Keanu Reeves z dwoma młodymi kobietami - recenzja filmu Knock Knock
- Ale sam powiedz. Co niezwykłego jest w tym, że dwie obce laski siedzą u ciebie w domu gołe w szlafroku?

Recenzja filmu Knock Knock, czyli Architekt zawsze puka dwie na raz

Najnowszy film Eliego Rotha powinni bez wątpienia obejrzeć świadkowie Jehowy. Zawsze by ich potem wpuszczano do domów. Przed Wami recenzja filmu Knock Knock.

Historia stara jak świat

Dawno, dawno temu był sobie młody DJ Evan, który kochał być DJ-em. Zawsze wiedział, jakie kawałki ze sobą zmiksować, żeby się zgrały, bo miał to we krwi. Nosił długie włosy, a mieszkając w Hollywood z pewnością nie narzekał na popularność. Szczególnie że podobny był do młodego Keanu Reevesa z Na fali. Pewnego dnia poznał zafascynowaną Gaudim Karen, która chciała zostać artystką. Zakochali się, wzięli ślub, spłodzili dwójkę dzieci. Karen kazała zostawić Evanowi DJ-kę i zająć się architekturą. I zapychając dom jakimiś swoimi rzeźbami podobnymi do niczego cały czas mędziła mu o tym, żeby ściął włosy, bo z krótkimi wygląda przystojniej. I Evan gdzie mógł tam się zgadzał. Po DJ-owaniu została mu konsola w piwnicy, a zamiast z rodziną nad morzem, spędzał Dni Ojca na pracy. Tylko włosy jak miał długie tak długie pozostały. Mijały lata, niby wszystko było w porządku, a pulower był po prostu wygodny, ale w Evanie zbierało się to coś, do rozpalenia czego potrzebna była zaledwie mała iskra.

Albo dwie iskry z czterema cyckami w sumie (Lorenza Izzo, Ana de Armas). Pewnego dnia do drzwi domu Evana zapukały dwie młode dziewczyny, a on nie dostrzegł niczego dziwnego w fakcie, że też są latynoskami jak jego żona (nie ma znaczenia, ale mógłby się trochę zdziwić w końcu mieszkał w Stanach). Przemoczone biedactwa, które zostały wysadzone przez taksówkarza w nieznanej im okolicy. Opustoszałej okolicy, bo wszyscy wyjechali na długi weekend. I tylko Evan sam w domu pilnie pracował nad nowym projektem, którego deadline się zbliżał. Przygarnął dziewczyny, ubrania im wysuszył, szlafroczki dał, herbatę zrobił, po taksę zadzwonił. Chciały mu zapłacić, ale czym nie miały… A nie chwila, miały przecież te cztery cycki w sumie. I Evan się skusił. Po długiej walce z samym sobą, ale się skusił. I tak rozpoczyna się ten film, którego polskie dosłowne tłumaczenie tytułu niespodziewanie nabiera podwójnego znaczenia.

Recenzja filmu Knock Knock

To prawda, co złego piszą w necie o Knock Knock (dziwne, bo wcześniej wszyscy pisali, że wow, ach i w ogóle – chyba potem zobaczyło go więcej widzów niż tylko rodzina :) ). Zgadza się, że nie ma w nim sensu, postaci zachowują się o wiele zbyt irracjonalnie, Keanu za łatwo daje sobą wodzić za nos, aktorsko całość wypada bardzo blado, no i w ogóle nie ma tu żadnej rozwiniętej fabuły poza to, co ustalone zostało w zwiastunie. Nie mówiąc już o trochę telewizyjnej realizacji. To wszystko prawda, ale co z tego? Nie każdy film trzeba traktować na poważnie, nie we wszystkich filmach trzeba doszukiwać się, czy też reżyser coś górnolotnego miał na myśli. Niektóre filmy może zostały zrobione dla funu i nie należy zbytnio przykładać uwagi do reżyserii, aktorstwa czy logiki fabuły, bo tylko ten fun się liczy. Rzucanie jakichś absurdalnych pomysłów przez autorów i szybkie decyzje, żeby dodać je do filmu, nie patrząc na to, czy za daleko odejdzie się od zdrowego rozsądku. Przesadnie wszystko wyolbrzymiając.

