Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Poszedłbym, odc. 46

Po 5 Smakach (jeszcze trochę recenzji z niego będzie, spokojnie) przyszedł czas na Sputnika. A co oprócz tego (łorany, ile filmów, trzeba się streszczać):
 

Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1 – Nie poszedłbym

Ale pójdę, co poradzić! Widziałem dwie pierwsze części, to przecież nie będę się wycofywał przed końcem. Gdyby nie to, to bym nie poszedł.

Sprawa jest o tyle jasna i prosta, że w przypadku tego filmu łatwo o decyzję. Jeśli się nie widziało dwóch poprzednich części, to nie ma sensu zaczynać od trzeciej. Jeśli się odpadło po pierwszej, to nie ma sensu sprawdzać, czy może w trzeciej jest lepiej. Oczywiście można zrezygnować po dwóch częściach, ale według mnie to bez sensu.

Nawet jeśli przewiduje się, że film będzie marny. Bo moim zdaniem będzie. To nie żadna niechęć czy fanaberia, a zwykła logika. Rozbijają ci finałową część trylogii na dwa odcinki i co? To, co najlepsze dadzą w pierwszej części? A w życiu! Obstawiam, że czeka nas podobna sytuacja jak w przypadku części drugiej – odcinek przejściowy w drodze do sedna. Coś jak hitowy mecz piłkarski, który zwykle na dobre zaczyna się po przerwie. Albo po strzeleniu gola, co psuje analogię.

Jedyne, co mnie ciekawi w tym przypadku to zobaczenie, jak poradzili sobie ze śmiercią Hoffmana. Niby już AFAIR 75% filmu miał nakręcone, ale zawsze pozostaje reszta. Choć i tak wiadomo, że tak to zrobią, że nawet się nie zauważy.
 

Panny młode – Poszedłbym

Nic nie wiem o tym filmie, ale teraz trochę o nim poczytałem i wygląda na kino, które lubię. Może niekoniecznie w kinie (stąd żółty kolor), ale w domu na pewno do obejrzenia.

Krawcowa Nutsa poślubia Goga, ojca swoich dzieci. Ceremonia jest krótka, ponieważ Goga jest w więzieniu, w którym będzie przebywał przez kolejne sześć lat. Poślubiając go, Nutsa uzyskuje prawo do widzenia z mężem raz w miesiącu. Jej dzieci nie chcą jej towarzyszyć w comiesięcznych wizytach, ponieważ ojciec stał się im całkowicie obcy. Pewnego dnia w pracy, Nutsa spotyka innego mężczyznę. (Opis dystr.)

Dobrego obyczajowego kina dla ludzi, a nie dla krytyków – nigdy dość.
 

Totart – Poszedłbym

Oto tytuł, nad którym najdłużej dumałem w trakcie WWF-u: iść, czy nie iść. Ostatecznie nie poszedłem, ale tylko dlatego, że staram się tam nie chodzić na filmy, które wiem, że potem i tak spokojnie będzie można obejrzeć.

A mowa o dokumencie o gdańskiej formacji artystycznej TOTART, która swoimi obrazoburczo-prześmiewczymi ujawnieniami rozsadzała ponurą, PRL-owską rzeczywistość lat 80-tych ubiegłego wieku (Opis dystr.).

Liczę na dwa haiku i jeden głupi dowcip w trakcie seansu. No i na ciekawą historię o ponuro-kolorowych nie tak znowu odległych czasach.
 

Gdzie jest Mikołaj? – Nie poszedłbym

Następny proszę.

Albo nie, Dwa Słowa (TM). Z miłą chęcią obejrzałbym jakiś bożonarodzeniowy film, bo lubię takie. Ale jeśli i Wy takie lubicie, to specjalnie dla Was sprawdziłem powyższą propozycję i ją odradzam.

No poczytałem o niej, nie żeby od razu film z gigantycznym łosiem i kiepskim dubbingiem oglądać.
 

Szalona miłość – Nie poszedłbym

Młody poeta imieniem Heinrich marzy o pokonaniu nieuchronności śmierci poprzez miłość. Znudzony przyziemnością życia poszukuje towarzyszki, która popełniłaby z nim samobójstwo. (Opis dystr.)

