The Stranger Nieznajomy Eli Roth Chile

Chiler* – recenzja filmu The Stranger

Nie do końca wiadomo, kto wpadł na ten pomysł, że Chile może się stać jednym z głównych ośrodków światowej kinematografii, ale tak obserwuję jednym okiem i widzę, że najwyraźniej Chilijczycy próbują. Co i rusz (zachowując stosowne proporcje) wpadam na jakiś chilijski film, a już na pewno o wiele częściej niż na filmy z Ekwadoru, San Marino czy Tadżykistanu.

Spora w tym zasługa mojego „ulubionego” Eliego Rotha, który Chile odwiedza, w Chile kręci, a także współpracuje z chilijskimi twórcami. A teraz wpadł na pomysł, że będzie mecenasem dla niejakiego Guillermo Amoedo i zezwoli na użycie swojego nazwiska na plakacie jego drugiego w karierze pełnometrażowego filmu. Ale czego się nie robi dla kumpla, który napisał mu już trzy filmy. Najpierw był średniooglądalny Aftershock (1. Roth tu m.in. zagrał, reżyserem był Nicolas Lopez; 2. nie mylić ze świetnym Aftershock) potem wciąż czekający na swoją kinową premierę kanibalistyczny The Green Inferno, a już niedługo do kin trafi Knock, Knock, w którym dwie gołe małolaty będą robić koło pióra ojcu rodziny i właścicielowi buldoga francuskiego – Keanu Reevesowi.

Takich atrakcji nie ma niestety w The Stranger. A co jest? Niewiele.

Bohaterem filmu jest tajemniczy brodacz, tytułowy Nieznajomy. Pojawia się on w kanadyjskim miasteczku (tak napisane na IMDb, ale na moje oko wygląda to jednak na chilijskie miasteczko stylizowane na kanadyjskie miasteczko; a właściwie to wygląda na przypadkową lokację byle gdzie), w którym mieszka jakieś osiem osób, przypadkiem wszystkie związane z Nieznajomym. Brodacz szuka jakiejś kobiety, o którą wypytuje miejscowego graficiarza. Wkrótce ich losy zwiążą się jeszcze bardziej, gdy Brodacz zostanie zabity (no tak :) ) przez grupę zbuntowanej młodzieży. A śledztwo rozpocznie Tomasz Zubilewicz.

policjant mierzący z pistoletu do więźnia

„The Stranger” to aktorski debiut znanego pogodynka – Tomasza Zubilewicza.

O ile rozumiem ideę promowania młodych, zdolnych twórców, którzy potrafią stworzyć coś świeżego i niebanalnego, to nie rozumiem po co promować swoim uznanym już nazwiskiem dzieła zwyczajnie przeciętne. Ja wiem, że Rotha w życiu spotkało to samo ze strony Quentina Tarantino :P, ale czy to oznacza, że trzeba aż tak ślepo małpować? Nie ma bowiem w The Stranger nic poza przeciętnym, niskobudżetowym filmem z chilijskimi aktorami najwyraźniej zdubbingowanymi po to, żeby lepiej brzmieć po angielsku. Gdyby choć był jakoś okropnie zły, to już byłoby to jakimś punktem zaczepienia, że reżyser potrafi nakręcić wybitnie zły film. Ale nic z tych rzeczy. The Stranger jest tak nieoryginalnym i… poprawnie zrobionym filmem, jak tylko się da. A w przypadku produkcji, która zahacza o krwawy thriller z elementami horroru poprawność jest słabością. Poprawnych było juz milion dwieście tysięcy filmów. OK, Amoedo potrafi zrobić film. I co z tego?

The Stranger stratą czasu jest, zapewniam.

*Ale wymyśliłem, nie? Chiler #hehehe!

Nie do końca wiadomo, kto wpadł na ten pomysł, że Chile może się stać jednym z głównych ośrodków światowej kinematografii, ale tak obserwuję jednym okiem i widzę, że najwyraźniej Chilijczycy próbują. Co i rusz (zachowując stosowne proporcje) wpadam na jakiś chilijski film, a już na pewno o wiele częściej niż na filmy z Ekwadoru, San Marino czy Tadżykistanu. Spora w tym zasługa mojego "ulubionego" Eliego Rotha, który Chile odwiedza, w Chile kręci, a także współpracuje z chilijskimi twórcami. A teraz wpadł na pomysł, że będzie mecenasem dla niejakiego Guillermo Amoedo i zezwoli na użycie swojego nazwiska na plakacie jego drugiego…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Pojawienie się tajemniczego mężczyzny rozpoczyna serię krwawych porachunków w małym miasteczku. Strata czasu.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.