Arnold Schwarzenegger jako Terminator w filmie Terminator Genisys
Skończy (m)Arnie?

Poszedłbym odc. 78

Sentymentalnych powrotów ciąg dalszy. Po szalonym Maksie i krwiożerczych dinozaurach przyszła kolej na powrót najsłynniejszego cybernetycznego organizmu w historii kina.

Terminator: Genisys (2015) Poszedłbym 

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że będzie źle. Plastikowe zwiastuny nie zachęcają, wśród recenzji trudno znaleźć te pozytywne, ocena na rotentomatosach i innych metakritikach oscyluje w okolicach tragedii, a reżyser filmu Alan Taylor narzeka, że w kampanii promocyjnej zdradzono największy twist i nie ma się jak bronić przed konkurencją? A ta jest silna, bo Mad Max: Na drodze gniewu niemal jednogłośnie został oceniony jako arcydzieło, a Jurassic World bije jeden za drugim rekord wpływów z kas biletowych. Terminator: Genisys zdaje się, że jest skazany na porażkę.

Ale poszedłbym przez sentyment do Arnie’ego i na pewno zielonego słowa dotrzymam. W końcu trzeba wiedzieć co w trawie piszczy i trzymać rękę na kinowym pulsie. Ale nie za karę odwiedzę kino, ani nie z obowiązku. Po prostu chcę to zobaczyć, a nuż krytyczne recenzje są nietrafione. Na to liczę, choć nadziei nie mam.

PS. Jakby tego było mało, Marek Kuprowski, mój ulubiony recenzent, właśnie (piszę te słowa w środę) wysłał w stronę Terminator: Genisys pocałunek śmierci. Jest filmem zachwycony

W głowie się nie mieści [Inside Out] (2015) Poszedłbym 

O ile recenzje miażdżą Terminatora: Genisys, to już W głowie się nie mieści znajduje się na drugim biegunie barometru odczuć widzów. Wszyscy chwalą, wszyscy się zachwycają, wszyscy peany wygłaszają pod adresem studia Pixar, co odważniejszy krzyknie, że to ich najlepszy film od lat. Dla dorosłych, dla dzieci, dla wszystkich. Ulegli jakiejś zbiorowej hipnozie? Chyba nie.

Nie jestem kompetentny w temacie animków, wiadomo, że ich nie lubię. Ale czasem jakaś animacja mi podejdzie. Podejrzewając, że to może być taka animacja – zielone światło.

Życiem Riley kieruje 5 emocji: Radość, Strach, Gniew, Odraza i Smutek. Gdy przeprowadzi się z rodzicami do San Francisco, górę nad Radością wezmą inne emocje. (Opis dystr.)

Idol [Danny Collins] (2015) Poszedłbym 

Ciąg dalszy kinowego festiwalu z Alem Pacino. Po zeszłotygodniowej premierze Manglehorn teraz czas na Idola. I trzeba przyznać, że ze zwiastuna Idol prezentuje się o niebo lepiej od poprzednika. Łatwo, przyjemnie i lekko, ale – co najważniejsze – nie za lekko.

Po Alu Pacino widać, że nie męczy się rolą i chyba nie ma powodu, żeby to robić. Kiedy jego koledzy na stare lata otrzymują scenariusze, których 20 lat temu nie dotknęliby nawet palcem, Alowi chyba w końcu udało się dorwać coś na miarę swojego talentu. Zachowując oczywiście stosowne proporcje wynikające z jego wieku. I dobrze, bo też od dłuższego czasu był w tej samej grupie co ww. koledzy.

Nowa dziewczyna [Une nouvelle amie] (2014) Nie poszedłbym 

Nie trzeba być specjalnie spostrzegawczym, żeby po obejrzeniu zwiastuna najnowszego filmu Francoisa Ozona i przejrzeniu obsady na Filmwebie domyślić się, kim jest owa tytułowa nowa dziewczyna. Zresztą, z tego, co piszą ci, którzy film już widzieli – nie ma to większego znaczenia, bo prawda w filmie dość szybko wychodzi na jaw.

Czyli już wiadomo, że nie będzie to jakiś mroczny thriller z twistem, a raczej analiza i interpretacja radzenia sobie po stracie czy wypalenia w związku. A dla takich filmów kino raczej nie jest potrzebne. Przynajmniej dla mnie.

Choć nie wygląda to źle, na pewno da się obejrzeć.