Do odhaczenia na TVP Kultura, nigdzie więcej.

Wolny strzelec – Poszedłbym

Zdaje się czarny koń tego weekendu i standardowa ostatnio pozycja z gatunku: wszyscy chwalą, więc nie sprawdzam za dużo, czego się spodziewać. Widziałem zwiastun, który był zachęcający (jak to zwiastuny), a i do Gyllenhalla chyba się w końcu stopniowo przekonałem. Niby nie mam czegoś takiego, że nie oglądam film, bo gra w nim ktoś, kogo nie lubię, ale zawsze to lepiej lubić głównego aktora. Szczególnie w sytuacji, jak w „Wolnym strzelcu”, gdy jest głównym motorem napędowym filmu.

Z tego co widzę główny bohater to postać stylizowana na takiego słynnego przedIIwojennego fotografa co to nigdy nie mogę zapamiętać jego nazwiska, a przez to nie mogę go znaleźć, żeby coś o nim poczytać. Fotograf przemierzający nocą miasto i robiący zdjęcia/filmy wypadkom i zbrodniom. Czyli murowany przepis na dobry film i wszystko w rękach kucharza, żeby nie wyszedł z tego zakalec.


 

Rozgrywka – Nie poszedłbym

Nie rzucam słów na wiatr – mogłem iść na pokaz przedpremierowy, ale nie poszedłem! 😛

Gdyby ktoś nie wiedział, a domyślić się trudno, mowa o filmie, którego oryginalny tytuł to „The Two Faces of January”. Ze zwiastuna, którym dość często mnie skatowano w kinie wynika, że naprawdę nie ma co lecieć do kina na ten elegancko nudny film, który może w latach 40. ubiegłego wieku miałby szansę na zostanie ponadczasowym hitem. Ale na pewno nie teraz.

Kiedy oszust finansowy, jego żona i nowo poznany student zostają wmieszani w morderstwo, wspólnie uciekają za granicę. (Opis dystr.)
 

Piorun i magiczny dom – Nie poszedłbym

Nie lubię animków. Szczególnie tych z gatunku: puśćmy to w kinie, bo na rysunkowy film na pewno pójdą dzieci.

– Ale nie będą zadowolone z filmu!
– No i co z tego, ale pójdą.
(podsłuchane w biurze dystrybutora)
 

Everest – Poza krańcem świata – Poszedłbym

Ale tylko i wyłącznie na seans 3D! A poza tym zapraszam do recenzji. To taka z gatunku tych, które lubicie najbardziej – w których wychodzę na laika :).
 

Karolina – Nie poszedłbym

Złudzeń nie ma, czasem kino to matematyka, czyli coś, co ma tylko jedno dobre rozwiązanie (dobra, czuję atak internetowych mądrali, więc sprecyzuję, że taka matematyka na poziomie dodawania i odejmowania :P). I jeśli w kinach pojawia się zupełnie bez zapowiedzi polski film i ma plakat jak „Plebania”, to wiadomo, że za tydzień będzie się już musiał zwijać z kin, bo nikt na niego nie pójdzie. I to nie bez przyczyny.
 

Serce, Serduszko – Poszedłbym

Po WFF-ie widziałem dwie oceny tego filmu. Jedną zachwyconą, drugą niezadowoloną. I bądź tu człowieku mądry.

Tak na totalnego czuja to nowy film Kolskiego wydaje mi się być propozycją do spokojnego zobaczenia w telewizji. Kino to chyba jednak dla niego za duży ekran, któremu nie ma niczego do zaoferowania.

Poza tym nie przepadam za filmami Kolskiego, stąd bezpieczna żółć. Na pewno za jakieś pół roku się przekonam, czy miałem rację, czy nie.
 

Majdan. Rewolucja godności – Nie poszedłbym

Dokument przedstawia przebieg demonstracji przeciwników władz kraju na Placu Niepodległości w Kijowie. (Opis dystr.)

Leciało toto całymi dniami na TVN24. Poza tym po co biegać do kina na dokumenty o jakimś obcym kraju, jak jeszcze dzień dwa i będziemy mieli to samo u nas pod siedzibą PKW. 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.