Był sobie slasher, część 2

Wstęp organizacyjny

Jako że z powodów mniejsza z tym jakich :) do poniedziałku pewnie nie tknę komputera, to zostawiam Was z ciutkę dłuższym tekstem, co byście mieli co czytać i oglądać jak mnie nie będzie. Taki dobry jestem dla wszystkich trzech Czytelników tego bloga, ha! :)

Przypomnienie o konkursie

Przypominam też o konkursie, w którym do wygrania są płyty DVD z filmem „Sucker Punch”. Szczegóły TUTAJ.

Sedno

Dla spóźnionych przypominam, że czytacie razem ze mną książkę J. A. Kerswella „Teenage Wasteland – The Slasher Movie Uncut”. W pierwszej części naszej podróży dowiedzieliśmy się co to w ogóle jest slasher oraz odwiedziliśmy pewien paryski teatr. Natomiast w części drugiej… A tego sam nie wiem, bo standardowo przypominam, że piszę notkę na bieżąco z czytaniem. W ten sposób sam z niecierpliwością czekam na to, co będzie dalej :)

Z amerykańskich i brytyjskich scen prosto na ekran

Duży wpływ na rozwój gatunku (nie lubię słowa „podgatunek”, więc w stosunku do slashera będę używał określenia „gatunek” – nikt mi nie zabroni! :) ) miała amerykańska autorka kryminałów – Mary Roberts Rinehart. Tej nazywanej „amerykańską Agathą Christie” pisarce przypisuje się autorstwo określenia „mordercą jest lokaj” („The butler did it”). Rzeczywiście, mordercą w jednej z jej powieści (SPOILER – „The Door”) był lokaj, choć dokładnie takie sformułowanie w tejże powieści się nie pojawiło (sprawa podobna do naszego „Brunner, ty świnio!”) . W jednym z filmów opartym na broadwayowskiej sztuce Rinehart i Avery’ego Hopwooda – „The Bat” (1926) – grupa gości w położonym na zadupiu pensjonacie niepokojona jest przez złodzieja oraz przez mordercę w groteskowej masce nietoperza (film za friko i legalnie możemy sobie obejrzeć TUTAJ).

Po sukcesie „The Bat” Universal wypuścił do boju kolejny film – oparty na sztuce Johna Willarda „Kot i kanarek” [„The Cat and the Canary”] (CAŁY FILM do obejrzenia; ostatni raz piszę „cały film”, jak się jeszcze później jakiś trafi to po prostu zalinkuję tytuł, taki jestem sprytny). Grupa krewnych zbiera się na odczytaniu testamentu. Zbiega się to w czasie z informacjami o zbiegłym z wariatkowa odrażająco zdeformowanym maniaku, któremu wydaje się, że jest kotem. Charakterystycznym dla filmu jest użycie wielu ujęć z punktu widzenia bohatera – częste w późniejszych slasherach. Kolejnym podobnym filmem jest wyreżyserowanym przez unieśmiertelnionego „Frankensteinem” Jamesa Whale’ego – „Stary mroczny dom” [„The Old Dark House”] z 1932 roku.

Pięciu podróżników chroni się przed burzą w domu zamieszkanym przez dziwną rodzinkę. Tymczasem służący Morgan (Boris Karloff) uwalnia zamkniętego na strychu podpalacza… Akcja filmu ma miejsce w Walii, co wyraźnie pokazuje, że trend krwawych podróży do dzikich europejskich krain rozpoczął się dawno, dawno temu. A schemat mieszczuchów skonfrontowanych z wieśniakami, czy też grupy ludzi, która utknęła we wrogim dla siebie środowisku stał się potem punktem rozpoznawczym i stałym elementem programu wielu slasherów. Innym punktem wspólnym „The Old…” i późniejszych slasherów jest też wykorzystanie pomysłu odpowiedzialności dzieci za grzechy ojca, co skutkuje brutalnymi konsekwencjami.

