Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Michael Fassbender goli Kodi Smit-McPhee w filmie Slow West
Slow West (2015), reż. John Maclean

Recenzja filmu Slow West, czyli Dzika Nowa Zelandia

Za parę dni, a dokładniej w piątek 20 listopada, na ekrany polskich kin trafia ze sporym opóźnieniem Slow West, który to film kto chciał, ten go już dawno zobaczył. Tak czy siak jest dobra okazja do tego, żeby o nim napisać. Recenzja filmu Slow West – zapraszam.

O czym jest Slow West

Tytuł filmu nieprzypadkowy, jego akcja dzieje się na Weście, który do tej pory jednak bardziej kojarzony był z przymiotnikiem Wild. Dziki Zachód. I Zachód w filmie debiutującego dużym metrażem Johna Macleana dalej jest dziki, nie przejmujcie się. Choć zarazem rzeczywiście jest też trochę Slow (powolny), bo nie o western w klasycznym znaczeniu tego słowa Macleanowi chodzi, a raczej o twórcze podejście do tematyki westernowej. I pobawienie się z nią, nawet jeśli widz nie podzieli potem frajdy z tej reżyserskiej zabawy. Ja nie podzieliłem.

Bohaterem filmu jest 16-letni Szkot Jay. Jay przybył do Ameryki za ukochaną, która wyemigrowała tu razem z ojcem. W rodzinnej Szkocji mocno kochał się w starszej od siebie Rose, dla której gotów był na mezalians. Ona chłopka, on syn lorda. Tak się to jednak potoczyło, że rozdzielił ich ocean i teraz Jay wyrusza w niebezpieczną podróż przez Dziki Zachód, byle tylko ją odnaleźć (Rose nie podróż :P). W swojej podróży szybko spotyka doświadczonego trapera Silasa (Michale Fassbender), który za pieniądze zgadza się pomóc Jayowi w odnalezieniu Rose. Ma ku temu swoje powody.

Michael Fassbender w Slow West

Nie trzeba się specjalnie wysilać, żeby domyślić się, że tęgie dystrybutorskie głowy zdecydowały się na sprowadzenie do Polski tego filmu ze względu na gorące jak cholera nazwisko Michaela Fassbendera #rym. W końcu skoro dobrze sprzedał się z nim nawet film o facecie z kartonową głową, to czemu i nie miałby się sprzedać też dziwny western? Szczególnie że można o nim na plakacie powypisywać, że to film w bajkowym stylu Wesa Andersona i pododawać garść zachęcających przymiotników (nie wiem, czy kiedykolwiek używałem w reckach słowa „przymiotnik”, a tu już drugi raz): wyjątkowy, niezwykle zabawny, błyskotliwie zrealizowany, wielki… i innych określeń porównujących Fassbendera do Eastwooda. Zadziwiające, ile słów można zmieścić na jednym plakacie.

polski plakat filmu Slow West

Wydaje mi się jednak, że nazwisko Fassbender nie jest na tyle znane przeciętnemu zjadaczowi kinowego popkornu, żeby na ślepo leciał do kina na film z jego udziałem. To bardziej facet, którego twarz kojarzy, ale za chiny nie może sobie przypomnieć jego nazwiska. Wobec tego taki zjadacz popkornu poczeka na opinie o filmie i wtedy dowie się, że do kina nie ma po co lecieć. I cały misterny plan…

Innymi słowy: dobrze, gdy w parze ze znanym aktorem idzie też dobry film. Slow West jest filmem co najwyżej OK, a na domiar złego przedstawia ten najgorszy gatunek: „dla specyficznego widza”, przy czym owa specyficzność widza może oznaczać wszystko i w rzeczywistości stanowić jakiś promil populacji kinomanów.

Recenzja filmu Slow West

Nie ukrywam, że nie przepadam za kinem prezentowanym przez Wesa Andersona, ale potrafię się domyślić, dlaczego wielu go lubi. Zarazem nie wydaje mi się, by fani jego kina z automatu zachwycili się Slow West. Jest z nim ten problem, że rzeczywiście wygląda jak kino, pod którym mógłby się podpisać Anderson, ale zarazem w ogóle nie przypomina filmu Andersona. A raczej – przypomina film Wesa Andersona, który jest dopiero na początku kształtowania się swojego niepowtarzalnego stylu (Anderson nie film :P).

