„Rok 2012” (14)

W poprzednich odcinkach

– Aaaaach – przeciągłe westchnięcie rozległo się w głuchej ciszy gabinetu profesora Niewiadomskiego. Profesor nacisnął przycisk „stop” i zatrzymał nagranie. Pochylił się nad sfatygowanym notesem i zapisał coś swoim ukochanym wiecznym piórem. Niewiadomski, naukowiec starej daty, nie uznawał komputerów i choć nie był ich przeciwnikiem to preferował tradycyjne metody pracy naukowej. Wyjątek robił tylko dla sprzętu audio-wizualnego, który w jego pracy był nieodzowny. Od przenoszenia efektów swojej pracy na twarde dyski miał odpowiednich ludzi. Profesor skończył pisać i uruchomił dyktafon firmy Wierzejski naciskając przycisk „start”.
– Ach – krótkie i energicznie zakończone westchnienie skończyło się zanim jeszcze się zaczęło. Niewiadomski powtórzył operację zatrzymywania nagrania i notowania swoich spostrzeżeń. Po chwili uruchomił dyktafon i uświadomił sobie, że było to ostatnie westchnięcie jakie zarejestrował.
Miał przed sobą jeszcze archiwizację nagrań video, ale postanowił odpocząć. Nie lubił pracować na cyfrowych nagraniach, tęsknił za swoją ośmiomilimetrową kamerą. Szybko przypomniał sobie również, że nie lubi odpoczywać. W jego wieku na maksymę „czas to pieniądz” patrzyło się inaczej. Miał prawie siedemdziesiąt lat i każdego dnia tak samo się dziwił, że prawie pięćdziesiąt lat badań nad homoseksualizmem nie wyrządziło żadnej skazy na jego naturze heteryka.
Uruchomił nagranie video i zarejestrował wzrokiem niestarannie wykonaną grafikę z napisem: „ruchy dłoni”. To była najnudniejsza część z całej sekcji gestów. Miał już za sobą wesołe: „ruchy mimiczne twarzy” i „zewnętrzne zachowania języka” a na koniec zostawił sobie dość obcesowo nazwane „ruchy dupą”. Najczarniejsza robota wiązała się z tymi nieszczęsnymi ruchami dłoni, ale ktoś musiał ją wykonać.
Niewiadomski spojrzał na ekran i zauważył, że nagranie rozpoczynało się od jednego z bardziej popularnych gestów, któremu dziesięć lat temu poświęcił całą siedemdziesięciostronicową publikację. „Zachowanie małego palca w trakcie spożywania napojów płynnych” wywołało niezłą burzę w środowisku naukowców. Niewiadomski jasno wykazał, że w odrywaniu od szklanki małego palca nie ma nic homoseksualnego. I choć wielu próbowało podważać jego wnioski to nikomu nie udała się ta sztuka.
Początkowy fragment nagrania nie przyniósł żadnych nowych spostrzeżeń, więc profesor nie trudził się nawet by podnieść pióro. Prawdziwa, nieodkryta kraina czekała go dopiero w dalczej części nagrania i liczył na to, że tym razem wyciągnie konstruktywne wnioski z zachowań palca serdecznego. Do tej pory wiedział o nim tylko tyle, że wśród szerokiej gamy homoseksualnych zachowań erotycznych, palec wskazujący pełnił marginalną rolę. Niewiadomski wolał jednak nie myśleć, gdzie zaledwie jedenaście procent ankietowanych wkładało ten palec podczas upojnych nocy.
Z rozmyślań oderwał go odgłos niekulturalnie otwieranych drzwi. Spojrzał w stronę drzwi wejściowych i zauważył w nich znaną sylwetkę. Taki sposób otwierania drzwi mógł oznaczać tylko jedno. Kłopoty.

