5 Smaków 2014 – Raid [The Raid – Redemption aka Serbuan maut]

[Disclaimer: Co prawda recenzja „Raidu” była tu już daaawnooo temu (numer 1372), ale skoro leci teraz na 5 Smakach to przypomnijmy dla potomności. PS. Za chwilę powtórka z recki dwójki.]

Mam dla Was dwie wiadomości – dobrą i złą. Zacznę może od tej dobrej. Otóż wraz z filmem Garetha Evansa nie skończyło się kino akcji. Inni twórcy mogą spać spokojnie, wciąż jeszcze da się nakręcić film napakowany większą ilością akcji, strzelanin i kopanin. Wciąż można próbować wstawić tego do swojego filmu jeszcze więcej i może nawet sam Evans to zrobi, w końcu zapowiedział już dwie części. I Wy też, moi drodzy, możecie spać spokojnie, jeszcze na pewno czeka Was w Waszym życiu coś bardziej łubudu i coś bardziej tratata. Możecie odetchnąć z ulgą, bo było zagrożenie, że po obejrzeniu „Raid” (kolejny głupi polski tytuł) okaże się, że widzieliście już wszystko.

Jeśli zaś chodzi o złą wiadomość, to brzmi ona tak samo.

W centrum Dżakarty położony jest świetnie chroniony budynek, którego policji nie udało się sforsować od lat. Mieszkają w nim najwięksi i najgroźniejsi przestępcy jakich widział świat…

1ssdfadswaaswqaa

Pierwszy ból „Raid” – nie ma w nim tych największych i najgroźniejszych przestępców na świecie. Jest jeden, cała reszta to mniej lub bardziej wyszkoleni w sztukach walki kolesie w luźnych spodniach i koszulkach, którzy w zależności od stopnia wyszkolenia żyją sekundę bądź maksimum dziesięć sekund. A aż prosiło się, żeby choć na każdym piętrze umieścić jednego bossa. Piętro pierwsze – Hui Zua Many. O sztuce walki maczetą wie wszystko. W 2007 roku wybrany Zakapiorem Roku przez wpływowy magazyn „Rozbój”. Piętro drugie – Bad Math R. Facka. Wychowanek Klasztoru Shaolin. Znany z tego, że nabił guza Jetowi Li… Itd. Szkoda, że zamiast nich było samo mięso armatnie.

Bladym świtem (no prawie) budynek zostaje otoczony przez oddział komandosów, którzy korzystając z zaskoczenia chcą aresztować wszystkich lokatorów. Wkrótce zostają dostrzeżeni i rozpoczyna się dla nich dramatyczna walka o życie.

Rozpoczyna się, bo ta cała akcja to chyba jedna z gorzej przygotowanych akcji policyjnych w dziejach. Ci sami chyba Magdalenkę szturmowali… Ale mniejsza o to, bo jeszcze rano śmiałem się z tych, którzy krytykowali brak scenariusza, a tu sam zaczynam to robić. Niepotrzebnie, bo to film akcji. O akcji i z akcją. Nie przeszkadzałoby mi nawet, gdyby przez cały film nikt się nie odezwał.

No właśnie, „Raid” wg zapowiedzi, recenzji i relacji widzów w taką stronę miał podążać. Minimum gadania, maksimum akcji. Cóż, mimo to została kupa czasu do zagospodarowania na tę właśnie akcję. Kupa czasu wypełniona gadaniem i slow motionami, które średnio trzymały w napięciu (zbliża się! zauważy ich za zakrętem korytarza czy nie? dzwoni maczetą o ścianę!). No a przynajmniej mnie, bo kolesia obok chyba tak. Przez cały seans zgryzł wszystkie paznokcie czym doprowadził mnie do szału. Cisza, spokój, biją serca, jako takie napięcie… CHRUP… Biją się, ktoś ginie, cisza jak makiem zasiał… CHRUP… AAAAA!

Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest zły film, a już na pewno nie jest to zły film akcji. To bardzo dobry film akcji. Ale spodziewałem się po nim więcej. Wchodzą do domu i non stop się biją i strzelają – tego się spodziewałem. Biją się i strzelają bardzo dużo, ale. Tak, to prawdziwa przyjemność oglądać nawalankę bez użycia sznurków, tak, główny bohater potrafi nakopać, ale. Jestem więcej niż pewien, że Tony Jaa dałby tu dwa razy lepszy popis i mam nadzieję, że w końcu skończy się ukrywać w klasztorze przed mafią. Bo się zmarnował chłopak.

Peany na temat „Raid” okazały się przesadzone. Nie ma tu akcji non stop. Nie ma tu wiader krwi. Nie ma tu latających kończyn (przysięgam, nie wiem skąd te bzdury o latających kończynach w co drugiej recenzji – o ile dobrze widziałem i pamiętam to nie została tu odcięta na ekranie ANI JEDNA kończyna czy głowa). I, co chyba najgorsze, nie ma tu ani jednej sceny, która by się nadała do NFQ do najlepszych scen śmierci. Lepszej od tej z trailera z załatwieniem kolesia progiem od drzwi nie było. A i tak 8/10.

2 odpowiedzi

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.