Usprawiedliwienie

Zwracam się z prośbą o usprawiedliwienie mojego syna Quentina, który ostatnio nic nie ogląda i nic nie pisze mądrego (wiem, nigdy nic mądrego nie pisał) poza porywającymi napisami do OSO, które interesują zaledwie jakieś pół promila polskiej populacji bardzo optymistycznie licząc. Powodem tego opieprzania się jest trochę roboty, którą ma do zrobienia. Ale jak już ją zrobi, to ma szczerą nadzieję, że zacznie oglądać filmy jak kiedyś i pisać o nich miażdżące recenzje zniechęcające każdego do oglądania opisywanych filmów. Bądź wręcz przeciwnie, bo przecież Quentin się na filmach nie zna. Może już od jutra.

A propos oglądania filmów i miażdżących recenzji – zacząłem wczoraj oglądać „Saawariya” i po dwudziestu minutach wymiękłem. Nie wiem czy dam radę wytrwać do końca. Jedno trzeba Hindusom przyznać, to sztuka z krótkiego opowiadania Fiodora Dostojewskiego zrobić długi bollywoodzki film. Jak na razie jest zabójczo nudno. Stylistyka rzeczywiście „Moulin Rouge-owa!”, ale w ogóle nieporywające toto jest. Ładne, bajkowe obrazki i zero treści. No i mośkowy facet w roli głównej. Może się rozkręci, ale obawiam się, że mogę nie znaleźć w sobie siły, żeby naocznie się przekonać. Jedno, co ładne, to tytułowa piosenka. Właśnie słucham jej po raz enty. Tutaj możecie sobie posłuchać i Wy. Nie potrafię sobie wyobrazić, co może się dalej wydarzyć w tym filmie, żeby miał jakiekolwiek szanse z „Om Shanti Om” w bitwie bollyblockbusterów. Amerykańskie pieniądze to nie wszystko.

A teraz sobie przeglądam tę stronę, co ją zalinkowałem wyżej i słucham losowo wybranych piosenek, których tytuły nic mi nie mówią. Jak mi jakaś wpadnie w ucho, to podzielę się tym znaleziskiem, które zapewne każdy bollyfan będzie znał, a wszyscy inni będą mieli w poważaniu.

[Tu je podedytuje jakby co. O, już mam jedną. Jest i druga. I trzecia. I czwarta.]– Hey Shona, nawet ładne. To z filmu o wyścigach, nie? Obejrzeć?
– Klikam w ciemno w tytuły piosenek, więc zdziwiłem się, że druga, która wpadła mi w ucho z tego samego filmu pochodzi. Ab to Forever, kurde, głupi tytuł ma ten film, z którego to pochodzi („Tara Rum Pum”) a ja nie lubię oglądać filmów z głupimi tytułami. No, ale może warto? Piosenki ma fajne.
Dil Kya Kare, to pozytywne, bo dwa dni temu zanabyłem „Salaam-E-Ishq”.
Tytyłowa też fajna. Niepoprawni są ci Hindusi. Pierwsza afrykańskie rytmy, ta jakieś szkockie dudy na początku…

A taki to kiedyś fajny blog był, nie? Ech 😉

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.