Pandorum

(+) Już się bałem, że wypśtykałem się z filmów, które ostatnio widziałem, a które mógłbym opisać, ale przypomniałem sobie, że oprócz tysięcy kandydatów do „Projektu 1000” jest jeszcze ten jeden film w reżyserii Christiana Alvarta.

(-) Tyle tylko, że widziałem go jakieś dwa tygodnie temu i poza końcówką to niewiele z niego pamiętam.

Czyli jak zwykle – ulotna pamięć vs. chęć napisania recenzji i zapełnienia czymś dzisiejszej kartki z blogowego kalendarza. Plus jeszcze jedna „tradycyjność”, czyli napisane już trzy akapity, a jeszcze ani jednego konkretu… Ja to umiem! Jeszcze nawet nie przyjąłem przed klawiaturą pozycji „no dobra, teraz piszemy”, a już tyle nastukałem. Ale trza korzystać z ciszy i spokoju, bo niedługo i jedno i drugie skończy się bezpowrotnie. Przynajmniej jeśli chodzi o niedzielę.

Z głębokiej hibernacji wybudza się bohater filmu, który nic nie pamięta i szybko orientuje się, że na statku kosmicznym, którym sobie leciał jest chyba sam jak palec, co jest dziwne. Tak samo dziwne, jak i dość ponure i zimne otoczenie, w którym przychodzi mu dojść do siebie. Są też jednak pozytywy – dość szybko okazuje się, że ma w tym całym zaniku pamięci i bytności na opuszczonym obiekcie latającym, towarzysza niedoli. Obaj szybko postanawiają działać i odkryć co, jak i dlaczego.

Oszczędne w środkach widowisko s-f z twistem na koniec. Jest jakaś tajemnica, jest surowo-kosmiczna sceneria, w której rozgrywa się akcja „Pandorum”, jest kilka pytań, które czekają na odpowiedź, nie ma bitew na strzelające lasery i X-wingów. Czyli, mówiąc w skrócie, jest to taki odświeżony „Event Horizon”, z czym EH mnie zanudził, a z rzekomo strasznych w nim rzeczy przeraził mnie tylko Sam Neill w majtkach. Natomiast „Pandorum” mnie nie zanudziło i oglądało się go przyjemnie. Choć nie tyle przyjemnie, żeby parę razy na chwilę przymknąć oczy. Ale to nie wina filmu tylko tego, że oglądałem go na dość skrajnym zmęczeniu. Co nie zmienia faktu, że nie był na tyle dobry, żeby nie przysypiać. Ale dobry był, więc jeśli macie ochotę na trochę kosmicznych zagadek w starym, alienowatym stylu, to śmiało możecie oglądać „Pandorum”, bo powinno zapewnić Wam solidną porcję rozrywki.

I to tyle, ile jestem z siebie w stanie wycisnąć. Stanowczo, recenzje powinno się pisać od razu po obejrzeniu filmu. 4+(6)
(906)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.