna. Pomaga mu w tym matka (Laura Dern), która dorabia jako fryzjerka. Dennis dawno już stracił pracę, ale stara się dorabiać gdzie tylko się da. Na nic. Kryzys w budowlance ma wiele twarzy, a podwójną jego ofiarą jest właśnie Dennis, który pewnego dnia staje oko w oko z Rickiem Carverem (Michael Shannon). Rick nadzoruje eksmisje lokatorów, których mieszkania w wyniku zalegania ze spłatą kredytu stały się własnością banku. Jego widok za drzwiami zwykle oznacza, że będzie się miało mniej niż pięć minut na opuszczenie mieszkania. Opór nie ma żadnego sensu – Rick działa zgodnie z prawem i z asystą policji. Nashowie lądują w tanim motelu, ale szybko okaże się, że budowlane umiejętności Dennisa przydadzą się Rickowi, który najpierw werbuje go do swojej ekipy (na boku zajmuje się deweloperką), a widząc w chłopaku odpowiedni potencjał, postanawia zrobić z niego Dennisa bis. Gra jest warta świeczki, bo to dla Dennisa jedyny sposób nie tylko na stałą pracę, ale i odzyskanie straconego domu. Jest tylko jeden problem – chłopak ma serce po właściwej stronie.

Recenzja filmu 99 Homes

Nie trzeba Sherlocka Holmesa, żeby domyślić się, w jaki sposób podąży ta historia i rzeczywiście, podąża w ten właśnie sposób. Tyle tylko, że w przypadku 99 Homes to sprawa drugorzędna, bo oczywista fabuła utkana jest z całej gamy niejednoznaczności, które praktycznie nigdy nie są całkiem czarne czy całkiem białe. Patrząc na film powierzchownie wszystko wydaje się być proste. Ten jest do bólu zły, tamten jest do bólu dobry, tego mamy przeklinać pod nosem, a za tamtego trzymać kciuki, żeby mu się udało. Tyle, że wydaje mi się iż siłą 99 Homes jest bardziej to, że nie do końca jest właśnie tak oczywiście.

Nie ulega wątpliwości, że 99 Homes ogląda się niełatwo, nawet jeśli nie ma się na głowie żadnego kredytu. Nie mija kilka minut, a już jesteśmy w samym środku horroru rozgrywanego w palącym słońcu przy dźwięku cykających świerszczy. Wydaje się, że w takich okolicznościach przyrody nie ma prawa stać się nic złego. Żaden potwór nie zaatakuje z krzaków, a wszystkie problemy roztopią się gdzieś w leniwym słońcu popołudnia. Tyle, że prawdziwe potwory z horrorów dawno już przestały być straszne. Teraz prawdziwym potworem jest możliwość straty pracy, utraty domu i tego boimy się najbardziej. A ten potwór nie czeka na odpowiedni moment, dla niego każdy moment jest odpowiedni, by zaatakować znienacka. No może w 99 Homes trochę zbyt znienacka, ale chyba takie prawa filmu, że niektóre rzeczy trzeba uprościć. Horror wywalanych na bruk w jednej chwili rodzin jest straszny, ale przecież musiały od dawna wiedzieć, że to im grozi. Choć z drugiej strony kto by zrozumiał prawniczy bełkot – tak czy siak, jeśli nie płacisz rat, to na pewno nie spotka cię nic miłego.

Andrew Garfield i Michael Shannon stukają się kieliszkami w filmie 99 Homes.

– Co świętujecie, chłopcy? – Quentin napisał recenzję.

Demoniczny Michael Shannon w roli Ricka jest rzeczywiście świetny, ale czy aż znowu tak demoniczny jak chce się go malować? Mam trochę wątpliwości i nie potrafiłem do końca życzyć mu wszystkiego co najgorsze. Jasne, jego metody nie były do końca właściwe, ale czy trudno mu się dziwić, że skoro zobaczył okazję to ją wykorzystał? Owszem, kosztem tragedii innych, ale nie on do tych tragedii doprowadzał. Miał wystarczająco grubą skórę, by zostać takim sępem i aby nie przejmować się ludźmi i to jego największy grzech, ale moim zdaniem 100% skurwielem tu nie jest. Jak by mógł skończyć bez tej grubej skóry pokazuje wraz z upływem filmu postać Dennisa (przeciętny Garfield), z którym siłą rzeczy się utożsamiamy, a że w duszy każdy z nas myśli, że ma dobre serce, to naturalną jest coraz gorsza ocena Dennisa. Ale czy słusznie? Znów mam wątpliwości podkreślane przez matkę Dennisa, którą swoją postawą z każda minutą irytuje coraz bardziej. Fajnie tak być czystym, prawym i sprawiedliwym w dzisiejszym świecie, ale same dobre serce (co smutne, nie ma co kryć) i prawe czyny często nie wystarczą, aby być szczęśliwym. Czasem więc może warto się przymknąć z ocenianiem zachowania innych.

No i to jest główna siła 99 Homes. To dobry, dość schematyczny film, ale mocno niejednoznaczny, w którym każdy nie dość, że może utożsamić się z bohaterami i ich sytuacją – nie jest to miłe, ale kino nie zawsze powinno być miłe – to przede wszystkim spojrzeć na wydarzenia nie tylko z jednej strony. Punktów widzenia jest tu dużo więcej, a perspektywy patrzenia na powtarzane w filmie „do tej pory rząd/banki mnie rąbały na każdym kroku, teraz ja będę rąbał rząd/banki, należy się darmozjadom” różne.

(2051)

W przypadku nominacji do Oscarów zawsze ktoś zostanie pominięty. W tym roku najgłośniej jest o czarnoskórych aktorach, z których żaden nie doczekał się nominacji, ale pojawiają się też tytuły filmów całkiem niezauważone przez Akademię, choć okiem widzów, zasługiwały na coś więcej. A jeśli mowa o 99 Homes to nie tyle o filmie, co bardziej w kontekście oscarowej kreacji Michaela Shannona z tego właśnie filmu. Filmu 99 Homes, którego to recenzja. 99 Homes (2014) Reżyseria: Ramin Bahrani Scenariusz: Ramin Bahrani, Amir Naderi, Bahareh Azimi Obsada: Michael Shannon, Andrew Garfield, Laura Dern, Clancy Brown, Tim Guinee Zdjęcia: Bobby Bukowski Muzyka:…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Młody budowlaniec zaczyna pracę u dewelopera, który w imieniu banku zabrał mu rodzinny dom. Kredytowo-mieszkaniowy horror w słoneczny dzień.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.