Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

WFF – To nie Kalifornia [This Ain’t California]

Mam ogromny problem z tym filmem. Zresztą problem z nim ma też jego reżyser, który – z tego co czytam – trochę motał zanim wprost odpowiedział dziennikarzom, że no dobra, może nie wszystkie materiały w tym filmie są archiwalne. Co moim skromnym zdaniem w dokumencie raczej nie powinno mieć miejsca. A już na pewno nie tak cichcem i po kryjomu. Co innego napisać wołami, że część materiałów została nakręcona z aktorami na potrzeby filmu, a niektórych z wypowiadających się o głównym bohaterze przyjaciół zagrali również aktorzy – obcy dla niego ludzie.

Zdziwiłem się po seansie, gdy Asiek zadumał się na temat tego, co myśleć o tym filmie. Czy to dokument, czy bajka, czy co w ogóle? Zdziwiłem się, bo jakoś umknęło mi, że film nie składał się li tylko z materiałów archiwalnych. Fakt, za dobrze to wszystko pasowało, by ułożyć się w fascynująca historię (a podczas filmu dziwiłem się, że wow, nawet swoje orgie kręcili kamerą?!), ale klapki na moich oczach znalazły się jeszcze przed filmem, gdy przeczytałem, że to dokument. I tego się trzymałem.

Smutno mi było, gdy okazało się, że dokumentu jest tu tylko trochę, a reszta zależy od dobrej woli widza – wierzyć czy nie wierzyć. Dla mnie zdecydowanie był to film na 9, ale jako dokument dokument. Ale tak mnie oszukać? W ogóle oceny nie miałem wystawiać, ale mi przeszło. Trudno, pewnie nie wszystko co w filmie przedstawione się wydarzyło, a samo dzieło to coś pomiędzy dokumentem a mockumentem (a może i w pełni mockument, pogubiłem się już :) ), ale przecież świetnie się to oglądało!

To opowieść o trójce przyjaciół z NRD, którzy zakochali się w jeździe na deskorolce. W zasadzie to wymyślili ją, bo żyli w kraju, w którym nikt o deskorolce nie mógł usłyszeć – „daj dzieciakom deskę i kółka i wcześniej czy później wpadną na to samo”. Rozwijanie ich pasji przypadło na barwny okres chylącego się ku upadkowi, ale wciąż silnie trzymającego się socjalizmu, a dojrzewanie wśród innych pasjonatów najpierw z Berlina Wschodniego, potem w RFN, aż w końcu z całego świata zaowocowało dziesiątkami barwnych historii o przyjaźni, miłości, śmiechu, płaczu i kilku innych uczuciach.

Chromolić – prawdziwe to czy tylko trochę – „To nie Kalifornia” jest fascynującą podróżą przez enerdowski, zupełnie inny świat sprzed zaledwie kilkudziesięciu lat. 9/10

(1439)

Odpowiedź

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.