Lorena Izzo w szlafroku z ipadem - recenzja filmu Knock Knock

– Cicho! Q napisał reckę. Zobaczmy, czy trzeba go będzie odwiedzić – recenzja filmu Knock Knock

Ostatni jestem do chwalenia filmów Eliego Rotha, bo nie lubię kolesia ani jego filmów, ale akurat Knock Knock oglądało mi się bardzo dobrze. Właśnie dlatego, że szybko zorientowałem się, że nie ma go co traktować na poważnie. Nie jest to komedia, daleko mu do niej i przypisując gatunkowo trzeba by wrzucić Knock Knock do thrillerów, ale jednak napięcia się tu wielkiego nie spodziewajcie. To typowe kino z gatunku co by tu jeszcze mogło się spieprzyć. Wyobraźcie sobie, że zdradzacie swoją kobietę, a potem w głowie rodzą się Wam ze strachu najdziwniejsze konsekwencje tej zdrady. Knock Knock je wizualizuje i nie ma tu mowy o jakimś rozsądnym spojrzeniu na sprawę. Gorzej już chyba bohater Keanu Reevesa wpieprzyć się nie mógł, a męskiemu widzowi odechciewa się zdradzania.

Co najfajniejsze w Knock Knock?

Chyba to, że pomijając zupełnie jakość i sposób wykonania filmu, daje on fajny punkt wyjścia do dyskusji o zdradzie i w ogóle. Knock Knock to wymarzony film do tego, żeby po seansie podzielić widownię na dwie części: męską i żeńską i zapytać się jednej i drugiej, co sądzi o zachowaniu głównego bohatera. Zabawa gwarantowana!

Na początku był Death Game aka The Seducers

Knock Knock to kolejny już efekt współpracy Eliego Rotha z chilijskim reżyserami i scenarzystami Nicolasem Lopezem i Guillermo Amoedo (nudny The Stranger). Na ich koncie jest już denny Aftershock i nie wiadomo jaki The Green Inferno, który od dwóch lat nie może dotrzeć do kina, ale tej jesieni chyba w końcu mu się to udało. Ale przede wszystkim to remake starego jak świat (nie powinienem tak pisać, bo powstał w roku moich urodzin) Death Game aka The Seducers. Ciekawi mogą obejrzeć go TUTAJ.

#FunnyFact
Dwie główne role dziewczyn w Death Game z 1977 roku zagrały Sondra Locke i Colleen Camp. Obie panie są wśród producentów Knock Knock, a Camp zagrała tu nawet małą rólkę z wielkim dekoltem.

(1987)

Nieistotny #FunnyFact już na sam koniec: jednym z bohaterów Knock Knock jest czarny buldożek francuski Monkey. Prywatnie występująca w Knock Knock Lorenza Izzo ma białego buldożka francuskiego Monkeya:

Feliz sábado mañanero con la Monkey! // happy Saturday with the monkers! ???

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Lorenza Izzo (@lorenzaizzo)

Najnowszy film Eliego Rotha powinni bez wątpienia obejrzeć świadkowie Jehowy. Zawsze by ich potem wpuszczano do domów. Przed Wami recenzja filmu Knock Knock. Historia stara jak świat Dawno, dawno temu był sobie młody DJ Evan, który kochał być DJ-em. Zawsze wiedział, jakie kawałki ze sobą zmiksować, żeby się zgrały, bo miał to we krwi. Nosił długie włosy, a mieszkając w Hollywood z pewnością nie narzekał na popularność. Szczególnie że podobny był do młodego Keanu Reevesa z Na fali. Pewnego dnia poznał zafascynowaną Gaudim Karen, która chciała zostać artystką. Zakochali się, wzięli ślub, spłodzili dwójkę dzieci. Karen kazała zostawić Evanowi DJ-kę…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Kochający ojciec rodziny ulega urokowi dwóch młodych dziewcząt i spędza z nimi upojną noc. Lektura obowiązkowa dla każdego, komu po głowie chodzi zdrada.