Randka z królową [A Royal Night Out] (2015) Poszedłbym 

Oczywiście nie kusi mnie slogan o kobiecej wersji Jak zostać królem (nie wiem, co ma piernik do wiatraka, wygląda na to, że poza brytyjską rodziną królewską to nic) oraz zdaję sobie sprawę, że przede mną film o miłości niemożliwej, jakich wiele. Ale wygląda to sympatycznie, a ostatnimi czasy trudno o po prostu sympatyczny film.

Rzymskie wakacje ani Notting Hill toto nie będą, a młoda księżniczka wyrośnie na poważną babcię z kijkiem w tyłku ;), ale co najmniej na fajny seans w domu powinno wystarczyć.

Klauni [Clownwise] (2013) Nie poszedłbym 

Przykro mi, ale na film, który od dawna jest dostępny na blureju z polskimi napisami, jaki by to nie był film – do kina się nie wybiorę.

W branży klaunów nie ma lekko! Wiedzą o tym Oskar, Max i Victor, którzy niegdyś, jeszcze w czasach komunizmu, byli u szczytu popularności. Niestety, ich kariera załamała się w wyniku idiotycznej kłótni. (Opis dystr.)

A pomijając to kategoryczne zdanie na początku – wygląda, że może być nieźle, jak to z czeskimi filmami obyczajowymi bywa. Oczywiście, jak ktoś w ogóle lubi klaunów.

Yes Meni idą na rewolucję [The Yes Men Are Revolting] (2014) Poszedłbym 

Zauważyłem pewien problem – coś ostatnio mało wybitnie kiepskich filmów, którym bez bólu można wręczyć czerwonego Poszedłbyma. Z tego powodu wygląda na to, że kina pełne są filmów, które obejrzeć warto. A to złudne – ot nie są to filmy złe na tyle, żeby im krzywdę robić. A prawda, jak zwykle, leży pośrodku.

To już trzeci film o przygodach Yes Menów. Nie widziałem żadnego, ale właśnie sobie uświadomiłem, że to mógł być błąd spowodowany kojarzeniem ich z komedią z Jimem Carreyem Jestem na tak. A chyba nie powinienem tak kojarzyć.

Tak czy owak ze zwiastuna wynika, że Yes Meni idą na rewolucję to film w stylu starego dobrego Michaela Moore’a. Czyli warto go zobaczyć.

2 odpowiedzi

  1. Nie jestem psychofanem Terminatora (tyle tytułem wyjaśnienia). Film mi się podobał, trudno się nie zgodzić z Kuprowskim, że nie każdemu się spodoba co zostało zrobione z niektórymi postaciami. Ja przez 1/3 filmu przyzwyczajałem się do aktora grającego Reese a raczej do rozmiarów jego szczęki.
    Sam terminator (film) na plus – lepszy od Jurasica (który jest ok ale nie rozumiem tych peanów pochwalnych w necie na jego temat). Maksowi nie podskoczy.

    W recenzji Kuprowskiego przeraziło mnie:
    „Helms ma też być gwiazdą nowej „Nagiej broni” – jak twierdzi jeden z twórców oryginału, David Zucker, filmu zapowiadającego się tak beznadziejnie, że nie chce mieć z nim nic wspólnego.”
    WTF!

    Ps ciekawostka z seansu trailerów przed termiantorem.
    Osoby dramatu
    Żona – po 40 torba pełna słodyczy w szeleszczących papierkach
    Mąż – po 40, typp człowieka który czyta napisy na głos – pomyślicie pewnei pod nosem – NIE, na głos!

    Na ekranie trailer tego filmu w którym się Ben Królobójca zamienia w Rayana Reynoldsa. Na ekranie ten drugi.
    M: Zobacz ten film z tym akatorem, zobacz, zobacz no gdzie on grał?
    Ż: Ten ? No on grał w tych no takich filmach.

    Na ekranie Emilka C.
    M: Zobacz, wiesz w jakim filmie ona grała?
    Ż: Nie, w jakim?
    M: Grze o tron.

    Ż: Kogo?
    M: Blondynę.

  2. Quentin

    Nic nie wiem o „Nagiej broni”, ale aż tak nie śledzę newsów póki się trailer nie pokaże. Na razie będą bezcześcić „Wakacje w krzywym zwierciadle”.

    Hehe (widzowie). Mnie zawsze w takich z szeleszczącymi torebkami fascynuje, że z szeleszczeniem czekają zwykle na ten moment, kiedy jest zupełnie cicho. Jakby nie mogli poczekać tych dwóch minut, jak za chwilę Los Angeles się będzie walić i nie będzie słychać jak szeleszczą.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.