Wczesne wpływy

W 1932 roku George Archainbaud pokazał światu „Trzynaście kobiet” [„Thirteen Women”]. Główna bohaterka filmu grana przez Myrnę Loy przy pomocy hipnozy zabija swoje byłe koleżanki ze studiów, które nie pozwoliły jej na wstąpienie do swojego bractwa. Po zabójstwie morderczyni wykreśla w szkolnym albumie zdjęcia ofiar, co później „pożyczyły” sobie takie filmy jak „Bal maturalny” [„Prom Night”] (1980) itp. Zresztą to nie koniec zapożyczeń. Finał filmu – morderczyni prześladująca swoją ostatnią ofiarę w pociągu – przypomina końcówkę „Terror w pociągu” [„Terror Train”] (1980). A odchodząc na sekundkę od tematu warto dodać, że „Thirteen Women” był jedynym filmem, w którym wystąpiła Peg Entwistle, która krótko potem popełniła samobójstwo rzucając się w przepaść z literki „H” z napisu „HOLLYWOODLAND” (końcówkę „LAND” usunięto w 1949 roku – HOLLYWOODLAND było reklamą dewelopera) na Hollywood Hills.

Kolejnymi przykładami filmów z maniakami na gigancie są też:
„The Terror” (1928) – drugi w historii kina film w pełni dźwiękowy. Zabójca ubrany w kaptur kata prześladuje mieszkańców motelu.
The Ghoul (1933) – pierwszy brytyjski film Borisa Karloffa. Boris zmartwychwstaje i szuka pomsty pośród uczestników odczytania jego testamentu (za sto lat będzie o tym filmie w historii filmów o zombie – jak już mówiłem, zaopatrzyłem się w niezłą biblioteczkę).
„Night of Terror” (1933) z Belą Lugosim, na którego końcu zabójca powraca z martwych, co jest nieodłączną atrakcją prawie każdego późniejszego slashera.
„The Leopard Man” (1943) – małym miasteczkiem wstrząsa seria brutalnych morderstw popełnionych – któż to wie – może przez lamparta, a może przez zbiegłego maniaka.

The Scarlet Claw (1944) – jeden z filmowej serii przygód Sherlocka Holmesa granego przez Basila Rathbone’a. Holmes rozgryza sprawę morderstw dokonanych ogrodową motyczką. W filmie zobaczyć można kilka ujęć mordercy podnoszącego narzędzie zbrodni nad głowę i zadającego nim kilka śmiertelnych uderzeń. Zmałpowane i przez Hitchcocka w „Psychozie” [„Psycho”] i przez De Palmę w „Ubraniu mordercy” [„Dressed to Kill”].

Duży wpływ na rozwój slashera miała wielokrotnie przenoszona gdzie się tylko dało (na ekran kinowy po raz pierwszy w 1945 roku – „A potem nie było już nikogo” [„And Then There Were None”]) książka Agathy Christie „Dziesięciu Murzynków” (oryginalny tytuł „Ten Little Niggers” – zapożyczony z dziecięcej rymowanki – został z oczywistych względów zmieniony na „Ten Little Indians”; najwidoczniej czerwonoskórzy mają w nosie polityczną poprawność). Tajemniczy Pan Owen zaprasza na odciętą od świata wyspę ośmiu gości, których pozornie nic ze sobą nie łączy (Wikipedia, poszedłem po linii najmniejszego oporu). W dniu przyjazdu okazuje się, że gospodarz nie pojawi się na wyspie. Zgodnie z wcześniejszymi instrukcjami, dwójka służących odtwarza płytę, na której pan Owen oskarża kolejnych gości o zbrodnie, które popełnili, a których nie da się im udowodnić i za które nigdy nie dosięgnęła ich kara. Gdy każda z osób znajduje w swoim pokoju dziecięcy wierszyk o kolejno znikających Murzynkach, nikt nie spodziewa się, że jeszcze tej samej nocy rozpocznie się makabryczna zabawa. Z której strony by nie patrzeć – standardowy slasher jako żywy. A perwersyjne połączenie niewinnej dziecięcej rymowanki z morderstwami było szczególnie popularne w filmach giallo włoskiego reżysera Dario Argento. Christie uprościła reguły thrillera w celu zaprezentowania jak największej z możliwych liczby morderstw. Również to charakteryzowało późniejsze slashery, w których elementy thrillera schodziły na drugi plan ustępując miejsca krwawym morderstwom. A ich główną atrakcją była rosnąca liczba ofiar.

