Filmowe ciekawostki (22) – „Back to the Future”

Mamy Święta a w telewizji maraton filmów, które każdy widział po sto razy minus „Die Hard”. „Back to the Future” (czyli „Powrót do przyszłości” oczywiście) szczęśliwie nikomu nie podpadł i znów można było sobie obejrzeć przygody Marty’ego McFly, którego nikt nie powinien nazywać cykorem (to wersja telewizyjna, w starym, dobrym tłumaczeniu z kaset video, kwestia ta brzmiała nieco inaczej – „McFly, nie masz jaj?”). Obejrzałem i ja a podczas seansu przypomniałem sobie o pewnej rzeczy, o której już od jakiegoś czasu chciałem tu wspomnieć, a mianowicie o reżyserze BttF Robercie Zemeckisie i jego mistrzostwie świata w pewnej dziedzinie, którą osobiście zwykłem sobie nazywać ‚efektami specjalnymi, których nie widać’.

Oczywiście są w filmach Zemeckisa efekty specjajne, które ‚widać’ (ot choćby spotkania Forresta Gumpa z kolejnymi prezydentami USA) ale ja bardziej doceniam w jego twórczości te drobne smaczki ukryte niemal niewidocznie dla oczu widza. Rzeczy, które wydają się naturalne, ale tak naprawdę wymagały dużo pracy i przede wszystkim pomysłu na to, jak to zrobić. W zasadzie nie sztuka pokazać na ekranie wielkie dinozaury i czekać, aż świat się będzie nimi zachwycał. Sztuką, moim zdaniem, jest chęć do zrobienia czegoś, czego prawdopodobnie nikt nie doceni i bez czego spokojnie film mógłby się obyć. A jednak komuś chce się to robić i w filmach Zemeckisa często można spotkać takie wizualne majstersztyki.

W przypadku „Back to the Future” (traktuję ten film tutaj jako trylogię) spotykamy się z nimi w trakcie scen, w których na ekranie widzimy dwie różne postacie kreowane przez tego samego aktora. Dopóki nie nastepuje między nimi żadna interakcja, to wszystko jest stosunkowo proste. Problem pojawia się wtedy, gdy trzeba coś przekazać z rąk jednej postaci, do rąk postaci drugiej. Jak to zostało rozwiązane w „Back to the Future”? Sposobem. Zresztą sami spójrzmy, pamiętając, że film ten ma już swoje lata i to, co teraz przy pomocy komputera byłoby proste, kiedyś takie proste nie było.

W „Back to the Future 2” na ekranie pojawia się w pewnym momencie stary i młody Biff Tannen (Thomas F. Wilson). Stary przybył z przyszłości, żeby wręczyć młodemu sportowy Almanach. Siedzą w samochodzie i rozmawiają. Podział ekranu jest dość widoczny, bo stanowi go podział przedniej szyby samochodu. Po prawej jeden Biff, po lewej Biff drugi, obydwa ekrany nałożone obok siebie i voila. Tyle tylko, że w jednej scenie młody Biff przerzuca Almanach w ręce starego Biffa. Książka ‚przeskakuje’ tym samym między jednym a drugim ekranem. Jak to zostało rozwiązane? Ano na gotowy już obraz prawdopodobnie (piszę prawdopodobnie, bo się domyślam zaledwie na podstawie tego, co widzę) dodano animowany Almanach, który dość nienaturalnie (jeśli się przyjrzeć wiedząc na co patrzeć; oglądając bez tej wiedzy prawdopodbnie nie przychodzi nam nawet do głowy, że w pewnym momencie widzimy animowaną książkę) porusza się w powietrzu, dziwnie znika z ekranu by po chwili zostać wyciągniętym już w wersji książkowej przez starego Biffa:

Są też w drugiej części BttF dwie sceny, do wykonania których wystarczył prosty pomysł. Chwilę później stary Biff podaje młodemu Biffowi ów sportowy Almanach i idę o zakład, że ręka z Almanachem po lewej stronie od podziału szyby nie należy do podającego książkę starego Biffa. Zresztą innej możliwości fizycznie nie ma, bo trudno, żeby jedna osoba podawała coś sobie samej siedzącej gdzie indziej:

To samo, jak mniemam, zostało wykorzystane trochę wcześniej podczas sceny obiadu w domu przyszłości Marty’ego (Michael J. Fox oczywiście). Marty nalewa napój do szklanki trzymanej przez swojego syna (w obydwu rolach Fox – żeby było śmieszniej po drugiej stronie stołu siedzi też córka Marty’ego, również zagrana przez Foxa). I tak: po prawej stronie mamy Foxa trzymającego dzbanek i nalewającego z niego napój do szklanki trzymanej po lewej stronie przez Foxa. Fizycznie niemożliwe, prawda? Ano nie. Trzeba było sobie jakoś z tym poradzić. Wygląda na to, ze podział ekranu jest mniej więcej na linii ciała młodego Foxa tak, że ręka trzymająca szklankę choć wydaje się, że należy do niego, to tak naprawdę należy do kogoś innego, kto znajduje się po prawej stronie podzielonego ekranu:

Prawda, że sprytnie? ‚Efekt specjalny, którego nie widać’. Voila.

Oczywiście nie wszystko dało się rozwiązać sprytnym sposbem. W „Back to the Future 3” przodek Marty’ego (Fox) podaje Marty’emu (no tak, Fox) z rąk do rąk małe dziecko. Tym razem zabrakło sprytnego pomysłu jak to pokazać w całości, więc… w newralgicznym momencie przed naszymi oczami przechodzi Lea Thompson i wszystko zasłania. Przodek Marty’ego podaje dziecko, przechodzi Lea i zasłania widok, Marty trzyma dziecko w swoich dłoniach:

Oczywiście Zemeckis trzyma w rękawie swoje asy i potrafi zaskakiwać. Jak oni nakręcili poniższą scenę? Nie mam bladego pojęcia:

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.