*

Wielu na miejscu Niewiadomskiego drżałoby ze strachu, ale stary profesor wiele już widział i jeszcze więcej przeżył, żeby teraz się bać. Siedział spokojnie na miękkim fotelu przed obliczem ministra zdrowia i chigieny osobistej czekając na to, co ma do powiedzenia minister. Znał go już dość dobrze i wiedział, że pomilczy jeszcze, co najmniej, pół minuty podkreślając tym samym powagę sytuacji i strojąc w tym czasie zakłopotane miny. Im dłużej trwał okres milczenia, tym bardziej poważna była sprawa.
Niewiadomski spojrzał na stojącą przed ministrem tabliczkę z jego nazwiskiem i wyrzeźbioną złotą czcionką nazwą stanowiska jakie piastował. „Minister Zdrowia i Chigieny Osobistej”. Profesor przypomniał sobie całą aferę związaną z tą nazwą i z trudem powstrzymał się przed najlżejszym choćby uśmiechem. Sama nazwa wymyślona przez tęgie głowy z ministerstwa od początku budziła powszechną wesołość spowodowaną oczywistym błędem ortograficznym. Bez odpowiedniej uchwały nazwy nie można było jednak zmienić, więc Sejm zaproponował poprawkę do uchwały o stworzeniu nowego ministerstwa. Poprawka została odrzucona głosami Samoobrony i wedle nowej Konstytucji mogła wrócić do porządku obrad dopiero po upływie dwóch lat od jej poprzedniego zaproponowania. Profesor na ostatnim teście na inteligencję otrzymał 180 punktów IQ, ale nawet on nie potrafił pojąć prawnych zawiłości, które doprowadziły do zachowania błędu ortograficznego w nazwie ministerstwa.
– Słuchajcie, Niewiadomski – odezwał się w końcu minister. – Nie będę wam oczu mydlił, sprawa jest poważna. Chodzi o wasz test na homoseksualność. Wprost wam powiem, że jest do dupy.
Minister nawet nie spostrzegł swojego żartu słownego, ale Niewiadomskiego bardzo on rozbawił. Potrafił się jednak powstrzymywać przed niepotrzebnym śmiechem. A wszystko wskazywało na to, że śmiech w tej sytuacji nie było potrzebny w ogóle.
– Skąd tak drastyczny wniosek, panie ministrze?
– Paolo Menelli. Mówi wam coś to nazwisko?
– No pamiętam. Chodzi o tego sympatycznego Włocha, który wczoraj poddał się testowi, tak?
– No o niego, o niego. Stwierdziliście, że nie jest on homoseksualistą, tak?
– No tak, test bez wątpliwości wykazał, że Menelli homoseksualistą nie jest. Pierwiastek śladowy genu geja był u niego, jak sama nazwa wskazuje, śladowy – tym razem Niewiadomski rozbawił sam siebie. Cieszyło go to, że nie miał żadnego złego przeczucia, które zwykle towarzyszło mu jakiś czas przed wydarzeniem się czegoś niedobrego i był niemal pewny, że nie ma się czego obawiać. Znał zbyt wiele tajemnic ludzi związanych z Naczelnikiem a zarazem był zbyt cennym naukowcem, aby tak po prostu zginąć w przypadkowym wypadku samochodowym, bądź popełniając samobójstwo strzałem w klatkę piersiową.
– Patrzcie – stęknął z wystudiowanym zbolałym wyrazem twarzy minister, rozrzucając przed Niewiadomskim stertę fotografii. Profesor pozbierał je w pokaźny pliczek i zaczął oglądać. Przedstawiały Menelliego fotografowanego z bezpiecznej odległości przez tajniaków Naczelnika. Już na trzecim ze zdjęć, młody Włoch wchodził do klubu „Gejzer”. Klub ten od dawna podejrzewany był jako miejsce schadzek homoseksualistów, ale nigdy nie udało się tego udowodnić. Była to jedna z niewielu porażek Naczelnika, choć on sam nie uważał tego za porażkę. Wręcz przeciwnie, szczerze uwierzył, że „Gejzer” nie mógł być gejowskim klubem. Nie mieściło mu się w głowie, że mógł czegoś o czymś nie wiedzieć a ukrywanie takiego faktu było fizyczną niemożliwością.
– I cóż? – Zapytał znudzonym głosem Niewiadomski.
– Co? – Zapytał minister.
– No i co ma wynikać z tych zdjęć?
– Patrzcie dalej.
Niewiadomski przyspieszył przeglądanie zdjęć. Poznając po czerwonym datowniku w ich rogach zobaczył, że trzy godziny później Menelli opuścił bar w towarzystwie jakiegoś młodzieńca. Dwadzieści minut później byli już w krzakach a Niewiadomski podziwiał możliwości nowej cyfrówki z wbudowanym noktowizorem oraz czujnikiem ciepła.
– Oj – szczerze zdziwił się profesor.
– Oj. Oj. Oj. Ojjjj – miotał się po gabinecie minister. – Tragedia! Istna tragedia! Połowa zawodników już przebadanych. A co jeśli przez sito eliminacyjne przedostało się więcej gejów?! Będą ich dzieci w telewizji oglądać! Matko Boska! Ja o tym nawet nie chcę myśleć!
Niewiadomski znał dobrze naturę ministra. Wiedział, że wystarczył jeden dobry argument, żeby go uspokoić.
Problem w tym, że w tej chwili nie miał żadnego.
Quentin

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.