Następnym filmem, który miał wpływ na rozwój gatunku był „Kręte schody” [„The Spiral Staircase”] (1945) Roberta Siodmaka oparty na powieści Ethel White „Some Must Watch”. Jest rok 1916, małe amerykańskie miasteczko (a jakże). Seryjny morderca zabija kobiety z fizycznymi ułomnościami. Starsza pani (Ethel Barrymore, ciotka Drew) boi się, że jej służąca niemowa jest następną na liście ofiar. Postać wyglądającej na bezbronną młodej wzbudzającej współczucie kobiety, która zmienia się w heroinę (chyba nie ma dobrego polskiego określenia, ale nie chce mi się myśleć), to wspólny mianownik z późniejszymi slasherami, w których Ostatnia Dziewczyna dosłownie jako ostatnia zostaje na placu boju. Jest tu też parę innych elementów slashera. Noszący skórzane rękawiczki morderca skradający się zza drzewami podczas burzy lub podglądający ofiarę z szafy. Możemy oglądać filmowy świat z jego punktu widzenia, a także jesteśmy świadkami kilku „fałszywych” strachów (no wiecie – to morderca?!?! nie, to kot) i tzw. Momentu ‚Och, to ty’ :)

Wypuszczony do kin w technice 3D (pierwszy kolorowy film 3D wyprodukowany przez duże hollywoodzkie studio filmowe) „Gabinet figur woskowych” [„House of Wax”] (1953) opowiada o rzeźbiarzu (Vincent Price), który zabija osoby podejrzewane przez niego o spalenie muzeum figur woskowych. Znajdziemy w nim (i na nim :)) archetypowy kostium wielu morderców z filmów giallo – czarne skórzane rękawiczki i kapelusz. „Kiedy zamglonymi ulicami „duch” goni młodą dziewczynę, jego czarna peleryna powiewa niczym ogromny kruk”. Trudno zliczyć podobne sceny w slasherach… Rok 1958 to premiera „Screaming Mimi” obiecującego już na plakacie: „napięcie czające się za każdym zakrętem” i oferującego w roli głównej muzę Felliniego – Anitę Ekberg w roli tancerki egzotycznej. W scenie otwarcia możemy podziwiać naszą bohaterkę pod prysznicem oraz atakującego ją psychola, który właśnie zwiał z wariatkowa, a w dłoni trzyma kapiący od krwi nóż.

Rok później z certyfikatem X do brytyjskich kin wkracza oparty na historii Kuby Rozpruwacza Jack the Ripper. Wiele slasherów opartych było luźno na prawdziwych wydarzeniach i łączyło prawdę z fikcją, ale tylko kilka opowiadało wiernie zapożyczone historie. Krwawa historia prosto z Whitechapel, gdzie działał Kuba na ekran przenoszona była wiele razy. W ekranizacji z 1959 roku Jack atakuje młode kobiety z fetyszystyczną podnietą towarzyszącą wyciąganiu noża z torby lekarskiej. A towarzysząca temu muzyka jazzowa wzmaga się, gdy dochodzi do kulminacji. Także w 1959 na ekrany kin trafił Cover Girl Killer Terry’ego Bishopa, którego akcja rozgrywa się w półświatku londyńskich klubów ze striptizem. Jego bohater – mistrz kamuflażu – prześladuje i zabija modelki z tychże klubów. Film Bishopa przygotował widownię na to, co miało przyjść rok później.

Peeping Tom i Psychoza

„Podglądacz” [„Peeping Tom”] trafił na ekrany kinowe Wielkiej Brytanii miesiąc przed amerykańską premierą „Psychozy” Hitchcocka. Premierze towarzyszyły wielkie kontrowersje i negatywne reakcje krytyki, które stanowiły gwóźdź do trumny kariery reżysera Michaela Powella. Nawet dzisiaj jego film jest w stanie zaszokować niektórych widzów. Opowiada o młodym mężczyźnie (Carl Boehm) wykorzystywanym w dzieciństwie przez swojego ojca – psychologa badającego ludzkie reakcje lękowe. Nic więc specjalnie dziwnego w tym, że jego hobby staje się zabijanie kobiet i filmowanie ich agonii. Jego wybawieniem – bądź kolejną ofiarą – może być młoda sąsiadka (Anna Massey). Film Powella wyprzedza swoje czasy przedstawiając świat z punktu widzenia mordercy i zadając widzom pytania dotyczące przyjemności z podglądania aktów przemocy. Podobnie do Anthony’ego Perkinsa w „Psychozie” (choć jego powieściowy odpowiednik był zupełnie nieatrakcyjnym 40-latkiem) Boehm nie jest odrażającym potworem (jak wielu morderców przed i po nim), a przystojnym młodym mężczyzną – ta nowa wizja psychopaty także przyczyniła się do wprowadzenia widzów w zakłopotanie i udowodniła, że widownia lat 60. nie była jeszcze gotowa na filmy podejmujące temat molestowania dzieci i sadomasochizmu.

