Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Vin Diesel cudem ratuje się od śmierci w wybuchu zdjęcie z filmu szybcy i wściekli 7
Szybcy i wściekli 7 - fot. screen z Youtube

Poszedłbym, odc. 66

Zacznijmy od dobrej wiadomości. Być może 10 kwietnia 2015 roku skończył się ten beznadziejny filmowo rok 2015 i teraz będzie tylko lepiej. Jedna jaskółka co prawda wiosny nie czyni, ale ważne, że w końcu jest. A tą jaskółką:

Szybcy i wściekli 7 [Furious 7] (2015) –  Poszedłbym 

Szkoda, że zdjęcia do siódmej części F&F upłynęły pod znakiem nieszczęśliwej śmierci Paula Walkera. Sympatyczny aktor zdążył jeszcze przed śmiercią zagrać większą część swojej roli, ale pisząc w kontekście tego filmu nie sposób przejść obojętnie wobec tragedii aktora i pominąć jej milczeniem. Był Walker jednym ze znaków rozpoznawczych serii i będzie go brakować, nie ma wątpliwości.

Choć nie powinno negatywnie wpłynąć na samą serię. Wręcz przeciwnie, bo dodaje temu – słynącemu z nieprawdopodobnych wyczynów kaskaderskich i zaprzeczającej prawom fizyki akcji – filmowi ludzkiej głębi. Nie da się chyba uniknąć smutnych refleksji na widok Walkera, a i podejrzewam, że w tym 100% rozrywkowym filmie można spodziewać się wobec tego sporej nutki zadumy.

Nie wiem co by się musiało stać, żeby F&F7 się nie udał. Do już dobrej obsady dołączają m.in. Jason Statham i Tony Jaa, co pod względem filmowej rozpierduchy powinno wynieść siódemkę na jeszcze wyższy poziom. Nie pozostaje więc nic innego jak tylko iść do kina i nieźle się bawić. A potem czekać na ósemkę. Już bez Walkera.

Dom [Home] (2015) –  Nie poszedłbym 

Steve Martin, Rihanna, Jennifer Lopez, Jim Parsons – wszyscy oni zostaną zagłuszeni przez dubbing. I to jeszcze jeden powód do tego, żeby nie lubić animek.

Wygląda jednak na to, że w zalewie animowanej kinowej tandety ta produkcja studia DreamWorks Animation to w końcu jakiś porządny wybór dla spragnionej dobrej animacji widowni. Dlatego nieposzedłbym nie świeci na czerwono i jeśli szukacie jakiegoś tytułu do rodzinnej wizyty w kinie – możecie chyba spróbować.

Główny bohater animowanego filmu studia Dreamworks Dom Home

Dziwnie się ten kosmiczny koleżka nazywa… – fot. screen z Youtube

W kręgu [Der Kreis] (2014) –  Poszedłbym 

Sam do końca nie wiem, jak czytać poszczególne zestawienia (nie)poszedłbymów i kolorów, ale w tym konkretnym przypadku pomarańczowy kolor oznacza: z chęcią zobaczę w domu.

„W kręgu” to tego(zeszło)roczny szwajcarski kandydat do Oscara. Nominacji ostatecznie nie otrzymał, ale wygląda na porządne i przede wszystkim ciekawe kino. Z modnym tematem LGBT osadzonym w historycznym kontekście połowy lat 50. ubiegłego wieku. Oto nieśmiały nauczyciel zakochuje się w drag queen, a liberalna Szwajcaria przestaje być liberalna.

Ciekawe, prawda?

Dystans [La distancia] (2014) –  Nie poszedłbym 

Przetrzymywany w opuszczonej syberyjskiej elektrowni artysta zleca karłom-telepatom kradzież tytułowego przedmiotu. (Opis dystr.)

Surrealizm to nie dla mnie, dlatego dziękuję, postoję. Choć takie recenzje zawsze na propsie:

W długie melancholijne ujęcia i ciężką atmosferę wpisano mocno komiksowe wątki telekinezy i supermocy, sprowadzając do popkulturowego parteru Tajemnicę i Sacrum, którymi ociekał modernizm Tarkowskiego. To, co we współczesnym nurcie „kina kontemplacji” przyjmuje się z nabożną czcią, raczej kontynuując, niż kwestionując, Caballero przewraca na nice, sięgając po tradycje przedwojennej awangardy zafascynowanej kulturą masową. – Marcin Stachowicz

Ze wszystkich sił [De toutes nos forces] (2013) –  Poszedłbym 

Trwa ocieplanie wizerunku… triathlonu. Jeszcze nie tak dawno konkurencji niszowej, a teraz olimpijskiej, uprawianej przez gwiazdy między bieganiem, a wakacjami nie z biurem turystycznym w Birmie.

Jakoś nie mogę się ciągle przyzwyczaić do tych „nowych” konkurencji sportowych. Chciałbym pooglądać konkurs drużynowy mężczyzn na normalnej skoczni, a mam jakieś muldy i inne skoki mieszane. Itd. itp. Stąd mój lekko zgryźliwy wstęp.

Natomiast wracając do filmu – mignął mi gdzieś w kinie jego zwiastun i wygląda to pozytywnie. Niepełnosprawny syn, macho ojciec z problemem, wyczerpujące zawody w triathlonie. Wiadomo – przez sport do zrozumienia i akceptacji. Znamy to, lubimy, widzieliśmy nie raz. Szału nie ma się co spodziewać, ale solidnego kina już tak. Takiego podnoszącego na duchu, czyli potrzebnego.

Selma (2014) –  Poszedłbym 

Nie zrobiła na mnie „Selma” dużego wrażenia. Na pewno można to było wszystko opowiedzieć o dużo lepiej. Ale i narzekać za bardzo na co nie mam. Jest tutaj wszystko, co powinno być w każdym porządnym biopiku. Jest fajna i zmieniająca świat historia, jest dobra obsada, jest oskarowa piosenka. Tylko zachwytu nie ma.

Ale chyba warto rzucić na to okiem na dużym ekranie. Choć tylko wtedy, jeśli stara się zaliczyć wszystkie co ważniejsze filmy w kinie. Bo jak na wizytę raz na miesiąc to warto zostawić sobie ją na inny tytuł.

Martin Luter King - w jego roli David Oyelowo - przemawia, zdjęcie z filmu Selma

Teatr mój widzę ogromny! A nie, zaraz… – fot. screen z Youtube

Z jednej krwi [Mange tes morts] (2014) –  Nie poszedłbym 

Poklikałem tu i ówdzie, poczytałem co zacz, odkryłem, że film już jest na DVD – wszystko to złożyło się na brak ciepłych uczuć pod adresem tej mieszanki thrillera, westernu i kina drogi.

18-letni Jason Dorkel należy do żyjącej na uboczu, francuskiej społeczności wędrowców. Zbliża się dzień jego chrztu, gdy po wieloletniej odsiadce wychodzi z więzienia Fred – jego starszy brat – wywracając świat Jasona do góry nogami. Razem bracia Dorkel wyruszają na wyprawę, by dokonać ostatniego skoku, którego stawką będzie drogocenny ładunek. (Opis dystr.)

Svein i szczur [Svein og rotta] (2006) –  Nie poszedłbym 

Film z 2006 roku. Żarty jakieś. I kolejne potwierdzenie mojej teorii o wepchnięciu polskim dystrybutorom familijnego szrotu z całej Europy.

Svein i Halvorsen to nierozłączni przyjaciele. Zdaniem kolegów Sveina, nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Halvorsen to… szczur. (Opis dystr.)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.