Lost – 6×01-02 – LAX

No to ostatni sezon czas rozpocząć. Przy okazji podziękowania dla stacja ABC za odcinek 6×00 podsumowujący to, co do tej pory wydarzyło się w serialu. Bez niego byłbym jak dziecko we mgle, bo jak się okazało podczas jego oglądania – z piątego sezonu to nie pamiętam prawie nic. Parę razy się zdziwiłem, hehe („jak to? Faraday nie żyje?” :) ).

Ewentualnym niubisiom przypominam, że poniżej będzie cała masa spoilerów dotyczących odcinków 6×01-02. Jakich nie wiem, bo jeszcze nie oglądałem ;P Zatem, odcinek start.

– Obecność Desmonda na pokładzie OA 815 zapowiada dość seriozne zmiany powybuchowe. Tak seriozne, że niemal uszami duszy słyszę głosy, że mieli wyjaśniać zagadki, a nie je mnożyć. Z drugiej strony Hatch nigdy nie został zbudowany itd., no tak… Nic tam, czekam na fatalną podwodną animację. Bo wiecie, trochę wczoraj obejrzałem na żywo początek odcinka. Ciekawe czy w jakości niestreamowej ta animacja będzie tak samo fatalna…

– Bez zmian, animacja tak samo fatalna. Wczoraj po niej był tytuł, a po tytule jakieś animowane ludziki robiące jedzenie. Normalnie wiedziałbym, że to reklama, ale po tej podwodnej animacji wcale taki pewny nie byłem 😉 Tak czy siak Atlantyda wróciła na swoje miejsce pod wodą, a ja poszedłem spać. Wyruszam zatem na niezbadane wczoraj wody. A zaczyna się od, hmm, znowu bombę detonują…

– Wybuchło. Jest oko. Czyli w ósmej minucie odcinka wszystko się w końcu zaczyna.

– Są chwile, w których żałuję, że nigdy nie powtórzyłem sobie „Losta” od początku. Raz próbowałem, ale się znudziłem. To właśnie ta chwila. Nie przypominam sobie Desmonda rozwalającego Hatch i do końca nie wiem o co habla :) Ale zdaje się, że wybuch nic nie zmienił… Taaa… A w międzyczasie lecą napisy początkowe, a w nich Charlie, Boone, Claire… szykuje się reunion.

– Aaaa, już wiem. No tak, przecie Desmond wysadził w pizdu Hatch. Dobra pamięć, ale krótka. Powoli się dostrajam do odcinka. Strach się bać co by było bez obejrzenia 6×00 co i Wam polecam.

– Dwa timeline’y?

– O, Artz czy jak mu tam, czyli każdy trup chyba dostanie tu swoje pięć sekund. Ciekawe czy pilot z Heroes też.

– A w ogóle to co się Sawyer tak wkurza, przecie Juliett była w napisach początkowych ;P Hehe, no właśnie chyba krzyczy spod ziemi. Boję się, że ją wykopią tylko po to, żeby powiedziała Sawyerowi, że go kocha i umarła.

– Albo i trzy timeline’y. A co! Przy czym (wielkie chyba) jedna osoba (póki co) może być tylko w dwóch co najwyżej 😉

EDIT: Właśnie w toku blipowej dyskusji wyeliminowalimy trzeci timeline :)

– Zobacz oś czasu :)
– za dużo klikania :) ale pozytyw taki, że już wiem, że niepotrzebnie się trzeciego timeline’u doliczałem :)
– Czy ja wiem czy niepotrzebnie. Trzeci tajmlajn jest, ale chyba każdy przyzwyczaił się do dwóch.
– nie no, nie ma chyba jednak. richard i spółka widzieli flarę z temple’a więc Sun i Jin są już w tym samym timelinie
– No właśnie widzieli flarę… A przecież… aaa! Przecież Jack i spółka przenieśli się już do XXI wieku.
Obydwa Jacki są już w XXI wieku 😉 Więcej timeline’ów nie ma.
KONIEC EDITA

– Nowe? Nie. Wyprane w Perwolu.

– Serial by od początku był ciekawszy, gdyby tak szybko rozprawiali się z Balastami. Swoją drogą rozpirzenie przez Dymek bodyguardów Jacoba to sygnał do tego, żeby przyzwyczajać się do myśli, że sporo rzeczy z sezony piątego będzie mało ważne, ważne że wypełniło tamten sezon. No bo tak docierała ta grupka i docierała. A jak w końcu dotarła to ich Dymek pozabijał. No ale jeszcze Ilana została czy jak jej tam.

– Juliett, prawdopodobnie najbardziej pechowa osoba we wszechświecie. Przeżyć wybuch jądrowy tylko po to, żeby umrzeć… Wiem, wiem, przesadzam z tym wybuchem jądrowym. To znaczy chyba przesadzam.

– Jak ten biedny Sawyer wylazł z tej dziurki z Juliett na rękach, to pozostanie tajemnicą. A swoją drogą na miejscu Sayida to bym się obraził – jakoś nikomu się nie spieszy, żeby jechać do Świątyni, żeby go uratować.

– No cóż. Pierwsza połowa odcinka nudna jak flaki z olejem… Tempo rozwoju akcji nie wróży najlepiej. Ile odcinków zostało do końca serialu? 11? 15? A oni jeszcze mają czas, żeby przynudzać i wzbogacać (czyt. komplikować) akcję o dodatkowe timeline’y?

– Kate to jednak blondynką powinna być. Wierzyć, że otworzy się kajdanki wkładem do długopisu…

– Hehehehehe, jakieś mało gadatliwe te trupy. „To zadziałało”. A co jej szkodziło powiedzieć pełniejszym zdaniem, bo nie wiem? :)

– No i nowa grupa obdartusów. Tak jakby starych grup obdartusów było mało. No i proszę, Cindy w końcu załapała się na swoje pięć minut na dobre. Japończyk kogoś mi przypomina, ale na razie nie chce mi się guglać. A zresztą, poguglałem. Żadne cuda. Ot opatrzona w wielu filmach japońska twarz, nic ponadto.

– Odkrycie odcinka: Jacob po japońsku to Jacob… 😉

– Koleś na cle też powinien być blondynką.

– O, brodzik jak w „Santa sangre:)

– No i dupa, Sayid póki co nie ma nowego brezentu. Ale przynajmniej koszulkę mu wyprali.

– Po kiego grzyba Japoniec nawija po japońsku tego nie wiem. I tak się okaże, że zna angielski i tak… Aha, już wiem. Sensownie 😉

– Werdykt: Nuda i niewiele konkretów. Ale żebym cierpiał podczas oglądania to nie powiem.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl