Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Serialowo, s04e10

Terapia [In Treatment], tydzień czwarty

Paul przechodzi do kontrataku. Czwarty tydzień terapii obudził w nim trochę życia i przestał ograniczać się do słuchania i zadawania niezliczonej ilości pytań. Przez co i kolejne spotkania z pacjentami były żywsze. Szczególnie pierwsze z Laurą, które jak na razie i mnie i Aśkowi podobało się najmniej (znaczy ta terapia cała nam się mniej podobała :P), a tymczasem w tym tygodniu było chyba najlepsze. No i ostatnie, w którym Paul postawił sprawę jasno przez co kolejny tydzień zapowiada się ciekawie.

Mało Kaczki było tym razem (ciągle się zastanawiam, co ona tam robi w jego gabinecie i czy kiedyś Paul jej użyje), ale gdy już się pojawiła to wzbudziła niezmienny uśmiech na mojej twarzy. Z innych rzeczy, które wzbudziły nasze zaciekawienie podczas seansu było zastanawianie się nad tym, jakim cudem kanapa Paula nie wywróciła się do tyłu, gdy gimnastyczka potraktowała je jak równoważnię (ani chybi, przyśrubowana musi być) oraz próba przypomnienia sobie czy czwarta para pacjentów (nie mam pamięci do ich imion) kiedykolwiek przyszła na terapię razem.

Czwarty tydzień terapii bez wątpienia przyniósł ożywienie i tym razem ani razu oka nie przymknąłem.

No dobra, raz.

***

Dexter, 6×06

Stało się, stało się to co musiało się stać… Niestety, scenarzyści postanowili fajnie rozpoczęty sezon szósty zepsuć. W związku z czym w serialu pojawiła się nuda, stanie w miejscu i idiotyczne rozwijanie się wątków (co to miało być z tym Mosem Deadem… Defem? w końcu jakaś porządna postać, a oni ją tak zmarnowali).

Oczywiście troszeczkę przesadzam, bo coś tam się ruszyło troszeczkę, ale w porównaniu do pierwszych odcinków sezonu jest bryndza. Idioci z majamskiej policji przez to na nowo irytują (nie dość, że nie potrafią nikogo złapać, to jeszcze sami trzymają w tajemnicy ważne wątki śledztwa, bo, ojej, to mój partner) i zamiast nie zwracać na nich uwagi to nie sposób nie życzyć Quinnowi kulki w łeb.

Zatem przed sezonem chyba Ostatni Dzwonek, bo jak się okaże, że Teoria Gawitha to twist 13 odcinka, to czeka nas jeszcze wiele odcinków nudy.

Przy okazji warto dodać, że nic w serialach nie dzieje się przypadkiem (a przynajmniej czasami :) ), więc końcowe objawienie się Ju Noł Hu raczej nie dziwi. Nie po to o nim przypomnieli, żeby olać sprawę. Aczkolwiek osobiście myślałem, że teraz na drugim ramieniu Dexowi siądzie Mos, choć to byłoby bez sensu, bo dwa aniołki by mu na ramionach siedziały. A że potrzebny jest raczek aniołek i diabełek… to albo Harry zrobi miejsce Samowi, albo postać Sama stanie się jedną z najbardziej idiotycznych postaci w historii serialu.

BTW nie przyglądałem się aż tak dokładnie, ale mam wrażenie, że na tym siakimś festynie, gdy Dex ścigał Hanksa, tylko Heineken był prawdziwą marką z tych widocznych na ekranie. Reszta była jakaś zmyślona – jeśli tak, to warto pochwalić ten sprytny product placement :)

***

Castle, 4×07

Nonono, jaki fajny sezon jak na razie. Po daremnym pierwszym odcinku wszystkie kolejne bardzo mi się podobały jak na razie. Zdaje się, że to ten sezon, który trafia się w wielu innych dłużej trwających serialach – sezon zabawy konwencjami i pomysłami. Nawet jeśli nie, to i tak fakt jest taki, że jak na razie wg mnie s4 jest dużo lepszy od s3.

Tym razem Castle z matką znaleźli się w banku podczas jego rabowania i postanowili działać.