Więcej szczęścia miał 49. film wyreżyserowany w karierze przez Alfreda Hitchcocka„Psychoza”. Zauważywszy, że niskobudżetowe horrory nieźle sobie radzą w bof-office’ie, Hitch zakupił prawa do napisanej w 1959 roku powieści Roberta Blocha „Psycho”. Akcja książki i filmu bardzo luźno oparta była na prawdziwych wydarzeniach, jakie w latach 50. w Wisconsin stały się udziałem mordercy Eda Geina (Gein rozsmakował się w kanibaliźmie, nekrofilii i przebieraniu się w skóry zdarte z zamordowanych kobiet). Bloch i Hitchcock rozciągnęli granice tego, co wówczas było akceptowane na ekranie, choć oczywiście do makabry, jaką w swoim domu uprawiał Gein było wciąż bardzo daleko. W każdym bądź razie ówczesny widz mógł się poczuć wstrząśnięty scenami pełnymi przemocy i erotyki. Po raz pierwszy też w historii Hollywood był świadkiem sceny… spuszczania wody w kibelku. Do historii przeszła scena morderstwa pod prysznicem, której towarzyszy muzyka Bernarda Herrmanna (początkowo Hitchcock chciał nakręcić tę scenę w ogóle bez muzyki, ale słusznie doszedł do wniosku, że to niezbyt mądry pomysł). Dodatkowe wrażenia zapewniał widzom fakt, że żadna z osób związanych z nakręceniem „Psychozy” nie była wcześniej związana z horrorami. Z tego też powodu nieświadomi widzowie mogli nie spodziewać się tego, co zobaczyli, a efekt zagubienia i przerażenia ostatecznie pogłębiła scena zabójstwa bohaterki granej przez Janet Leigh, która według wszystkich znaków na niebie i ziemi była bohaterką pierwszoplanową (echa tego pomysłu pobrzmiewają w zabójstwie Drew Barrymore na początku „Krzyku” [„Scream”]). Jej ekstremalnie brutalne zabójstwo stało się prototypem wielu slasherowych morderstw.

Jak na ironię, córka Janet Leigh – Jamie Lee Curtis – stała się ponad 20 lat później archetypem slasherowej Ostatniej Dziewczyny.

Wpływ „Psychozy” na rozwój slashera jest nie do przecenienia. Film Hitcha stanowił kulminację opanowujących kina mieszanek konwencji horrorowo-thrillerowych i spowodował pojawienie się wielu niskobudżetowych filmów nim inspirowanych. Jednym z pierwszych naśladowców był znany ze swoich kinowych sztuczek (podłączanie foteli kinowych do prądu itp.) William Castle, który w 1961 roku pokazał światu swój „Homicidal”. Poszedł w nim o kroczek dalej pokazując m.in. tryskającą spod noża krew. Można tu też znaleźć jedną z filmowych sztuczek, z których Castle słynął:

Wiele filmów inspirowanych „Psychozą” powstało poza Hollywood. W brytyjskim studio Hammer nakręcona została całkiem pokaźna seria psychoza-like’ów, w których można było zobaczyć plejadę najlepszych aktorów na czele z Bette Davis, Oliverem Reedem i Donaldem Sutherlandem. Były wśród nich „Krzyk strachu” [„Taste of Fear”] (1961)…

Maniac i „Paranoja” [„Paranoiac”] (1962), Nightmare i „Fanatyk” [„Fanatic”] (1964), „The Nanny” (1965) oraz „Histeria” [„Hysteria”] (1965) i kończący cykl „Crescendo” (1969). Konkurencyjne brytyjskie studio Amicus wypuściło w tym czasie tylko jedną taką produkcję, napisany przez Blocha Psychopath (1965). W Hollywood w 1963 roku powstał film zawierający wiele elementów późniejszego slashera. Był to „Psychomania” [„Violent Midnight”] Richarda Hilliarda. Pojawiło się w nim ujęcie z punktu widzenia (ułatwię sobie życie i napiszę, że od tej pory zamiast „z punktu widzenia” będę pisał POV – „point of view”) mordercy, który odsłania gałąź, by popatrzeć na swoją przyszłą ofiarę; morderstwa przy pomocy noża dokonywane są tu blisko koledżu przez mordercę w wojskowych butach, czarnych rękawiczkach i kapeluszu, a wśród scen jest też taka, w której morderca atakuje zakochaną parkę, która zaparkowała w pobliżu jeziorka. Inny film z 1963 roku – „Terrified” rozpoczyna sekwencja, w której w nocy zamaskowany psychopata napełnia świeżo wykopany grób cementem, a w środku młody chłopak krzyczy o pomoc. Obydwa filmy były jednymi z pierwszych – i nie ostatnimi – młodzieżowymi slasherami.

