Poszedłbym? Odc. 20

Za nami marny tydzień na Q-Blogu pozbawiony wpisów i w ogóle. Wszystko przez lato i brak czasu. Bardziej przez lato, bo w takie słoneczne do 21.00 dni w ogóle nie ma klimatu na oglądanie filmów. Na szczęście w kinie zawsze jest ciemno, więc ten argument odpada. A są w ten weekend jakieś ciekawe premiery?
 

X-Men: Przeszłość, która nadejdzie – Poszedłbym

Bardzo lubię X-serię i nie mam wątpliwości, że na kolejny jej odcinek wybrać się warto. Ale że lubię, to nie znaczy, że znam ją na pamięć. A szkoda, bo przy połączeniu się dwóch oddzielonych od siebie latami rzeczywistości z pewnością dojdzie do pomieszania z poplątaniem, które wymagało będzie dobrej pamięci poprzedników. A ja jej nie mam i obawiam się, że niewiele z całości skumam.

Nie poddaję się jednak presji przypomnienia sobie czterech (?) filmów i pójdę na żywioł. Liczę na to, że humor i akcja wynagrodzi mi brak zrozumienia fabuły. Swoją drogą zaczyna mi przeszkadzać ten trend tak ścisłego połączenia kolejnych filmów serii z poprzednimi, czy nawet w innym przypadku z serialem telewizyjnym. Wydaje mi się, że kiedyś kolejne części były kręcone bardziej pod zrozumienia przez każdego. A teraz, niestety, po to, żeby zarabiać na widzu, który leci przed seansem do sklepu, żeby kupić na blureju poprzednie części i je nadrobić.
 

Mundial. Gra o wszystko – Poszedłbym

Gdyby to był amerykański dokument o np. hokejowym triumfie na olimpiadzie w Lake Placid to w ciemno dawałbym przynajmniej osiem przed seansem. Byłby to pewniak do natychmiastowego obejrzenia. Natomiast z polskim kinem nigdy nie wiadomo. Chcesz obejrzeć ciekawy dokument o tajemnicach Pałacu Kultury i Nauki, a dostajesz filmową impresję o zaworach grających industrialną symfonię w piwnicy.

Ale i tak „Mundial…” jest moim czarnym koniem tego weekendu i filmem, na który czekam najbardziej. Obym się nie zawiódł, bo potencjał jest na dziesiątkę. Trzecie miejsce na MŚ, Solidarność itede, itepe. No i Szpaku 4-ever!
 

Czarnoksiężnik z Oz: Powrót Dorotki – Nie poszedłbym

„Nie lubię animków”.
 

Karuzela – Nie poszedłbym

Miałem zaproszenie na wczoraj, ale się nie skusiłem. Nie, nie wiem po co o tym piszę.

Właściwie to nie mam nic przeciwko temu filmowi (może tyle, że jest polski :P), ale doprawdy – nawet jeśli będzie niezły – nie wierzę, że wstrząśnie kinematografią w posadach i zaproponuje coś, co zostanie nam w głowach do końca życia. Po prostu nie ma takiej możliwości. Albo jestem człowiekiem małej wiary.

Kryzys, przyjaciele, miłość do tej samej kobiety, wojna – brzmi jak kolejna wersja „Brothers”. „Brothers” mi się niespecjalnie podobali, polski film raczej lepszy nie będzie. I ten Afganistan czy inny Irak kręcony na Pustyni Błędowskiej jesienią. Helloł!
 

Teoria wszystkiego – Nie poszedłbym

Nie będę snobował, Terry’emu Gilliamowi nie ufam i każdy jego film trącam nosem jak pies jeża. Zresztą nie jestem sam, bo zdaje się nie tylko ja nie rozumiem jego pokręconego punktu widzenia świata, ale i większość tego świata. Nie kupuję go jako jednego z „najbardziej niedocenianych reżyserów”, zwyczajnie myślę, że ta garstka która go rozumie… no tylko jej się wydaje, że go rozumie. I wydaje jej się, że ogląda unikalne arcydzieła.

Oczywiście generalizuję, bo Gilliam ma na swoim koncie zwyczajnie dobre filmy, ale wspólny mianownik dla jego twórczości wydaje mi się jasny. A film, który pojawił się dosłownie znikąd nikomu bani nie zryje.
 

Listonosz Pat i wielki świat – Nie poszedłbym

„Nie lubię animków”.
 

Powiem ci wszystko – Nie poszedłbym

Żółtość, bo mnie zaintrygowało i w stosownym czasie będę się starał zobaczyć. Nie rozpisuję się dalej, bo nie wiem o filmie nic poza opis dystrybutora:

Maarit urodziła się jako mężczyzna. Pewnego dnia przez przypadek zostaje wzięta za psychoterapeutkę i rozpoczyna sesję mężczyzny w kryzysie małżeńskim. 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.