Fajowe do oglądania, choć nie powiem, że głównego sprawcę wyhaczyłem, gdy tylko zrobił pierwszą minę do Castle’a. Oczywiście na zasadzie „ten na pewno jest podejrzany”, a nie żeby od razu przejrzeć jego misterny plan :)

I tylko wątek Alexis i Ashleya mogliby sobie darować. Zresztą chyba właśnie zaczęli to robić. Drugi tajemniczy ukochany (po lekarzu Becket – był a jakoby go nie było) niepotrzebny.

Theme dzisiejszego odcinka bodajże kasynowy. Czekam z niecierpliwością :)

***

Czas honoru, 4×10-11

Sezon dobiega zasłużonego końca, co widać po zagęszczeniu się wątków typu „przerąbane”. Coraz więcej osób ma przerąbane i już wkrótce odcinek, w którym większość przestanie mieć przerąbane, ale z jedna dwie osoby nadal będą miały, żeby widz czekał na kolejny odcinek.

Czyli już prawie za nami kolejny solidny sezon przyjemnego oglądania bez emocji. No co najwyżej z emocjami żywcem wziętymi z „Nietykalnych”, ale potwierdzających raczej, że kopiować trzeba umieć (w końcu De Palma też kopiował, ale on umiał).

Generalnie cały sezon utwierdza nas w przekonaniu, że na wojnie było fajnie (miłostki, restauracyjki, świeży chlebek na rynku, młódki tylko czekające, żeby Romek się nimi zainteresował, dżemik do śniadanka, bezproblemowe wysadzanie dworców), aby widząc koniec zmienić ton i przez dwa, mam nadzieję, fajne odcinki próbować nam zamydlić oczy, że jednak było dramatycznie.

Co by jednak nie pisać – nie było w CH jeszcze chyba nic, co by mnie na stałe zniechęciło do oglądania. A to sukces.

***

The Walking Dead, 2×04

I dalej fajnie się sezon ogląda, choć jak jeszcze ze dwa odcinki będą szukać tej dziewczynki to uznam to za przesadę.

Okazuje się, że nie tylko Romek w trakcie okupacji prosto miał o cielesne uciechy, Skośny w tym odcinku również wiele nie musiał się namęczyć. Aż człowiek chciałby żyć w trakcie wojny albo zombieapokalipsy 😉 Jedna rzecz jednak jest smutna w tej całej sprawie – o ile rozwalanie na krwawe miazgi zombiaków jest OK, to już pokazanie gołej baby wykracza poza możliwości twórców serialu. No ale to nic nowego, od dawna wiadomo, że tak jest. Szkoda tylko, że i tutaj.

Fajna ta koncepcja pokazywania co odcinek (o ile to jakaś koncepcja dłuższa, a nie dwuodcinkowy przypadek) jakiegoś wymyślnego zombiaka. Tydzień temu wisielec, teraz topielec – brawo za pomysłowość.

Ale i tak sceną odcinka był odgłos sikania Sarci.

***

Survivor, 23×08

Plany planami, kombinowanie kombinowaniem, przypuszczenia przypuszczeniami… a i tak poszło zupełnie inaczej niż można się tego było spodziewać. Nadzieja na brilliant move Ozzy’ego zresztą prysnęła bardzo szybko. To nic, że był merge, ale kombinacja Oza i tak nic nie dała, czego winien był sam on. Zamiast stanąć do czelendżu i nie gadać, to zaczął opowiadać jak to go wyrolowali i już było wiadomo, że nikt się nie nabierze. Tylko HII niepotrzebnie zmarnował.

No i w zasadzie całe to planowanie wyszło na nic, a taktyka, jaką obrali ozzyowcy było z deka dziwne. Dlaczego się tak uparli, żeby losować kamyki – nie wiem. Co z tego, że była mniejsza szansa, że to ktoś z nich wylosuje. Ale była. Lepiej by się na strategii skupili, a nie na Woody’ego naskakiwali.

Choć nie powiem, przyjemnie byłoby pooglądać jak go teraz będą gnoić, a Hantz Jr weźmie go w obronę.

***

M jak miłość, 862

***

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.