„Perfect Creature”

No dobra, bo miało być coś o wampirach ;P

Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo kiedy, nie wiadomo po co – istnieje sobie ponura kraina, w której ludzie i wampiry żyją w symbiozie. Ba, gdyby nie wampiry (po zębach poznałem) to rasa ludzka dawno już wyginęłaby na trawiącą oblicze ziemi zarazę. No, ale od 300 lat miłujący pokój, modlitwy i rozmyślanie w katedralnych wnętrzach ród wampirów nie pozwala nam na wyginięcie. I wszystko byłoby cacy, gdyby nie to, że wśród owych dobrodusznych wampirów pojawia się jeden, który wyjątkowo się stara, żeby złe światło na cały gatunek rzucić. Biega po mieście i rozszarpuje na strzępy kobiety.

Dobrze jest, gdy film zmusi widza do myślenia – no i pod tym względem „Perfect Creature” rzeczywiście wypada nieźle. Przez cały seans zastanawiałem się dlaczego spośród doprawdy wielu filmów do obejrzenia wybrałem właśnie ten. I tak przez półtorej godziny rozmyślałem. No, właściwie to przez godzinę, bo klawisz „przewiń” okazał się błogosławieństwem.

Film jest przeokropnie nudny. Osadzony w wiktoriańskich realiach z wielkimi sterowcami śmigającymi po niebie (piszą na IMDb, że to Nowa Zelandia tylko taka alternatywna) zabija wolnym tempem i celebrowaniem każdej możliwej miny. Siedzą te wampiropodobe i dumają, i myślą, i filozofują a mnie to ma obchodzić? Z jakiej racji? Dlaczego mam się przejmować problemami świata, którego nawet nie potrafię zdefiniować? Nie widzę powodu.

W filmie scenariusza brak – gonią, łapią, uciekają, gonią, łapią… a najgorsze w tym wszystkim jest to, że cały film jest taki śmiertelnie poważny. Tak poważny, że aż niepoważny. Na szczęście dla niego, uwagę od tej niepowagi odwraca główny badgaj, który aktorsko wypadł czarująco beznadziejnie. Nic tylko boki zrywać. A gdy zaczynał uskuteczniać te swoje strrraszne ruchy, które miały przerażać i miny, które miały przerażać jeszcze bardziej, to już w ogóle komedia się zaczynała.

Boże chroń mnie przed złymi filmami, z nieprzyjaciółmi poradzę sobie sam. 1+(6). Fanatycznym przeciwnikom Radia Maryja się powinien spodobać. A raczej dać do ręki nowe argumenty…

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.