Niezniszczalni 3 [The Expendables 3]

Powiem szczerze, że czasem nie rozumiem tego świata. Weźmy takich „Niezniszczalnych”. Byc może tak dobieram znajomych i stąd to wrażenie, ale wydaje mi się, że większość się nakręca każdym newsem na temat tej serii i każdym aktorem przymierzanym do obsady. Każdy też ma swoje propozycje obsady i swoje dawno zapomniane gwiazdy, które można by odkurzyć i obsadzić. W skrócie: szum informacyjny odnośnie „Niezniszczalnych” jest nieustannie duży. Wiele osób cały czas się cieszy, że Sly znów wrócił do formy i znów robi filmy, zdjęcia plujących ze spluw Sly’a, Arnolda i Bruce’a podbijają Twittery itp. – jedno wielkie pozytywne szaleństwo. A potem film pojawia się w kinach i nikt na niego nie idzie.

Wiadomo już, że trzecia odsłona TE zaliczyła na dzień dobry spektakularną klapę. Po pierwszych dniach wyświetlania zwrócił się na razie tylko ułamek włożonego budżetu i nic nie wskazuje na to, żeby miało być lepiej. Jakoś się pewnie na DVD odkują itp., ale wynik finansowy trójki jest okropny. I niby wiadomo co dobiło film – dobra kopia, która wyciekła do Internetu na trzy tygodnie przed premierą (dziwna sprawa, to już przynajmniej drugi taki przypadek w historii Sly’a; kiedyś podobnie – choć w gorszej kopii – wyciekł czwarty „Rambo”) oraz decyzja o zrezygnowaniu z krwi i zrealizowania filmu w PG-13. Normalnie to drugie jest przepisem na sukces kasowy, w tym przypadku już wiadomo, że nie tędy droga. Tyle tylko, że pierwsze dwie części nie wyciekły i miały kupę krwi, a wcale tak dużo nie zarobiły. I ja nie wiem gdzie tu sens i gdzie tu logika. Szczególnie gdy patrzy się na bezpłciowy szrot zalegający kina, który zarabia setki milionów dolarów. Może i ma dużo lepszy marketing, ale przecież „Niezniszczalni” też mają dobry.

Machnąłbym ręką, gdyby trzecia część filmu była tak marna jak to mówi gambit (a w 95% przypadków raczej się zgadzamy), ale to jeden z tej puli 5% przypadków, w których mu się dziwię. Obejrzałem trójkę i uważam, że jest bardzo fajna. Spokojnie daję 8/10 i plasuję w rankingu fajności pomiędzy najlepszą dwójką a marną jedynką. I od razu też mówię, że brak krwi zupełnie mi nie przeszkadzał. Jeśli już to gwałtowny montaż, żeby wepchnąć cięcie zamiast splattera przez co sporo akcji było niewyraźnych. Ot jakiś zamach ręką, leci nóż, ktoś już leży na ziemi.

O fabule nie ma za bardzo co pisać, ale to wiadomo. Ekipa Niezniszczalnych przystępuje do kolejnego zadania. Tym razem ich przeciwnikiem jest były członek zespołu, który wybrał Ciemną Stronę. A takim ciut wyraźniejszym pomysłem na trzeci odcinek jest próba zastąpienia starej kadry małolatami. Trochę bezsensowna, bo przecież trudno powiedzieć o takim Stathamie czy Couture’rze, że są dziadkami. A i Lundgren się dobrze trzyma.

Seria przyzwyczaiła nas już do tony wystrzeliwanej amunicji, fury wybuchów, onelinerów i akcji przeplatanej żarcikami. Pod tym względem nic się w trójce nie zmieniło. Wszystkiego z wyżej wymienionych jest pod dostatkiem, a akcja wartko sunie do przodu. Nowe nabytki do obsady zaaklimatyzowały się bardzo dobrze i przyjemnie zobaczyć Snipesa w czymś nakręconym za więcej niż trzysta dolarów, a Banderasa kradnącego cały film. Gdybym miał narzekać to ponarzekałbym na rolę Forda, którego szkoda do dość słabo zrealizowanych sekwencji walki helikopterów i rolę Jeta Li, którego szkoda do karabinowych strzelanin. Mieć Jeta Li i nie pozwolić mu się bić to wielki grzech. Młodzieży nie oceniam, bo nie dla młodzieży oglądam „Niezniszczalnych”. Nie przeszkadzała w każdym razie.

A skoro już się czepiam to teraz dwa słowa o największym mankamencie trójki – szwarccharakterach. Główny – nadzwyczaj dobrze trzymający się Mel Gibson; wielka szkoda, że sobie tak karierę zniszczył i nie można go obejrzeć w niczym sensownym, światu brakuje Burtów (BRETÓW!) Mavericków i Martinów Riggsów :( – jest całkiem w porządku. Co z tego, skoro działanie zostawia swoim przydupasom z fikcyjnego kraju. A ci przydupasi (plus podobni z początkowej sekwencji) stanowią dla naszych dobrych chłopaków typowe mięso armatnie. Pojawiają się tylko po to, żeby zginąć i to jest słabe, bo trudno uwierzyć, że choćby troszeczkę zagrażają Niezniszczalnym. Mają czas tylko na parę niecelnych strzałów. Przykro patrzeć na ustawionych na dachu pociągu groźnych wojaków z armatami. Przylatują helikopterem Niezniszczalni i tyle zagrożenia – wystrzeliwują wszystkich jak kaczki.

Co do reszty nie mam zastrzeżeń. Bałem się, że dostanę jakąś straszną nudę, ale nie, nie dostałem strasznej nudy. Jest wybuchowo, jest zabawnie kiedy trzeba, Arnie robi co może, żeby przemycić do filmu swoje klasyczne teksty („Kłamałem!”) – BTW nie ma w końcu takiego wrażenia jak w poprzednich częściach, gdy było czuć, że pojawił się na planie na pół godziny i zagrał wszystkie swoje sceny – a Snipes ma do siebie konieczny dystans, gdy dyskusja schodzi na powód jego kiblowania w więzieniu. Nie wiem, czemu tak wszyscy na trójkę narzekają.

(1761)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl