wszyscy bohaterowie filmu Ryuzo i siedmiu najemników
Ryuzo i siedmiu najemników (2015), reż. Takeshi Kitano

Recenzja filmu Ryuzo i siedmiu najemników, obejrzane na 31. Warszawskim Festiwalu Filmowym

Obiecałem (sobie), że jak co roku opiszę wszystkie filmy, jakie widziałem na Warszawskim Festiwalu Filmowym i słowa dotrzymam. Jedziemy dalej. Przed Wami recenzja filmu Ryuzo i siedmiu najemników aka Ryuzo and the Seven Henchmen aka Ryuzô to 7 nin no kobun tachi.

O czym jest film Ryuzo i siedmiu najemników

A zacznę nietypowo od streszczenia fabuły, bo męczy mnie wymyślanie śródtytułów, a z tym „fabularnym” nigdy nie ma problemu. Zatem. Bohaterem najnowszego filmu Takeshiego Kitano jest tytułowy Ryuzo. Starszy mężczyzna, który nudzi się na emeryturze mieszkając na doczepkę u swojego syna i jego żony. Traktowany przez dzieci niczym stary dziadzio, utrzymywany jest w przeświadczeniu, że bycie emerytowanym członkiem yakuzy to straszny wstyd. Syn każe mu zakrywać koszulą tatuaże i w ogóle strasznie wczuwa się w rolę opiekuna, zgodnie z japońską tradycją szacunku do starszych. Choć łatwo nie jest, Ryuzo ma ciężki charakter i ciężko zachować przy nim święty spokój. Gdy w poszukiwaniu chwili takiego spokoju syn z rodziną wyjeżdża gdzieś tam, Ryuzo w końcu może trochę odżyć. Spotyka się ze starym kompanem z jednej yakuzy i od słowa do słowa wpadają na pomysł reaktywowania dawnej ekipy, stworzenia nowej rodziny mafijnej i stawienia czoła panoszącym się po dzielni korpo-gangstero-młodzieniaszkom.

Takeshi Kitano na wesoło, czyli demitologizowanie yakuzy

Zarówno Takeshi Kitano jak i sama yakuza kojarzyli się do tej pory raczej śmiertelnie poważnie. Pierwszy wypuszczał w świat na zmianę ciężkie dramaty to o samurajach, to o yakuzie, a japońscy gangsterzy w ogóle kojarzą się raczej z synonimem twardości, bezwzględności i honoru. No ale kto, jeśli nie kinowy twardziel Kitano mógłby pozwolić sobie na ciągnięcie łacha z yakuzy? Yakuzy, która wydaje się, że pozostała już jedynym bastionem śmiertelnej japońskiej powagi po tym jak japońskie kino dawno rozliczyło się z mitologią samurajską i jej rozkwitem hen po cichy schyłek. Czy taki sam schyłek czeka teraz yakuzę? Pewnie nie, ale film Kitano jest wyraźnym znakiem do pewnej ekranowej zmiany i japońskim głosem, że hej, my też umiemy się śmiać z tych poważnych facetów z tatuażami, którzy przy byle okazji obcinają sobie palec. Szczególnie że te ich zwyczaje to świetny materiał do pośmiania się z nich.

Recenzja filmu Ryuzo i siedmiu najemników

Wydawać by się mogło, że Kitano jest ostatnią osobą do zrealizowania rasowej komedii, a nawet sam pomysł o jej powstaniu byłby pewnie przez wielu skwitowany wątpiącym „to się nie może udać”. A jednak, przynajmniej przez jakiś czas znakomicie się to udaje, a Kitano okazuje się bardzo dobrym komediowym reżyserem i scenarzystą za jednym zamachem. Pierwsze pół godziny Ryuzo i siedmiu samurajów jest znakomite, a wszystkie żarty i bezkarne podśmiewanie się z kodeksu zachowań członka yakuzy trafione są w punkt. – Jak mogłeś iść na wywiadówkę wnuczka w podkoszulku? Narobiłeś nam wstydu tymi tatuażami! – No przecież powiedziałem nauczycielowi, że to hawajska koszula! – Kto zakłada podkoszulek na koszulę?!