Zostańmy jeszcze przy roku 1963 i przy reżyserze, który dziewięć lat później nakręci „Ojca chrzestnego” [The Godfather”]. Francis Ford Coppola, bo o nim oczywiście mowa, za około 45 tysięcy dolarów kręci dla Rogera Cormana „Obłęd” [„Dementia 13”]. To opowieść o morderstwach dokonywanych toporem w irlandzkim zamku, gdzie grupa żałobników zebrała się, by opłakiwać śmierć członka swojej rodziny (niebezpieczne te stypy były). Również w tym roku powstaje film powszechnie uznawany za pierwszy w historii kina film gore. „Święto krwi” [„Blood Feast”] Herschella Gordona Lewisa był pierwszym amerykańskim filmem, który wykorzystał przepis na sukces teatru Grand Guignol. Słabo zagrany i pozbawiony napięcia bazował jedynie na szokowaniu widza krwawym spektaklem. Przeklęte przez krytyków, gore cieszyło się coraz większą popularnością wśród kinomanów. Lewis przyznawał, że fabuła, w której morderca zabijał kobiety, by użyć ich części ciała do urządzenia uczty na cześć egipskiej bogini nie była za dobra, ale film na zawsze przeszedł do historii jako pierwszy z wielu.

Reżyser kontynuował swoją przygodę z gore, co skutkowało powstaniem dwóch kolejny filmów z tzw. Krwawej Trylogii„Dwa tysiące maniaków” [„Two Thousand Maniacs!”] (1964) i Color Me Blood Red (1965). Niskobudżetowe krwawe efekty z filmów Lewisa stały się otwartą furtką i zapowiedzią tego, co dzięki charakteryzacyjnemu talentowi m.in. Toma Saviniego przyniosły późniejsze slashery.

Sukces „Psychozy” spowodował zainteresowanie gatunkiem największych aktorskich talentów. W początkowej scenie Strait-Jacket (1964) Castle’a głowę swojemu mężowi i jego kochance odcinała sama Joan Crawford, która trzy lata później zagrała jeszcze w Berserk, w którym krwawy cień pada na cyrkową trupę. W 1964 roku MGM wypuścił „Noc musi zapaść” [„Night Must Fall”] (remake filmu z 1937 roku), w którym Albert Finney wcielił się w rolę psychopatycznego mordercy z toporem, który w schowku na kapelusze trzymał odcięte głowy. Rok 1967 przyniósł w Wielkiej Brytanii brutalny Corruption (brytyjską wariację na temat opisywanego w poprzednim odcinku francuskiego „Oczy bez twarzy” [„Les yeux sans visage”]), w którym zwykle spokojny Peter Cushing zagrał szalonego mordercę, a już rok później Brytole nakręcili swój pierwszy splatter – Twisted Nerve wzbudzając negatywne opinie głównie poprzez zrównanie psychozy z Zespołem Downa. Film pewnie już po wsze czasy unieśmiertelnił Quentin Tarantino, a głównie dzięki wszystkim tym, którzy na dzwonek komórki mają ustawioną „melodyjkę z Kill Billa„; to melodyjka z „Twisted Nerve” właśnie. W 1969 roku Lewis J. Force nakręcił „Night After Night After Night” z szalonym mordercą – prywatnie sędzią (sądowym takim, a nie piłkarskim :) ), a brytyjskie studio Tigon wyprodukowało The Haunted House of Horror prawie idealnie wpisujący się w późniejszą formułę slashera. Oto grupa małolatów urządza imprezę w opuszczonej gotyckiej posiadłości nie wiedząc, że grasuje tam psychopata natchniony przez pełnię księżyca. Spośród wielu atrakcji film ten oferuje m.in. scenę ugodzenia zakrzywioną szablą krocza młodzieżowego ulubieńca widowni z lat 50. – Frankiego Avalona.

W 1969 roku Andy Milligan nakręcił The Ghastly Ones (znowu odczytanie testamentu) ze scenami wybebeszania przy pomocy widłów i siekiery, a w Hiszpanii powstał „La Residencia” [„The House That Screamed”] będący kolejną wariacją na temat nieśmiertelnego filmu Hitchcocka.

A jak na rosnącą w siłę krwawą modę zareagowano w Niemczech i we Włoszech? To już temat na kolejny odcinek „Był sobie slasher”.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl