amerykański bojownik na tle zachodzącego słońca - recenzja filmu Cartel Land
Cartel Land (2015), reż. Matthew Heineman

Recenzja filmu Cartel Land, czyli Walka z narkotykowymi wiatrakami

W odpowiedzi na „zarzuty” ;), że dwie październikowe Dziewiątki nie doczekały się recenzji, oto recenzja drugiej z nich (recka pierwszej poszła wczoraj). Recenzja filmu Cartel Land.

Meksyk, kraj krwią i narkotykiem płynący

Muszę przyznać, że temat przestępczości narkotykowej w Meksyku fascynuje mnie od dawna. Jest w tej fascynacji coś mrocznego i nie do końca właściwego, ale nie da się ukryć, że temat to wielce fascynujący i jeszcze bardziej filmowy, co udowadniane jest właściwie na każdym poziomie filmowej ekspresji. Czy to w głośnym, niezależnie kameralnym Heli (Złota Palma w Cannes za reżyserię), czy w mainstreamowym Sicario, czy w świetnym dokumentalnym Narco Cultura. Czy w serialowym Narcos, choć ten już oczywiście opowiada o kolumbijskich czasach przedmeksykańskich, ale mentalnością bohaterów różni się niewiele. Przemyt narkotyków jest tematem wdzięcznym dla kina, choć bolesnym dla samych Meksykanów, którzy chcąc nie chcąc uczestniczą na co dzień w porachunkach miejscowych karteli. Karteli, które chcąc zyskać władzę muszą być jeszcze bardziej brutalne niż ich poprzednicy i przenoszą codzienną przemoc z ulic na strony Internetu i jutubowe kanały stanowiąc codzienne pożywienie dla telewizji informacyjnych. W zderzeniu, z którymi szary obywatel nie ma żadnych szans. Ale czy aby na pewno?

helikopter meksykańskiej armii w walce przeciwko przemytnikom narkotyków - recenzja filmu Cartel Land

Mają rozmach… – recenzja filmu Cartel Land.

O czym jest film Cartel Land

Połączony tym samym motywem przewodnim, Cartel Land podzielony jest na dwa segmenty. Akcja pierwszego z nich dzieje się w Meksyku, drugiego zaś tuż za granicą w Stanach Zjednoczonych. Obie części przeplatają się ze sobą snując mroczną historię walki w wiatrakami, która teoretycznie skazana jest na niepowodzenie. Bohaterem części meksykańskiej jest lekarz José Manuel Mireles Valverde, założyciel organizacji o swojskiej nazwie Autodefensas (Samoobrona). Organizacji skupiającej cywili pragnących położyć kres uciskowi ze strony działającego na terenie stanu Michoacán kartelu Krzyżowców. Kartelu, który oprócz handlu narkotykami zajmuje się porwaniami, wymuszeniami i wszystkim tym, co tylko przyjdzie im do głowy w przestępczym temacie. Jak łatwo się domyślić, trudno wygrać taką walkę przy pomocy metod proponowanych przez Gandhiego. Wiedzą o tym członkowie Autodefensas, która szybko zmienia się w paramilitarną bojówkę zwalczającą ogień ogniem. Działając bez wsparcia rządu i wojska, szybko udaje się jej zaprowadzić porządek, ale to tylko początek ich historii.

Także bez wsparcia ze strony rządu działa amerykański bohater Cartel Land – Nailer (Gwoździarz!). Jego działania na pewno są pozbawione rozmachu, jaki charakteryzuje Autodefensas, ale motywy działania są identyczne. Pozujący na samotnego mściciela (choć skupiający wokół siebie podobnie myślących ludzi, którzy odziani w wojskowe mundury i wychowani z bronią w ręku od małego, przemierzają każdego dnia tereny przyległe do granicy meksykańsko-amerykańskiej) sam określa się mianem pierwszej linii obrony w wojnie z meksykańskimi kartelami narkotykowymi. I bojownikiem o to, by Amerykanie mogli w spokoju i bezpieczeństwie śnić swój amerykański sen. Także i dla niego wojna z narkotykami to codzienność i nieustanna zabawa w kotka i myszkę ze szmuglującymi towar przemytnikami.

I w końcu recenzja filmu Cartel Land

No i wiecie już w sumie wszystko, co potrzebne do szczęścia. Cartel Land to świetnie zrealizowany dokument, w którym razem z kamerami ekipy filmowej oglądamy z pierwszej ręki brutalny świat narkotykowej wojny, w której zawsze zwycięża czarny charakter, bo zbyt wielu ludzi korzysta na tym, by narkotykowego przemytu nie opłacało się ukrócić. Co nie oznacza, że trzeba się poddać, nawet jeśli walka nie ma sensu. Wiele tu tragedii i raczej jasne, że nie należy spodziewać się happy endu, ale właśnie w tym tkwi siła dobrych dokumentów. Mówią o tym jak jest, a nie o tym, jak by to było w bajkach.

(2008)

W odpowiedzi na "zarzuty" ;), że dwie październikowe Dziewiątki nie doczekały się recenzji, oto recenzja drugiej z nich (recka pierwszej poszła wczoraj). Recenzja filmu Cartel Land. Meksyk, kraj krwią i narkotykiem płynący Muszę przyznać, że temat przestępczości narkotykowej w Meksyku fascynuje mnie od dawna. Jest w tej fascynacji coś mrocznego i nie do końca właściwego, ale nie da się ukryć, że temat to wielce fascynujący i jeszcze bardziej filmowy, co udowadniane jest właściwie na każdym poziomie filmowej ekspresji. Czy to w głośnym, niezależnie kameralnym Heli (Złota Palma w Cannes za reżyserię), czy w mainstreamowym Sicario, czy w świetnym dokumentalnym Narco…

Czas na ocenę:

Ocena: 9

9

wg Q-skali

Podsumowanie: Opowieść o ludziach, którzy na własną rękę walczą z kartelami narkotykowymi po obu stronach granicy amerykańsko-meksykańskiej. Dokumenty o meksykańskich kartelach przeważnie są dobre.

2 odpowiedzi

  1. Zgodnie z obietnicą dość szybko obejrzałem Cartel Land. Świetny dokument, choć bardzo smutny. Sam fakt jak traktowani są zwykli obywatele jest tragiczny, ale w połączeniu ze świadomością, że tak naprawdę na dłuższą metę nic nie jest w stanie zmienić obecnej sytuacji, daje to niesamowicie rozpaczliwą wizję życia.
    Pięknie pokazano jak takie małe ugrupowanie o szczytnych celach przekształca się w niekontrolowanego molocha, który zjada sam siebie, a sytuacja wraca do punktu wyjścia. Tak działa społeczeństwo – trochę jak w eksperymencie Stanford. Jeśli masz trochę władzy to po pewnym czasie korzystasz z niej aż za bardzo.

    Szkoda że nie pokazano trochę więcej zasad działania Autodefensas, w jaki sposób typowali podejrzanych i co tak naprawdę z nimi się działa na koniec. Podobnie jeśli chodzi o Nailera – tu w ogóle mało konkretów pokazali, ale chyba i tak ta kilkuosobowa grupa łącznie działa z większym pożytkiem.

    I jeszcze dziwny motyw z Doktorem, który bajerował małolatę. Po co to było?

  2. Quentin

    Hmm, nie przypominam sobie motywu z bajerowaniem małolaty. Możliwe, że coś nadinterpretujesz? :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.