15 odpowiedzi

  1. Coś ostatnio jesteś rozrzutny i sporo wysokich ocen. Po zwiastunie zapowiada się co najmniej 5. Mnie nie skusił na wycieczkę do kina.
    Do kompletnej recki brakuje odpowiedzi na pytanie: Są cycki? :]

  2. Quentin

    Są :).

    Mnie zwiastun zachęcił. Oceny jak zawsze wysokie, bo shitów nie oglądam ;).

  3. Dobrze, że ktoś już mnie uprzedził, bo miałem to samo pytanie zadać, czy są. Bo dla Keanu i Rotha to bym się nie skusił, ale w zaistniałej sytuacji… 😉

  4. Quentin

    Tyłki też są 😉

  5. W „Solaris” Soderbergha też był, ale chyba nie ten co trzeba. 😉 😀

  6. Eee tam, małe stężenie „momentów”. Jestem zawiedziony _-_
    Napisał bym coś więcej, ale ktoś puka do drzwi…

  7. Zgadzam się z kolegą. Za mało momentów by uratować film (chociaż na blondynę nawet w ubraniu miło było patrzeć :) ). Zachowanie męskich postaci (Keanu i ten gej od wystawy) gdzieś pomiędzy nieudacznictwem a żenadą. Główny bohater mógł kilka razy uciec albo natrzaskać tym babom a on się potykał o własne nogi (no, dobra, o coś tam innego, ale to i tak słabe było). Poza tym Roth znów nie wiedział, czy robi ten film na serio, czy dla jaj. Zrobiłby całkiem dla jaj, przerysował, rzucił więcej krwi i cycków i byłoby fajnie. A tak jest nierówno i generalnie o pół albo i gwiazdkę niżej, niż tu oceniono.

  8. Quentin

    Ej, gej był zajebisty! :) Suko, wychowałem się gdzieś tam! – najlepsza scena w całym filmie.

  9. Zwłaszcza jak biegał za inhalatorem niczym dzieciak w podstawówce. 😛

  10. Jak chcecie pooglądać dużo gołej baby w menstrimie to polecam La belle noiseuse / Piękna złośnica (1990), ewentualnie Lifeforce / Siła witalna (1985).

  11. Quentin

    No ale to normalna rzecz z tym inhalatorem. Zabrały mu jedyny pewnik w tej sytuacji i zaczął panikować. Nigdy tak nie masz? Bo ja wiem, wychodzisz gdzieś z domu i się spieszysz. To do ogarnięcia, tamto, nie zapomnieć wziąć tego, sprawdzić tamto, a już trzeba wychodzić. Na szczęście o kluczach nie trzeba pamiętać i się nimi przejmować, bo zawsze wiszą na kołku, czy gdzie tam trzymasz klucze. Ogarniasz wszystko, możesz wychodzić, kluczy oczywiście nie ma tam, gdzie zawsze były, a już od pięciu minut musisz być poza domem. I co? Spokojny jesteś? 😛

  12. Quentin

    Po co oglądać całą złośnicę? Wystarczy fotki Emaniuel pooglądać :).

  13. Widzisz… fetysze są różne, przecież od razu można rzucić tekstem: po co oglądać golasy w filmie, skoro jest porno w internecie. A może kogoś właśnie to kręci, że niby normalne kino, a tu proszę: jakaś znana aktorka chodzi bez gaci. Swoją drogą, niby widziałem już wszystko, a kiedyś wybrałem się do teatru na nowoczesną sztukę i zupełnie mnie wzięli z zaskoczenia śmiałością scen.

  14. Quentin

    Z teatrem to nigdy nic nie wiadomo. Ja raz poszedłem i całkiem goły Bosak jeździł po scenie na rowerze.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.