Ben Mendelosh w stroju trapera z XIX wiecznego Dzikiego Zachodu w filmie Slow West

W filmie pojawia się też Ben Mendelsohn, który niedługo będzie grał w każdym filmie.

To może rozprawmy się z ww. zachwytami z plakatu, tak będzie prościej. „Znakomicie zrealizowany” – a i owszem. Uwagę zwracają zdjęcia, przemyślane kadry, super muzyka (najlepsza w całym filmie), choć trochę uwiera, że za Dziki Zachód robi Nowa Zelandia. „Wizualnie olśniewający” – no tutaj to już gruba przesada, niczego olśniewającego tu nie ma, jest tylko kawał solidnej roboty na pewno wyróżniającej Slow West na tle innych filmów. „Zupełnie wyjątkowy” – ojtam ojtam, Alejandro Jodorowsky to kręcił zupełnie wyjątkowe filmy. „Duża dawka czarnego humoru” – polemizowałbym, według mnie to raczej taka sobie dawka, takiego sobie czarnego humoru (choć na pewno specyficznego), która sprawia, że czasem na pewno można się uśmiechnąć (szczególnie na scenie z drzewem i szkieletem), ale nie czyni Slow West filmem „niezwykle zabawnym”. „Genialne aktorstwo! Fassbender ma w sobie tajemniczość młodego Clinta Eastwooda”. Nie. Scenariusz nie dał Fassbenderowi miejsca na genialne aktorstwo. Michael jest dobry aktorem i dla niego takie filmy to bułka z masłem.

Reasumując: może jesteście w tej wąskiej grupie, dla której przeznaczony jest Slow West, lub stawiacie formę ponad treść i fajne zdjęcia są dla Was ważniejsze niż fabuła. W innym przypadku Slow West będzie dla Was filmem, o którym szybko zapomnicie. Reżyser, nie jako pierwszy i zapewne nie jako ostatni) rozprawia się w nim z wynoszoną przez lata na ołtarze mitologią westernu, ale robi to w kameralny sposób, któremu brak cech arcydzieła ograniczając się do porządnego rzemiosła i nadziei na to, że następny film Macleana będzie ciekawszy.

(2013)

Za parę dni, a dokładniej w piątek 20 listopada, na ekrany polskich kin trafia ze sporym opóźnieniem Slow West, który to film kto chciał, ten go już dawno zobaczył. Tak czy siak jest dobra okazja do tego, żeby o nim napisać. Recenzja filmu Slow West - zapraszam. O czym jest Slow West Tytuł filmu nieprzypadkowy, jego akcja dzieje się na Weście, który do tej pory jednak bardziej kojarzony był z przymiotnikiem Wild. Dziki Zachód. I Zachód w filmie debiutującego dużym metrażem Johna Macleana dalej jest dziki, nie przejmujcie się. Choć zarazem rzeczywiście jest też trochę Slow (powolny), bo nie o…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Młody chłopak przemierza Dziki Zachód w poszukiwaniu ukochanej. Kameralna przypowieść o Dzikim Zachodzie przeznaczona dla określonego typu widza.

5 odpowiedzi

  1. ale trailer zdecydowanie zachęca – przynajmniej mnie :-)

  2. Quentin

    To i film Ci podejdzie – reakcja na zwiastun powinna być dobrym wyznacznikiem tego, czy wybrać się do kina czy nie :).

  3. Film nie ma najmniejszego związku (również wizualnego) ze stylem Wesa Andersona. Recenzja w stylu „film w nie moim stylu”.

  4. Quentin

    –Recenzja w stylu „film w nie moim stylu”.

    Potwierdzam :)

  5. Widocznie jestem w wąskiej grupie widzów, dla której film jest przeznaczony. Dla mnie kapitalne kino.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.