po wybuchu miny lądowej, recenzja filmu Kajaki
Kajaki, reż. Paul Katis

To nie jest film o spływie kajakowym! – recenzja filmu Kajaki

Filmy z takim tytułem jak Kajaki mają na starcie gorzej. Trudno się powstrzymać przed uśmieszkiem na jego widok, uwagami typu „ale gdzie są w tym filmie kajaki?” i w ogóle człowiek zabiera się za oglądanie, ale mu te tytułowe kajaki brzęczą w głowie i nie dają się skupić. No wymarzony wprost materiał do prostackich żartów (żeby nie było, sam zajawiłem jego zwiastun tekstem o braku kajaków). Z drugiej strony tym lepiej widać, że twórcy filmu zrobili dobrą robotę, gdy szybko przestaje się o kajakach myśleć – a tak jest w przypadku tego filmu. Pożartowaliśmy, ale spokój już, bo nie ma z czego żartować.

Przez niektórych nieco na wyrost określany najlepszym brytyjskim filmem wojennym, Kajaki (nominacja do BAFTY dla Paula Katisa i Andrewa de Lotbiniere’a za debiut reżysersko-scenariuszoproducencki; przegrzmocili z twórcami Pride aka Dumni i wściekli) rzeczywiście wznosi się na więcej niż solidny poziom od początku przykuwając uwagę widza najpierw pięknymi pustynnymi krajobrazami, a potem już prostą, ale emocjonującą fabułą, która trzyma w napięciu do samego końca. Trudno właściwie wskazać w nim jakieś wady może poza tą, że prawdziwa historia, na której się opiera mogłaby być jednak… jeszcze trochę bardziej dramatyczna. To oczywiście mało znaczący paradoks (a ja przesadzam), bo cóż twórcy filmu winni, że pod koniec nie przylecieli kosmici i Chuck Norris? Ale z pewnością wywarłby jeszcze większe wrażenie, gdyby życie dopisało kilka dodatkowo dramatycznych scen.

Afganistan, rok 2006. Bohaterami filmu są brytyjscy żołnierze broniący posterunku na tytułowej tamie Kajaki przed talibańskimi bojownikami. Pewnego dnia zauważają wrogi oddział rozstawiający w pobliżu drogową blokadę. Sprawa wymaga interwencji – kilkuosobowy oddział rusza w kierunku blokady, ale nie dane im tam dotrzeć. W połowie drogi trafiają na pole minowe, na którym zostaną już do końca filmu próbując przetrwać.

Słowo się rzekło: fabuła jest prosta. Kilku żołnierzy, których zdążyliśmy dobrze poznać w pierwszych minutach filmu natrafia na śmiertelną pułapkę bez łatwego wyjścia. Talibanem się nie przejmujemy, bo w tej opowieści nie ma w zasadzie czarnych charakterów (poza minami). Jest tylko walka o przeżycie, która przez grozę sytuacji tym lepiej przybliża nam wojskową codzienność i to, z czym zmuszeni są radzić sobie żołnierze. Jak to bywa w najlepszych filmach wojennych na pierwszy plan szybko wysuwa się tu szeroko pojęte braterstwo broni i trudne wybory, które szybko muszą podejmować bohaterowie chcąc ratować swoich przyjaciół. Poświęcenie, odwaga, przyjaźń – tym przesiąknięty jest film Katisa. Oraz niepewnością czy przy kolejnym kroku znów coś nie wybuchnie – sam się raz kawą oblałem podczas niespodziewanego wybuchu. Stanowi to naprawdę interesującą mieszankę sprawiając, że Kajaki w jednej chwili z migawki z frontu zmienia się w emocjonujący thriller, w którym nigdy nie można być pewnym, co wydarzy się w następnej sekundzie.

Kajaki bez wątpienia jest dużym sukcesem niezależnego kina (po części sfinansowany dzięki crowfundingowi), który warto obejrzeć i docenić. Nie pożałujecie.

(1915)

Filmy z takim tytułem jak Kajaki mają na starcie gorzej. Trudno się powstrzymać przed uśmieszkiem na jego widok, uwagami typu "ale gdzie są w tym filmie kajaki?" i w ogóle człowiek zabiera się za oglądanie, ale mu te tytułowe kajaki brzęczą w głowie i nie dają się skupić. No wymarzony wprost materiał do prostackich żartów (żeby nie było, sam zajawiłem jego zwiastun tekstem o braku kajaków). Z drugiej strony tym lepiej widać, że twórcy filmu zrobili dobrą robotę, gdy szybko przestaje się o kajakach myśleć - a tak jest w przypadku tego filmu. Pożartowaliśmy, ale spokój już, bo nie ma…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Oddział brytyjskich żołnierzy stacjonujących w Afganistanie walczy o przetrwanie na polu minowym. Emocjonujący thriller o przyjaźni i poświęceniu.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.