recenzja filmu Unfriended
- Ręka do góry, komu podobał się "Unfriended"?

Horror w czasach Internetu – recenzja filmu Unfriended

Sorka za te śródtytuły, których będę się starał teraz używać, bo podobno pod SEO zasysają się jako pierwsze 😉 i warto wstawić w nie frazy, których wyszukują internauci. A co, Q-Blog v. 3.0! ;P

Filmy, których akcja dzieje się na ekranie komputerowego monitora

Mimo że wszystko już było – czy to w muzyce, w literaturze, czy gdziekolwiek indziej – kino wciąż szuka nowych sposobów na przyciągnięcie widza przed ekran. Sprzyja temu rozwój technologii, która umożliwia pokazanie danej historii z coraz to nowszych perspektyw i sposobów narracji. Dzięki temu oszałamiającą karierę w ostatnich latach zrobił found footage, który zdążył się już doczekać paru wariacji na temat, w tym wariacji internetowo komunikatorowej. Choć oczywiście można się sprzeczać czy to jeszcze found footage, czy może już zupełnie inna hybryda. Nieistotne w zasadzie.

Nie jest Unfriended (aka Cybernatural aka Offline) pierwszym filmem, którego akcja rozgrywa się na ekranie monitora komputerowego (uprzedziły go The Den i Open Windows) i z tego powodu na pewno nie robi już takiego wrażenia jak mógłby. Zwykle w takiej sytuacji pojawia się szczególne zagrożenie opinią „ale to już było” i czasem takie skojarzenie z czymś, co już oglądaliśmy całkiem pogrąży film. Ale czasem w niczym to nie przeszkadza. I tak właśnie jest w przypadku Unfriended. Szczególnie że i tak przyjęta konwencja – film w całości rozgrywany na oknach programów komputerowych – ogranicza do właściwie jednego tylko rozwoju fabuły, więc dopóki nie powstanie dwadzieścia takich samych filmów, to dwa czy trzy nikomu nie zaszkodzą. Lepiej już podziwiać sprawność, z jaką zostały zrealizowane i twórcze wykorzystanie możliwości wydawałoby się, że całkowicie ograniczających film w tradycyjnym tego słowa znaczeniu.

Cyberseks w filmie Unfriended

Miłe złego początki

O czym jest film Unfriended?

A jednak fabuła Unfriended się klei, nie ma potrzeby do uciekania się do sztuczek i chwilowych zmian konwencji (jak te nieszczęsne sceny w found footage’ach, gdy nagle pojawiają się zdjęcia operatora subiektywnego, nie uczestniczącego w akcji filmu, jak np. w The Sacrament Ti Westa), a film, choć rozgrywający się w czasie rzeczywistym, nie ma przestojów i dłużyzn. Dlatego nie aż tak ważne, że jest podobny do opartych na bliźniaczym pomyśle The Den czy Open Windows. Poza tym, choć do końca nie pamiętam tych dwóch, zdaje się, że akurat ich akcja w czasie rzeczywistym się nie działa, przez co Unfriended, kto wie, może i ma dla kina coś nowego. Poprawcie mnie, jeśli się mylę. Choć nie, chyba jednak Open Windows Nacho Vigalondo też rozgrywało się w real-time’ie. Łotewer. Unfriended to produkcja naszych czasów – nakręcona w 12 dni w jednym domu.

Fabułę Unfriended rozpoczyna samobójstwo prześladowanej w Internecie nastolatki zarejestrowane kamerą telefonu i umieszczone na serwisie Live Leak. Ogląda je w necie główna bohaterka filmu, której ekran laptopa będziemy obserwować przez nastepne 80 minut filmu. Wkrótce potem rozpoczyna na skajpie rozmowę ze swoim chłopakiem, by za chwilę połączyć się grupowo ze znajomymi. Oprócz nich do transmisji dołącza tajemnicza osoba bez avatara, której nie sposób usunąć. Okazuje się, że nadaje ona z konta samobójczyni. Nie trzeba będzie dużo czasu, by na jaw zaczęły wychodzić skrywane tajemnice wszystkich bohaterów.

Boże strzeż mnie od przyjaciół

W ten sposób mógłby się też zacząć obyczajowy dramat, ale Unfriended jest nim tylko troszkę, bo przede wszystkim to jednak rasowy horror. Ale nie z gatunku tych, co to przestraszą na śmierć. Widzowie, którzy szukają w horrorze tylko tego przestrachu nie będą mieli tu czego szukać. Unfriended preferuje raczej widzów, którzy potrafią docenić starania reżysera. Choć na pewno trzeba mieć trochę cierpliwości. Mnie na przykład nie do końca odpowiadał zbyt nadprzyrodzony aspekt całego widowiska (może źle brzmi to „widowisko”, bo jednak ograniczony do przekazu z kamerek internetowych Unfriended nie jest wizualnym rajem) i wpływ nieznajomego uczestnika konwersacji na elektronikę. Dzięki niemu potrafił kontrolować komputery innych w sposób raczej niedostepny dla najlepszego nawet hakera. I cóż, to na pewno trzeba zaakceptować, jeśli chce się dobrze bawić.

Jako się rzekło w filmie nie ma przestojów, cała akcja rozgrywa się na ekranie jednego monitora pomiędzy skajpem, gmailem, winampem itepe, jest sporo zwrotów akcji – choć niektórzy mogą narzekać, że reżyser (Gruzin (!) Levan Gabriadze, który cztery lata temu zadebiutował komedią Wykrętasy z Millą Jovovich) ułatwił sobie sprawę nie dołączając do konwersacji w zasadzie nikogo sympatycznego – i fajny myk z finałową grą. Nudzić się nie będziecie, tylko musicie się dobrze skupić, bo często za jednym zamachem trzeba śledzić dialogi i konwersacje w oknie internetowego komunikatora, więc odpada oglądanie z piwem i dyskusjami.

(1944)

Sorka za te śródtytuły, których będę się starał teraz używać, bo podobno pod SEO zasysają się jako pierwsze ;) i warto wstawić w nie frazy, których wyszukują internauci. A co, Q-Blog v. 3.0! ;P Filmy, których akcja dzieje się na ekranie komputerowego monitora Mimo że wszystko już było - czy to w muzyce, w literaturze, czy gdziekolwiek indziej - kino wciąż szuka nowych sposobów na przyciągnięcie widza przed ekran. Sprzyja temu rozwój technologii, która umożliwia pokazanie danej historii z coraz to nowszych perspektyw i sposobów narracji. Dzięki temu oszałamiającą karierę w ostatnich latach zrobił found footage, który zdążył się już…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Do skejpowej konwersacji grupki licealnych znajomych dołącza tajemniczy uczestnik. Warto choćby dlatego, że całość rozgrywa się na jednym ekranie komputera pomiędzy oknami uruchomionych programów.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.