Ryuzo pali papierosa w towarzystwie swoich kolegów z yakuzy.

– Trzeba było włożyć dres, nie byłoby obciachu! – recenzja filmu Ryuzo i siedmiu najemników.

Gorzej zaczyna się dziać w najmniej spodziewanym momencie, gdy wydaje się, że film dopiero nabierze blasku. Ryuzo czeka na swoich dawnych kompanów, którzy pojawiają się jeden po drugim. Każdy oryginalny (m.in. Klozetowy Zabójca oraz Mac, zagorzały fan Steve’a McQueena), ale już w ich zapowiedziach czegoś brakuje, bo było miejsce na więcej, na coś rodem z opowieści o Hugo Stiglitzu w Bękartach wojny. I od tego momentu film Kitano nie jest już taki dobry rozmywając się pomiędzy różnej jakości żartami i chaotycznie posklejanymi scenami, którym brakuje silnej ręki reżysera i jakiegoś pomysłu.

A szkoda, bo aż prosiło się o poważną konfrontację starego świata ze światem młodym. Nie jakieś wygłupy i wrzaski, ale staromodne pójście na materace z wykorzystaniem potencjału zebranej ekipy ośmiu dziadków w ostatniej akcji swojego życia… Ale całościowo nie jest źle. Udało się Ryuzo i siedmiu najemników nie wytracić tej szybkości, którą zyskał świetnym początkiem. Nie zabrakło jednak po drodze wielu solidnych wybojów.

Przeczytaj też o innych filmach 31. Warszawskiego Festiwalu Filmowego:

  • Barash
  • The Program
  • Yakuza Apocalypse
  • Mężczyźni i kurczaki
Historia lesbijskiej miłości prosto z małego, izraelskiego miasteczka. Przeciętny film o dojrzewaniu. PRZECZYTAJ WIĘCEJ
Historia kariery Lance’a Armstronga począwszy od pierwszych sukcesów aż po spektakularny upadek. Niektórym może przeszkadzać zbytnia rozrywkowość filmu Frearsa, ale mnie nie przeszkadzała. PRZECZYTAJ WIĘCEJ
Młody gangster po ugryzieniu przez swojego przełożonego, bossa yakuzy, niespodziewanie otrzymuje wampirze moce. Pluszowa żaba zniszczyła system, WARTO do niej doczekać. PRZECZYTAJ WIĘCEJ
Bracia dowiadują się, że zostali adoptowani, gdy byli dziećmi. Postanawiają odnaleźć biologicznego ojca. Duńska makabreska, która cierpi na brak jakiejś głębszej refleksji. PRZECZYTAJ WIĘCEJ

(1995)

Obiecałem (sobie), że jak co roku opiszę wszystkie filmy, jakie widziałem na Warszawskim Festiwalu Filmowym i słowa dotrzymam. Jedziemy dalej. Przed Wami recenzja filmu Ryuzo i siedmiu najemników aka Ryuzo and the Seven Henchmen aka Ryuzô to 7 nin no kobun tachi. O czym jest film Ryuzo i siedmiu najemników A zacznę nietypowo od streszczenia fabuły, bo męczy mnie wymyślanie śródtytułów, a z tym "fabularnym" nigdy nie ma problemu. Zatem. Bohaterem najnowszego filmu Takeshiego Kitano jest tytułowy Ryuzo. Starszy mężczyzna, który nudzi się na emeryturze mieszkając na doczepkę u swojego syna i jego żony. Traktowany przez dzieci niczym stary dziadzio, utrzymywany…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Emerytowany członek yakuzy postanawia wrócić na przestępczą ścieżkę i skrzykuje w tym celu starych druhów. Świetny pomysł na film, nierówne wykonanie.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.